FiM – Paszoł won, dziadu

Gdy bezwzględny drań w sutannie trafi na prowincjonalną parafię, nic nie przeszkadza mu bardziej niż ślady przyzwoitego poprzednika i… nasz tygodnik.
Ksiądz Mieczysław Ośka (87 l.) – wciąż samodzielny, choć nieco schorowany staruszek – przez blisko czterdzieści lat był proboszczem parafii pw. Krzyża Świętego w Borkowicach, niewielkim miasteczku k. Radomia. Parafianie wspominają go jako kapłana skromnego i życzliwego. Akcentują też jego brak przywiązania do dóbr materialnych. Nie dorobił się Ośka eleganckiej rezydencji i finansowej niezależności, więc tuż przed odejściem na emeryturę zaadoptował na potrzeby mieszkaniowe niewielką salkę katechetyczną w tzw. organistówce, położonej tuż obok plebanii. Przeniósł się do niej, kiedy parafię objął następca, ks. kanonik Marek Lurzyński.

Ks. Ośka jest jeszcze na tyle sprawny fizycznie i umysłowo, że spowiada i – jeśli mu pozwolą – uczestniczy w uroczystościach kościelnych. Ba, nawet msze odprawia, gdy ks. Lurzyński oraz jego wikary ks. Marek Polewczyk mają ochotę dłużej pospać lub zajęci są innymi, równie ważnymi sprawami.

Ks. Ośka trzymał się jednak znacznie lepiej niż jego młodsi koledzy po fachu oczekiwali, za bardzo też szanowali go parafianie. No i to mieszkanko… Lurzyński i Polewczyk odbyli więc naradę bojową, w której uczestniczył również Stanisław Znyk (parafialny organista) i przez aklamację przyjęli uchwałę o wykopaniu emeryta z jego ukochanej parafii. Ten jeszcze próbował błagać o litość, ale gdzież tam!

Ci z „bandy trojga” (jak nazywają ich ludzie z Borkowic) nawet nie poczekali aż skończy się okres ochronny zabraniający eksmisji „na bruk” i 16 marca br. spakowali staruszka i wystawili za drzwi z całym dorobkiem. Pożegnali go grzecznym „paszoł won, dziadu” i już mieli nadzieję, że jest po sprawie. Niestety, siedzącego na tobołkach i zalewającego się łzami ks. Ośkę dostrzegli parafianie. Wezwali dziekana z Przysuchy, po którego interwencji przywrócono dotychczasowy status quo. Tego samego dnia wieczorem do parafii przybył też z Radomia biskup sufragan Stefan Siczek. O czym z Lurzyńskim i Polewczykiem rozmawiał, nie wiadomo, w każdym razie tuż po wyjeździe ekscelencji księża wpadli na iście szatański pomysł. Przygotowali oświadczenie i zmusili ks. Ośkę do odczytania go na wszystkich niedzielnych mszach. Grozili, że jeśli odmówi, zabronią mu odprawiać msze i spowiadać. I tak, 21 marca zdumieni parafianie usłyszeli, że staruszek… sam prosił o eksmisję.
– Kilka z zebranych w kościele osób nie wytrzymało. Doszli do ołtarza i usiłowali zabrać głos. Proboszcz wyszarpnął im mikrofon, a później wykrzykiwał, że napadła go banda pijanych opryszków – relacjonuje jedna z mieszkanek Borkowic. W rewanżu zbuntowani wierni wykrzyczeli ks. Lurzyńskiemu mieszkającą na plebanii „damę do towarzystwa”, z którą wyjeżdża na wczasy, a także przekręty finansowe itp.

Na razie sytuacja wygląda tak, że „banda” łaskawie zgodziła się, by staruszek pozostał w parafii.
– Nie wiadomo, na jak długo, bo podłość i zawziętość tych trzech jest nieprawdopodobna! Myślimy, że ksiądz dziekan też nie działał z dobrego serca, bo bez przerwy powtarzał: „Żeby tylko »Fakty i Mity« się nie dowiedziały!” – mówią nam mieszkańcy miasteczka.

Zapewniają, że będą nas alarmować o wszelkich łajdactwach „komornika” w sutannie i jego pomagierów. Być może spełni się więc marzenie księdza Ośki, by zostać w Borkowicach do końca..

[2004] FaktyiMity.pl Nr 13(212)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: