FiM – Naiwnych nie sieją

Sami się rodzą. Ponad stu parafian padło ofiarą bankowych oszustw lubińskich salezjanów. Teraz ofiary muszą oddać pieniądze, których nigdy nie widziały.

Jak to możliwe, że tak wielu wiernych od św. Jana Bosko dostało nagle nakazy komornicze, wezwania do prokuratora i sądu?

Mechanizm przekrętu był genialnie prosty, a prawa autorskie posiada ksiądz Marek Fonfara – ten sam, który wraz z księdzem Ryszardem Matkowskim (główny podejrzany w aferze Fundacji św. Jana Bosko, a oskarżenie dotyczy prawie pół miliarda złotych! – „FiM” 51/52/2001, 1, 8, 15/2002) założył firmę handlową „U Mirka”; ten sam, który chwalił się ludziom swoją bezkarnością i możliwością załatwienia wielu interesów, co miała mu gwarantować osoba bliskiego krewnego – byłego szefa Urzędu Ochrony Państwa, gen. Wiktora Fonfary… Ofiarami oszusta w sutannie nie były wcale osoby najbardziej zaangażowane w budowę kościoła.
– Jak doszło do zaciągnięcia kredytu? – pytamy Irskiego.
– W roku 2000 ksiądz Marek przyszedł do nas jako do ludzi ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i zapytał, czy moglibyśmy wziąć dla niego kredyt na dokończenie budowy kościoła. A my zgodziliśmy się. Dokumenty zostały podpisane w banku w ciągu trzech minut. Wcześniej ksiądz prosił mnie tylko o załatwienie zaświadczenia z zakładu pracy, potem zadzwonił do domu i powiedział, żeby zgłosić się do banku i podpisać umowę.
– Czy pieniądze wpłynęły na pańskie konto?
– Nie. Ta pani z banku zapytała mnie, co zrobić z pieniędzmi, a wtedy ksiądz Marek, który stał już po drugiej stronie lady, powiedział: „Pieniądze proszę przelać na moje konto”.

Nawet w osiedlowym sklepie można się dowiedzieć o tym, że pewna kobieta, która nigdy nie brała kredytu, została umieszczona na liście „parafialnych dłużników”. W jej przypadku oszuści mieli pecha, gdyż jako księgowa doskonale znała procedury i zawiadomiła odpowiednie organa o… podrobieniu podpisów. Irski dopiero od komornika dowiedział się, że poręczał kredyt kolejnym trzem osobom. Interweniował wszędzie, ostatnio dotarł nawet do Glempa, któremu w połowie lutego br. przedstawił tragiczną sytuację wiernych z Lubina. Skończyło się na wyrazach pociechy i zapewnieniach o modlitwie.

W całej aferze jest jeszcze jeden interesujący wątek. Oto ks. Marek poprosił córkę Waldemara Irskiego – wówczas osiemnastoletnią uczennicę ogólniaka – o założenie w legnickim Kredyt Banku szczególnego konta o nazwie „EKSTRAKONTO – ELITA” („FiM” 2/2003). Taki rachunek przewiduje comiesięczne wpłaty minimum 10 tys. zł.
– Ksiądz ją namówił, żeby poszła z nim do banku i założyła to konto – kończy Irski – a on jej będzie wpłacał po 10 tysięcy miesięcznie. Po kilku miesiącach przyszło z banku pismo, że córka wzięła właśnie… 75 tysięcy złotych pożyczki! Dziś – razem z odsetkami – jest tego 110 tysięcy. Ja mam do spłaty 60 tysięcy, podobnie jak żona.

No cóż, naiwność ludzka nie zna granic, a księży oszustów jest na pęczki.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 16(215)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: