FiM – Powołanie

O Dariuszu K. można powiedzieć, że to człowiek orkiestra. A pierwsze skrzypce odgrywają w niej, niestety, małoletni chłopcy…

W „Faktach i Mitach” (50/2006) opisywaliśmy przypadki księdza Darka. Przypomnijmy: „bohater” naszego artykułu pałał taką miłością do munduru, że młodym żołnierzom z 7. Brygady Obrony Wybrzeża w Słupsku przedstawiał się jako „kapelan z Koszalina”. Następnie zajmował się ich grzesznymi ciałami, a szczególnie du… szami.

Po opublikowaniu rzeczonego tekstu „kapelanem” zajęły się wojskowe specsłużby, a my dalej drążyliśmy jego życiorys. Okazało się, że było co drążyć…

###

Kilka lat przed opisywanymi żołnierskimi sekscesami Darek, wtedy jeszcze cywil, pracował jako opiekun w ośrodku kolonijnym w Chłopach, prowadzonym przez fundację „Uśmiech Dziecka”. Jak wspomina jego dyrektorka Elżbieta S.
– pracował bez zarzutu, wspaniale organizował dzieciom czas, a one go (platonicznie) uwielbiały. On – jak się później okazało – odwzajemniał (w praktyce) to uczucie w stosunku do chłopców. Wkrótce też sprowadził do ośrodka swojego przyjaciela, Cezarego S., którego przedstawił jako specjalistę od rehabilitacji.

Pani Elżbieta, jak to kobieta interesu, ciągle była w rozjazdach. Darka znała kilkanaście lat, darzyła go zaufaniem, a jego przyjaciel pracował uczciwie i nie sprawiał kłopotów. Nie dopatrywała się też niczego niestosownego w częstych wizytach w ośrodku biskupa starokatolickiego Wojciecha K. Nie podejrzewała, co się w Chłopach wyprawia pod jej nieobecność.

A działo się nie najlepiej – panowie cały swój wolny czas poświęcali małym kolonistom – począwszy od badań lekarskich, kiedy to rozbierali dzieci, poprzez zajmowanie ich czasu występami, w trakcie których, w zaciszu swoich pokoi, paradowali w koronkowych majtkach, na próbach zbliżenia seksualnego skończywszy.

Oprócz koronkowej bielizny Darek równie chętnie nosił sutannę, chociaż wtedy – przypomnijmy – księdzem jeszcze nie był. Już wówczas nauczył się, jak wiele może zdziałać ten czarny kawałek materiału. Pociąg czuł do sutanny ogromny i przyodziewał ją nader chętnie, szczególnie gdy po sezonie kolonijnym w ośrodku przebywały emerytki, namiętnie wtykające mu do ręki zwinięte banknoty. Bo czar i urok miał niekwestionowany, a kiedy raz wygłosił kazanie w parafii rzymskokatolickiej w Sarbinowie, to ludzie z płaczem z kościoła wychodzili. – To prawdziwy ksiądz, z powołania – szeptali wzruszeni.

###

Pierwsze sygnały, że w ośrodku dzieje się źle, zaczęły do pani Elżbiety docierać ze strony organizatorów grup, którzy nagle zapowiedzieli, że jeśli Darek i Czarek będą tam pracować, oni przestaną przywozić dzieci. Nikt jednak nie chciał wyjaśnić, jakie są powody tej decyzji…

Pewnego dnia w Chłopach pojawił się 8-letni Rafał B. z Częstochowy. Czarek wyjaśnił, że to biedne dziecko, którym się opiekuje. „Opieka” musiała być nader gorliwa, bo pewnej nocy pani Elżbieta zastała roztrzęsionego malca pod drzwiami swego gabinetu. Ze łzami w oczach prosił, żeby zabrała go od „wujka”, bo już dłużej nie chce, żeby tamten go…
dotykał.

Ta sytuacja przelała czarę rosnącej od jakiegoś czasu goryczy, niedopowiedzeń i podejrzeń i w końcu Darek z Czarkiem wylecieli z roboty.

###

Po tym jak ośrodek przestał być bezpieczną przystanią, przenieśli się do nieistniejącego już Dworku Kasztelańskiego w Koszalinie. Ówczesny biskup Kościoła starokatolickiego, wspomniany Wojciech K. (skazany później za seksualne wykorzystywanie dzieci), przywoził tam małoletnich chłopców na zbiorowe gwałty. Kiedy biskupa rozpracowano i poszedł siedzieć, także ta meta została spalona.

O sprawie biskupa K. było na tyle głośno, że pani Elżbieta zaczęła wiązać jego pobyty w Chłopach z innymi wydarzeniami z tamtych czasów. Złożyła zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Koszalinie z art. 200 par. 1 („Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”), m.in. w sprawie Czarka i jego spotkań z 8-letnim Rafałkiem. Śledztwo umorzono, bowiem matka chłopca – regularnie przez Darka i Czarka obdarowywana prezentami – zeznała, że pani Elżbieta kłamie. To wystarczyło prokuratorom do zaniechania czynności, mimo że kobieta nigdy nie była w ośrodku, gdzie rozgrywały się makabryczne dla jej dziecka sceny! Nikogo nie zastanowił też fakt zniknięcia z ośrodka kart kwalifikacyjnych, co uniemożliwiło ustalenie danych dzieci wypoczywających tam w tym czasie.

###

Po tych wydarzeniach drogi „przyjaciół” nieco się rozeszły.

Czarek zamieszkał w małej miejscowości w woj. śląskim, gdzie zajmuje się hipoterapią i udziela w hospicjum dla… niepełnosprawnych dzieci.

Darek, który w międzyczasie zasilił szeregi duchownych starokatolickich, trafił do ośrodka Adalbertus. Okazywał jednak zbyt wielkie zainteresowanie małoletnimi harcerzami, więc zwierzchnicy przesunęli go na północ. Znów trafił na Pomorze z misją krzewienia wiary i w celu zbudowania kaplicy dla wiernych.

Oswajanie się z Gdańskiem rozpoczął od wizyty na Dworcu Głównym, gdzie poznał 15-letniego wówczas Jacka (imię zmienione – dop. red.). – Nie byłem homoseksualistą, ale potrzebowałem pieniędzy.
– Darek, a nie wiedziałem wtedy, że jest księdzem, zaproponował mi pomoc w zamian za seks – opowiada dziś chłopak.

Ich znajomość trwała ponad półtora roku. W tym czasie Jacek dostawał pieniądze, telefony komórkowe, ubrania. Właściwie miał u ks. Darka jak u Pana Boga za piecem.

Darek był przy tym ostrożny – mimo tak długiej znajomości i zaufania, jakim darzył Jacka, nigdy nie poznał go ze swoim przyjacielem z czasów „kolonijnej aktywności”. Zdarzało mu się natomiast przyprowadzać do wspólnego gniazdka innych małoletnich, ale i to nie za często. – W czasie naszej znajomości tylko dwa razy zaprosił do wspólnych „zabaw” innego chłopca – opowiada były kochanek księdza Darka.

W końcu rozstali się, bo Jacek się usamodzielnił, a Darek miał ochotę na młodszego partnera.

###

Do niedawna ksiądz Darek pojawiał się w gdyńskiej rzymskokatolickiej parafii Babie Doły, gdzie pełnił kapłańską posługę. Poza tym wciąż zajmuje się zaspokajaniem swoich prywatnych potrzeb. – Lokatorem jest raczej spokojnym. Cisza, spokój, wszystko jak należy, tylko ciągle kręcą się tu jacyś młodzi chłopcy, na oko trzynasto-, czternastoletni – opowiada sąsiad księdza Darka. – Często też wyjeżdża, nawet na dwa tygodnie – dodaje.

Sugerujemy więc prokuraturze, która dotąd pasywnie przygląda się poczynaniom „kapłana”, sprawdzenie, kim są ci nieletni goście, którzy odwiedzają duchownego w jego przytulnym mieszkanku w Gdańsku-Wrzeszczu, oraz dokąd zdeklarowany pedofil jeździ tak często swym bordowym lanosem o numerach rejestracyjnych CB 0…2. Jednocześnie prosimy, żeby nie powierzać tej sprawy pewnemu prokuratorowi (ze Szczecinka), któremu zdarza się telefonować do jednego z opisywanych panów z pytaniem: „Darku, gdzie się podziewasz?”.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 3(359)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: