FiM – Ksiądz i czarownica

W Mikaszówce koło Augustowa zapachniało średniowieczem. Gdy dziennikarka miejscowej gazety ujawniła finansowe kanty proboszcza, ten zagroził jej ekskomuniką, a nawet śmiercią, zaś parafian domagających się wyjaśnienia zarzutów nazwał wstrętną sektą.

Choć parafia Mikaszówka jest niewielka, jej proboszcz – Andrzej Jarząbek – to panisko całą gębą. Parafian, którzy są dla niego nie owieczkami, lecz stadem baranów, trzyma żelazną ręką, a ewentualny opór tłumi w zarodku. Zgodnie z rzymską zasadą dhide ei im/tera.
lubuje się też w szczuciu jednych parafian na drugich.

Jednak szczególną miłością Jarząbka są pieniądze. Od sześciu lat buduje np. organistówkę, ale końca robót nie widać. Za to co chwila ponawiane są kolejne, następne i jeszcze następne zbiórki pieniędzy.

Strumień pieniędzy od wiernych nie wydawał się księdzu dość obfity, więc wpadł na pomysł, by sprzedać trochę parafialnej ziemi.
Handlowanie ziemią przez proboszcza wkurzyło radę parafialną i postanowiła ona zajrzeć do kwitów. No… to już była bezczelność, której Jarząbek nie mógł przełknąć, więc natychmiast radę rozwiązał, a jej członków przepędził z plebanii na cztery wiatry. Publicznie ogłosił zaś, że tłumaczyć się będzie tylko przed biskupem i Panem Bogiem. W takiej kolejności.

Może i ludek parafii Mikaszówka znów pokornie schowałby głowy w piasek, ale nastąpił ciąg wydarzeń niezbicie wskazujący, że Najwyższy też ma już Jarząbka dosyć. Otóż Stwórca w nieskończonej mądrości swojej wysłał do księżula prokuratora. Okazało się bowiem, że trzy lata temu proboszczunio przyjął od jednego z biznesmenów dwie potężne darowizny pieniężne łącznej wysokości 289 tys. złotych (zapewne fikcyjne!). Nie trzeba chyba dodawać, że forsa wyparowała niczym kamfora.

Przyciśnięty do muru i zmuszony do „spowiedzi” dobrodziej przyznał, że… owszem, zataił darowiznę, ale nic zdrożnego w tym nie widzi. Oddzielne śledztwo w tej sprawie trwa.

We wsi zawrzało, bo parafianie od lat nic innego z ambony nie słyszeli, jak tylko biadolenie, że kasa pusta, że pleban biedniejszy niż mysz kościelna a tu okazało się, iż parafia bogata jak cholera. Pojechali więc ze skargą do biskupa. Ten poddanych przyjął chłodno i, rzecz jasna wziął stronę podwładnego.

Jednak presja ludu była tak wielka, że do Mikaszówki musiała w końcu, chcąc nie chcąc, zjechać kurialna kontrola. Zjechała i… stwierdziła, że to nie księżulo zwinął 289 tysięcy złotych, ale jemu ludziska winne są 5 tysięcy dolarów. Owieczki zamurowało ze zdumienia, a odmurowało dopiero w redakcji gminnej gazety, która piórem naczelnej, Barbary Czabańskiej, rzecz całą opisała. Czegoś takiego z kolei
w najczarniejszych snach nie spodziewał się Jarząbek, więc wpadł w furię: „Siłą wyrzucimy Czabańską nie tylko z Kościoła ale i z naszej społeczności katolickiej” – wydzierał się i aby nie było dalszych wątpliwości, kto tu rządzi, zagroził parafianom ekskomuniką: „Jest jeszcze kilka osób na liście, co do których również mogą być wyciągnięte wnioski. Kościół nie jest bezradny. I dlatego będziemy przyglądać się kilkorgu z was. (…) Jeżeli nie zaprzestaną działalności, kara musi ich spotkać” – zagroził.

Następnie, aby skuteczniej walczyć ze schizmą w swoich włościach i aby podobna niesubordynacja nigdy więcej powtórzyć się nie mogła. Jarząbek utworzył z zaufanych pretorian społeczny komitet parafialny troski o Kościół. Komitet ma zrobić porządek z Czabańską i jej podobnymi. W gminie powiało grozą.

Mimo jawnych gróźb, dziennikarka nie zrejterowała, jednak na wszelki wypadek poinformowała organa ścigania o założeniu przez księdza przestępczej organizacji mającej na celu fizyczną likwidację jej osoby.

– A jeśli idzie o nadużycia finansowe proboszcza, nie zamierzam milczeć na ten temat. Jestem członkiem parafii i wspomagam ją finansowo w stopniu nie mniejszym niż inni parafianie, więc mam prawo wiedzieć, co dzieje się z moimi pieniędzmi – mówi szefowa gazety. – Do kościoła będę wchodzić, bo mam do tego prawo, podobnie zresztą, jak mam prawo do opisywania prawdy.

„W Mikaszówce powiało Średniowieczem – napisała red. Czabańska w jednym z ostatnich artykułów. — Ale czarownice przed spaleniem miały przynajmniej proces i prawo do obrony!”.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 31(178)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: