FiM – Diabli nadali…

W cieniu wielkich afer z udziałem hierarchów Kościoła katolickiego, które co jakiś czas wybuchają, tysiące wiernych na co dzień zmaga się po cichu ze swoimi duszpasterzami.

Potrafią im wiele wybaczyć i przymykają oko na słabości, tłumacząc sobie, że „ksiądz też człowiek”. Irytują się dopiero wtedy, kiedy w tej „ludzkiej” naturze księdza ni w ząb nie mogą się dopatrzyć pokory, umiaru, cienia bezinteresownej życzliwości, refleksji…

Do ulubionych zajęć sutannowych pasterzy należy dojenie swoich owieczek, a bywa nawet tak, że znajdują sobie sojusznika… Tak właśnie dzieje się w pewnej małej i niebogatej wsi W. w województwie podkarpackim.

Wójt z proboszczem Henrykiem S. wymyślili sobie, że przy lokalnej szkole ustawią pomnik Jana Pawła. Wójt obiecał sypnąć część grosza, a o resztę miał się postarać proboszcz. No i ogłosił z ambony, że każda rodzina ma dorzucić 100 zł do tej „rozwijającej gminę inwestycji”. Ludzie jak na razie stanęli okoniem, ale nie takie opory łamano czarnym kołem…

Na nudę nie mogą też narzekać członkowie ponadtysięcznej parafii św. Mikołaja w województwie pomorskim). Tamtejszy proboszcz – Eugeniusz F. – nieustannie dostarcza im powodów do niezadowolenia. Bo aspiracje ma ksiądz niezwykle wysokie. Najpierw postanowił kościół marmurem wyłożyć. Liczył przy tym na hojność swej owczarni, ale się przeliczył. Zadłużył parafię straszliwie. Jakimś cudem uciułał jednak przy okazji inwestycji na nowiusieńką hondę. Jeździ nią po wsi i ludzi wk…a. Kiedy drastycznie spadły mu obroty z tacy, próbował naiwnie tłumaczyć, że kupił auto za swoje, a nie za „mszowe”, ale lud ciemny wiary temu nie dał (jak widać – nie taki ciemny). Dobrze przynajmniej, że honda jeździ jak ta lala, boby się biedak całkiem załamał. Ostatnio obraził się jednak na tych, którzy nie wyprawili mu uczty w czasie kolędowania, a co gorsza – nie chcieli wspomóc przy łataniu kościelnego budżetu. Nawet nieboraków z ambony napiętnował. W małych społecznościach to kara gorsza od najgorszej plagi egipskiej, więc ludziska – już całkiem wyprowadzeni z równowagi – złapali za długopis i napisali do biskupa pelplińskiego Jana Bernarda Szlagi z prośbą o interwencję.

Biskup się, oczywiście, nie wzruszył, bo zdążył się na takie sygnały uodpornić. Wszak to pod jego jurysdykcją znajduje się słynny już ksiądz Piotr T. z Dębnicy (swego czasu pracował jako wikary u św. Mikołaja), który zasiadł na ławie oskarżonych, gdzie postawiono mu zarzut molestowania nieletnich, rozpijania ich i użyczania narkotyków, a nawet namawiania do samobójstwa…

Księdzu Zbigniewowi P. z pewnej parafii w diecezji włocławskiej proponujemy natomiast, aby powstrzymał swoje zapędy wobec ministrantów, bo może podzielić smutny los kolegi z diecezji pelplińskiej. A ludziom szczególnie nie podoba się to, że ci młodzi chłopcy – oprócz wiedzy, jak godnie piastować służbę ołtarza – uczą się na plebanii, czym różni się dżin od rumu, a wódka od whisky. Często na takim mieszaniu sacrum z profanum schodzi im aż do nocy.

Z kolei parafianie z B. w diecezji poznańskiej zastanawiają się od jakiegoś czasu, dlaczego tak drastycznie spadła liczba ministrantów usługujących w ich kościele. Podpowiadamy im, że o przyczynę tej nagłej niechęci do ołtarza ze strony chłopców należałoby zapytać księdza Romana G., który od 2001 r. piastuje funkcję proboszcza. Oprócz doświadczania bliskości ministrantów ksiądz Roman lubi sobie także pobankietować u lokalnego barona mięsnego, skąd rzadko jest w stanie wyjść o własnych siłach, i to bynajmniej nie z przejedzenia. W okolicy czuje się jednak na tyle swobodnie, że nie widzi potrzeby zachowania odpowiedniej czujności, kiedy zasiada za kierownicą swojego nissana i wyrusza na podbój przydrożnych piękności, po czym „nawraca” je w lasach pomiędzy Kórnikiem a Poznaniem.

Ale zejdźmy z proboszczów. Długie noce w pustym pokoju potrafią uprzykrzyć życie młodemu wikaremu, ks. Przemysławowi z 3,5-tysięcznej parafii w Świętokrzyskiem. Kiedy brewiarz i nieszpory nie były w stanie dostatecznie zająć jego myśli, postanowił poszukać w internecie lekarstwa na swoje bezsenne noce… Fantazje miał przeogromne, a za kartę przetargową posłużyła mu sutanna. Właśnie na nią postanowił zwabić jakąś pragnącą rozrywki duszyczkę.

Wiele nocy spędził pewnie na rozmyślaniach, co też ze swoją zdobyczą pocznie, bo kiedy trafiła się amatorka koloratki, przedstawił jej całą litanię oczekiwań. Ona – chociaż trochę speszona bezpośredniością – obiecała, że zrobi wszystko, aby sprostać życzeniom księdza. Napięcie rosło, wyobrażenia również. Czas do spotkania odmierzali niecierpliwie, snując całkiem grzeszne, niemal wyuzdane wizje spędzonych wspólnie chwil. Godziny na czatach psu na budę się jednak zdały, bo w umówionym dniu na spotkanie namiętnego kochanka wyszła… jego parafianka. Jemu się nagle odechciało, ona przestała przychodzić na niedzielną mszę.

Nieodpartą (i zazwyczaj bezpieczną) pokusę stanowią dla sutannowych bardzo często młodzi, rumiani klerycy. Wie o tym co nieco ks. Bogdan Ż., który przez kilka lat był ojcem duchowym w jednym z dolnośląskich seminariów. Sfera ducha nader często myliła mu się jednak ze sferą ciała…
Dziś jest proboszczem 16-tysięcznej, bogatej jeleniogórskiej parafii. Z czasów seminaryjnych oprócz wspomnień pozostały kontakty, które gorliwie i pieczołowicie „podtrzymuje” i – w zamian za odpowiednio drogie suweniry – sprowadza zagubionych cherubinków na właściwą (sobie!) drogę.

Franciszek K. cały swój czas poświęcał na prace przy parafii św. Klemensa w Głogowie. Pracował w kościele, przykościelnym parku, a nierzadko w garażach, gdzie naprawiał i czyścił księżowskie fury. A że pan Franciszek innego zajęcia nie miał, a do garnka czasem coś włożyć trzeba, pożyczał drobne sumy od jednego z zakonników, bo przecież nikomu do głowy nie przyszło, żeby chłopinie za pracę zapłacić. Oddać nie miał z czego, więc cała sprawa skończyła się na sądowej wokandzie. Tam też zapadł wyrok – pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata za wyłudzenie 2130 zł oraz nakaz natychmiastowej spłaty całej sumy. Na miłosierdzie „poszkodowanego” nie ma raczej co liczyć, podobnie jak na cofnięcie wyroku, który już się uprawomocnił…

###

To tylko nieliczne spośród setek historii, którymi zasypują nas zdesperowani parafianie z całego kraju. Do proboszczów i wikariuszy apelujemy więc, choć jest to zapewne głos wołającego na pustyni: drodzy duszpasterze, czas najwyższy zobaczyć w swych owieczkach znacznie więcej niż tylko skarbonki.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 19(375)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: