FiM – Mariusz@ksiądz

Do Gorzowa Wielkopolskiego, na zaproszenie wielce wpływowego miejscowego księdza, przyjechał cyrk. Rozbił namiot w prokuraturze, a arenę ulokowano w gmachu policji. W tym rozrywkowym nastroju być może nikt nie zauważy, że człowiek, który usiłował wyrwać „swoją” kobietę z łap wielebnego, trafi na 3 lata do więzienia…

Ona i On używali wspólnej pocztowej skrzynki e-mailowej, systematycznie penetrowanej przez kogoś niepowołanego. Mężczyzna zauważył, że niektóre listy są dyskretnie otwierane, a inne – wymazywane bezpowrotnie. Domyślał się, że sprawcą jest Jej „były”, zostawił więc w skrzynce list z wiadomością typu: łeb ci urwę, gnoju, i nasikam w szyję… Minęło kilka dni i otrzymał wezwanie na policję, gdzie przedstawili mu zarzut „stosowania przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia” (art. 191, par. 1 kk), za co może pójść do pierdla nawet na 3 lata. Niemożliwe? Jak najbardziej możliwe, gdyż rzecz dzieje się w Katolandzie, a „byłym” – nieroztropnie przez mężczyznę nastraszonym – okazał się ksiądz katolicki…

###

W rolach głównych dramatu,
który za chwilę pokażemy, występują (imiona bohaterów zmienione):
# Adam – młody, starannie wykształcony (m.in. psychologia), wykonujący wolny zawód, po umiarkowanych „przejściach” (rozwodnik);
# Maria – atrakcyjna studentka zielonogórskiej uczelni, z psychiką nieco obarczoną tzw. syndromem DDA (dorosłe dziecko alkoholika), silnie związana z kat. Kościołem;
# ksiądz Mariusz (na zdjęciu) – ponad 40-letni wikary z bardzo prestiżowej parafii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, będący też nauczycielem religii w szkole średniej.
Adam poznał Marię w lipcu 2004 roku. Wybuchło między nimi gorące uczucie, zaczęli wspólnie pomieszkiwać, snuć plany na przyszłość… Dziewczyna bąknęła kiedyś, że przyjaźni się od dzieciństwa z pewnym księdzem, ale dla Adama było to całkiem naturalne, skoro jego luba nie opuszczała żadnych rekolekcji i większych imprez kościelnych. Po raz pierwszy i jedyny zetknął się przelotnie z owym księdzem Mariuszem na korytarzu szpitalnym, gdy cierpiąca na jakąś drobną dolegliwość Maria czekała na zabieg operacyjny, a wielebny przyszedł ją wyspowiadać.
Wkrótce na szczęśliwym związku dwojga młodych ludzi pojawiła się rysa…
– Marysia zaczęła na okrągło i z jakimś maniakalnym uporem powtarzać: „Nie można budować szczęścia na cudzym nieszczęściu”. Gdy wyjawiła wreszcie, o co chodzi, okazało się, że ksiądz Mariusz wmówił jej, że nasz związek nie ma szans – jako krzywdzący moją byłą żonę. Próbowałem tłumaczyć, że ona już dawno
poukładała sobie życie, ale żaden argument nie skutkował. Na domiar złego moje kochanie bardzo uaktywniło się w kościele i coraz dłużej przesiadywało u księdza… – opowiada Adam, przyznając, że w zaistniałej sytuacji nie najładniejszymi słowami odesłał Marię z powrotem do mamy.

Oto fragment listu, w którym czytamy, jak ks. Mariusz przekonywał Marię, by nie ulegała, gdy dowiedział się, że Adam przyszedł z przeprosinami:

„On chyba zdaje sobie sprawę, że szybko podobnej »zdobyczy« nie złapie. I dlatego się miota, błaga, prosi, obiecuje, grozi, żąda – wszystko, byś wróciła. Bez radości, bez przyjaciół, bez Jezusa w komunii, bez możliwości ślubu w kościele. On nie może od ciebie wymagać, byś i ty niszczyła życie dlatego, że jemu się nie udało (…). Tylko pamiętaj, ile bólu ten człowiek zadał tobie i mnie, a że i on trochę pocierpi, to chyba nie tragedia. Naprawdę… Pa, pa”.

„Ten człowiek”, nie znając jeszcze treści cytowanego listu, miał z powodu rozstania ogromnego kaca moralniaka, bo okiem specjalisty zaobserwował, że dziewczyna ma kłopoty z psychiką, łatwo nią manipulować i często – będąc na psychotropach – zachowuje się niezbyt rozsądnie.

###

Mijały miesiące, Maria kilkakrotnie wracała i znowu odchodziła.
– Ilekroć byliśmy razem, zawsze nasilała się inwazja księdza. Nieustanne SMS-y, nadsyłane do późnych godzin nocnych lub budzące nas skoro świt tekstami typu „nie mogę przez ciebie spać”, rozmowy prowadzone ściszonym głosem… Zacząłem w końcu powątpiewać, czy aby na pewno z tym księdzem to jest
tylko przyjaźń. Uspokoiła mnie zapewnieniem – pamiętam dokładnie jej słowa – że „związek z Mariuszem jest jedyną możliwą formą przyjaźni między kobietą a mężczyzną”.
Skąd zatem jego szalona aktywność?
„Z troski o moje zdrowie i bezpieczeństwo” – tłumaczyła. Wierzyłem, ale w końcu zażądałem wyboru: albo układamy sobie życie bez jego nadzoru, albo dajmy sobie wreszcie spokój – mówi Adam, który miał już serdecznie dość życia w tym swoistym trójkącie.

Postawił też Marii dodatkowe – przyjęte przez nią bez zastrzeżeń – warunki: zwrot drogich prezentów (telefon komórkowy, komputer) otrzymanych od księdza Mariusza, zerwanie z nim wszelkich kontaktów oraz podjęcie terapii psychologicznej:
– Mimo pewnych problemów, to była kiedyś wspaniała, normalna dziewczyna. Gdy przez dłuższy czas pozostawała pod wpływem swojego „serdecznego przyjaciela”, zmieniała się nie do poznania – tłumaczy Adam, pokazując nam fragmenty listów od Marii:
# „Na rozmowie z księdzem usłyszałam, że powód moich ostatnich koszmarów to działanie Złego”;
# „Zainteresowała mnie historia opętanej dziewczyny i przypadkiem znalazłam katolickie czasopismo na ten temat (…). Ci z innych dziedzin często negują Kościół. I dlatego ta opętana została uznana za chorą psychicznie, a księża, którzy ją wyzwalali z opętania, zostali uznani winni jej śmierci!”;
# „Adam, ksiądz Mariusz nie wydał wyroku, tylko powiedział, że to może być powód. To nie chodzi o sny. Bo ja ze strachu, lęku tego, co widzę i słyszę, nie mogę spać. Wszystko dotyczy Szatana. Wierzę w istnienie Szatana. To nie są domysły księży, tylko fakt”.

Zgoda dziewczyny na cykl wizyt u psychoterapeuty przeraziła sutannowego – wiadomo, opowiada się tam różne rzeczy, jak na świętej spowiedzi…
Oto fragment rozmowy na komunikatorze internetowym Gadu-Gadu:
Maria: – Od czwartku idę do nowego psychologa na terapię. Zobaczymy, co powie i ile wytrzyma.
ks. Mariusz: – A nie przyszło ci nigdy do głowy, że ja chciałbym cię wysłuchać?
M.: – Ale Muszku, o niektórych opowieściach ty wiesz, bo braliśmy razem w nich udział. Potrzeba mi osoby z boku.
ks. M.: – W takim ujęciu spychasz mnie do osoby marionetki, która dała się uwieść…
M.: – Nie uwiodłam cię, Mariusz. Nic nie robiliśmy wbrew swojej woli…

Ksiądz Mariusz dał się wreszcie przekonać do terapii Marii, ale zastrzegł:
ks. M.: – O ile nie będzie wskazań, byś urwała wszelki kontakt z tym… księdzem, który sypia z przyjaciółką…
M.: – Nie idę na terapię, by ciebie osądzono.
ks. M.: – Dla jakiejś obcej osoby to nie będzie normalne, że na przykład ksiądz pisze o trzeciej w nocy SMS-y do ciebie.

###

Gdy Adam to przypadkowo przeczytał, w pierwszym odruchu miał ochotę nakłaść wielebnemu po ryju, ale odpuścił. Porozmawiał z Marią i napisał do ks. Mariusza list:
„Z przykrością informuję Pana, że stan psychiczno-emocjonalny, w jakim zastałem Marię po jej wieloletniej i bardzo bliskiej znajomości z Panem, wzbudza wiele wątpliwości od strony psychiatrycznej, etycznej i moralnej (…).
Od początku waszej znajomości Maria cierpiała na DDA (…). Myślę, że musiał zwrócić Pana uwagę fakt zbyt łatwego uwiedzenia Marii, wykorzystania seksualnego oraz uzależnienia emocjonalnego. Tym bardziej że Pana obowiązkiem – jako duchownego i terapeuty – było skierowanie takiej osoby do właściwego specjalisty, a nie wykorzystywanie okazji do praktyki seksualnej z jeszcze nastoletnią dziewczynką i utrzymywanie tego przez lata
w wielkiej tajemnicy”.

Kobieta odizolowała się murem milczenia od „czarnego” przyjaciela, ale ten nie ustępował:

„Nie znam powodów, dlaczego mnie tak potraktowałaś, nie znalazłem żadnego racjonalnego powodu (…). Być może kiedyś się z tego podźwignę, być może jeszcze kiedyś uwierzę, że warto nadal szukać ludzi, mieć dla nich czas, siły i środki”– przypomniał w dramatycznym liście prezenty, zapewniając dalej byłą kochankę: „Jeśli zechcesz, zawsze będziesz mile widziana w G. (…). Jeśli nie zechcesz – to i tak bardziej już mnie skrzywdzić nie możesz. Przeżyję”.

Adam trzymał już rękę na pulsie i odpowiedział:
„Za jej zgodą i na jej oczach spróbuję odpowiedzieć na Pana wątpliwości, których albo nie chce, albo nie potrafi Pan zrozumieć…”. W dalszej części listu grzecznie poprosił, żeby „Pan Mariusz”:
# zaniechał prób rozwalania jego związku z Marią;
# podał adres, gdzie odesłać prezenty, bo w przeciwnym razie paczka zostanie nadana do kurii bskupiej, i to wraz z dokładnym opisem okoliczności romansu;
# pamiętał, że on, Adam, ma z Marysią wzajemny i nieograniczony wgląd we wspólną korespondencję elektroniczną.

To ostatnie ostrzeżenie wzięło się stąd, że Adam zaobserwował, iż ktoś grasuje po internetowej skrzynce pocztowej Marii, posuwając się nawet do usuwania niektórych przesyłek. Wstawił więc tam swój list, w którym napisał m.in.: „Widzę, że nie masz dość problemów etyki księdza współżyjącego z przyjaciółką, rozsyłania pornografii, robienia nagich zdjęć(…). Masz ochotę na panienki – zrezygnuj z kapłaństwa, a jak nie, to spodziewaj się wszystkiego najgorszego. Czekam 90 dni – tyle masz czasu na dobrowolną rezygnację z kapłaństwa…”.

Adam nie doczekał:
# świecka psychoterapia przegrała w konfrontacji z kwalifikacjami ks. Mariusza i Maria od Adama odeszła;
# przedstawiciel (znany redakcji) kurii biskupiej, podczas nieoficjalnego spotkania z Adamem (na jego prośbę) w klubie „Jankiel”, stwierdził, że ks. Mariusz „był już kiedyś w sprawie gorszących związków z kobietami na dywaniku u biskupa ordynariusza Adama Dyczkowskiego, ale niestety – nie pomogło”;
# prokuratura w Gorzowie Wielkopolskim wszczęła śledztwo (sygn. 1Ds–2065/06), zarzucając Adamowi, że świętojebliwy ks. Mariusz, „będąc upoważnionym do korzystania ze skrzynki pocztowej Marii (…), odczytał w niej tekst zmuszający go do porzucenia kapłaństwa, pod groźbą szkalowania oraz rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o nim” (zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności);
# w domu podejrzanego przeprowadzono rewizję i zabezpieczono jego komputer. Żeby zaś „strzał” nie okazał się pusty, zlecono biegłemu informatykowi Przemysławowi Jacewiczowi sprawdzenie, „czy na twardym dysku znajduje się nielegalne oprogramowanie lub utwory muzyczne chronione przez ustawę o prawie autorskim”(postanowienie z 20 października 2006 r., wydane przez sierżant Izabelę Plech-Maternik z Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim).
Cyrk? To chyba zbyt mało powiedziane…

[2007] FaktyiMity.pl 2(358)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: