Proboszcz nie płacił składek ZUS. Prokuratura znów umarza

Niepłacenie przez proboszcza składek ZUS od pensji organisty nie jest przestępstwem – uznała po razu drugi rzeszowska prokuratura i dochodzenie umorzyła.

– No, jak to? – denerwuje się Przemysław Lis, były organista podrzeszowskiej parafii w Lutoryżu. I pokazuje decyzję ZUS-u w Rzeszowie, który pod koniec lutego br. podtrzymał swoje poprzednie stanowisko, że proboszcz parafii ks. Stanisław Boratyn powinien był płacić składki od pensji organisty. – ZUS stwierdził, że proboszcz miał taki obowiązek, a prokuratura uważa, że sprawy nie ma? – nie może pojąć Lis.

Proboszcz naruszył prawa pracownicze?

Lis był bohaterem mediów w ubiegłym roku. Proboszcz wyrzucił go wtedy z pracy po ośmiu latach, gdy po wsi rozeszła się plotka, że organista wyprodukował szkalujące duchownego ulotki. Lis w kontrataku doniósł do ZUS-u, że przez pięć lat (2004-2009) ks. Boratyn od pensji organisty nie odprowadzał składek. Od czerwca 2009 r. pracował już na pół etatu, ale Lis chciał, by wobec proboszcza wyciągnięto konsekwencje za poprzednie lata. I ZUS Lisowi przyznał rację. Obliczył, że duchowny ma zapłacić ok. 18 tys. zł wraz z odsetkami.

Były już organista doniósł też do prokuratury, że ks. Boratyn „złośliwie naruszył prawa pracownicze” i „nie dopełnił obowiązków” opłacania składek. Ale w grudniu ub. r. Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie umorzyła dochodzenie. Lis zaprotestował. Sprawę wznowiono, bo okazało się, że prokuratura umarzając sprawę nie miała końcowych wniosków decyzji ZUS-u.

Policja: Przestępstwa nie ma

Dochodzenie pod nadzorem prokuratury prowadziła policja w Strzyżowie. I po raz drugi je umorzyła. Bo? Jak czytamy w decyzji, policja uwierzyła przesłuchanemu proboszczowi, który zeznał, że praca Przemysława Lisa na stanowisku organisty była „pracą społeczną”. Lis zeznał zaś, że choć był zatrudniony, to umowy o pracę nie miał. „Nie było również wystawianych PIT-ów, a on sam nie rozliczał się z Urzędem Skarbowym” – dowodzi policja.

I przytacza stare łacińskie przysłowie „In dubio pro reo”, które mówi, że „wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego”. „A w tym przypadku podejrzewanego [ks. Boratyna – przyp. red.] należy stwierdzić, iż w sprawie tej brak jest dostatecznych danych przemawiających za okolicznością iż przestępstwo zaistniało”.

Uzasadnienie umorzenia liczy trzy strony. Zatwierdziła je rzeszowska prokuratura. Przemysław Lis znów nie może się z tym pogodzić. Podejrzewa, że prokuratura przestraszyła się duchownego i nie chciała mu stawiać zarzutów. – Co tutaj jest napisane? – Lis pokazuje kolejne strony decyzji ZUS, który dokładnie wyliczył wysokość składek, jakie proboszcz powinien odprowadzać od pensji organisty. – To nie jest dowód? – zastanawia się Lis.

Prokuratura: Pensja była dowodem wdzięczności

Dzwonimy do prokuratury. Jej wiceszefowa Ewa Lotczyk tłumaczy, że decyzja ZUS-u nie jest równoznaczna z tym, że mamy do czynienia z przestępstwem według kodeksu karnego. Lotczyk mówi, że choć Lis nie miał umowy na piśmie, to wynagrodzenie dostawał – kilkaset złotych. – To były wyrazy wdzięczności księdza – mówi. – Pan Lis w tym czasie nie odprowadzał podatku dochodowego – dodaje.

A poza tym – twierdzi prokuratura – ZUS nie rozstrzyga, czy pomiędzy proboszczem a Lisem istniał „stosunek pracy”. – Może to zrobić tylko sąd pracy. Pan Lis może tam taki wniosek złożyć. Jeżeli sąd to potwierdzi, to postępowanie możemy nadal prowadzić, bo nasza decyzja o umorzeniu nie jest prawomocna – przekonuje Ewa Lotczyk.

Czy tak postępuje kapłan?

Czy Lis wystąpi do sądu pracy? Tego jeszcze nie wie. – Muszę to skonsultować ze swoim adwokatem – mówi.

I na koniec wraca jeszcze do tego, że nie może już zasiadać przed organami w parafii w Lutoryżu. – Proboszcz swoimi oszczerstwami zniszczył mi życie i zdrowie zarzucając mi publicznie popełnienie czynów, z którymi nie miałem nic wspólnego. Teraz świadomie mija się z prawdą, twierdząc, że moja praca miała charakter wyłącznie społeczny. To bardzo bolesne, że w tak pokrętny sposób postępuje kapłan – mówi Przemysław Lis.

Z ks. Boratynem w czwartek nie udało nam się skontaktować.

[2013.04.11] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: