FiM – Spirala milczenia

Haniebne praktyki seksualne w Domu Pomocy Społecznej. I cisza, bo to przecież „dzieci gorszego Boga”, a w tle sprawy pojawia się ksiądz i zakonnica…

We wsi Brzeziny niedaleko Choszczna (woj. zachodniopomorskie) istnieje publiczny Dom Pomocy Społecznej. Mieszka w nim 111 kobiet i dziewcząt w wieku od 6 do 60 lat, upośledzonych fizycznie i umysłowo w stopniu lekkim, średnim oraz znacznym. Pozostają pod opieką liczącego ponad 80 osób zespołu opiekuńczo-terapeutycznego, w tym 3 zatrudnionych na etacie zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek, Samarytanek Krzyża Chrystusowego, oraz kapelana. Jeszcze do 21 grudnia 2004 r. był nim 76-letni ks. Jan Dobski, zakonnik ze zgromadzenia pallotynów. Obecnie funkcję tę pełni ks. Jan Faron, proboszcz miejscowej parafii pw. Nawiedzenia NMP.

Do naszej redakcji dotarł sygnał, że pod koniec 2003 r. Prokuratura Rejonowa w Choszcznie prowadziła śledztwo w sprawie popełnionego na terenie DPS-u przestępstwa z art. 198 k.k. („Kto, wykorzystując bezradność osoby (…) doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej (…) podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”).

Sięgnęliśmy do archiwalnych numerów lokalnej prasy – nawet wzmianki. Dryndnęliśmy na policję – nie słyszeli.

Coś nas jednak tknęło, żeby sprawdzić na miejscu: – Potwierdzam, że prowadziliśmy postępowanie wyjaśniające w sprawie, a nie przeciwko osobie (skąd my to znamy…– dop. red.). Zostało ono umorzone z powodu niestwierdzenia przestępstwa. Nic więcej na ten temat powiedzieć nie mogę, tym bardziej że na żądanie jednostki nadrzędnej akta przesłaliśmy do Prokuratury Okręgowej – poinformowała nas Barbara Aloksa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Choszcznie.

W Szczecinie dowiedzieliśmy się nieco więcej:
30 października 2003 r., tuż po odwołaniu ze stanowiska, dyrektor DPS-u złożył formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez księdza kapelana. Jedna z pensjonariuszek zwierzyła się opiekunkom, że ksiądz molestował ją seksualnie. Śledztwo zostało umorzone już po dwóch miesiącach – ujawnił jeden z prokuratorów.

Udało nam się zerknąć do akt oznaczonych sygnaturą Ds. 1381/03: „W związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez kapelana Domu Pomocy Społecznej w Brzezinach proszę o wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Mieszkanka Domu Anna (…) trzem osobom z personelu opiekuńczego, płacząc wyznała, że w czasie pobytu u księdza w pokoju była głaskana przez niego po udach, rękach i dotykana w miejscach intymnych. Na dowód załączam 3 notatki służbowe” – przeczytaliśmy w zawiadomieniu podpisanym przez Janusza Pierożka.

Notatki sporządzone pomiędzy 28 września a 9 października 2003 r. przez pracowników DPS (wszystkie nazwiska i imiona znane redakcji) relacjonują, że Anna, młoda kobieta o lekkim wówczas stopniu niepełnosprawności, kilkakrotnie opowiadała opiekunkom o tego typu zdarzeniach: „Ania, w obecności mieszkanek Donaty (…) i Magdy (…) rozpłakała się i powiedziała, że ksiądz głaskał ją po udzie, piersiach i „tam”. Powiedziała, że w pokoju telewizyjnym tak samo dotykał nieletnią Edytę (…)”.

Byłego dyrektora DPS odnaleźliśmy dzięki uprzejmości jednego z radnych Choszczna, który uprzedził nas: – Aferę wyciszyło starostwo powiatowe sprawujące nadzór nad placówką. Pierożek poszedł tam na miejsce doktora Jarosława O., podejrzewanego o machlojki finansowe, no i od początku miał kłopoty, bo próbował ustawić do pionu przełożoną zakonnic i księdza. „Nie będę tolerował dwuwładzy” – powiedział mi kiedyś. Tamci oboje czuli się w Brzezinach jak na swoich włościach, więc konflikt narastał. A gwóźdź do trumny wbił sobie Pierożek własnoręcznie, gdy przeciwstawił się żądaniom głównej szefowej tych zakonnic, jakiejś tam matki generalnej czy prowincjalnej, żeby wykopał z roboty jedną z ich byłych koleżanek, która zrzuciła habit, a nie zgodziła się odejść z DPS-u. Zaczęły na niego przychodzić anonimy, kapelan z siostrzyczką rozpowiadali, że ta kobitka przeszła „do cywila”, bo jest kochanką dyrektora. Starosta zaś (Tadeusz Puczyński– dop. red.), choć komuch, wszystko chętnie czytał i słuchał. A gdy dostał na talerzu pasztet z molestowaniem, o mało się nie zesrał ze strachu. No i skończyło się na wymówieniu dla tego, kto sprawił mu ten kłopot.

Janusz Pierożek niechętnie dzieli się wspomnieniami z okresu swojego urzędowania na stanowisku dyrektora Domu Pomocy Społecznej. Tłumaczy: – To trwało rok i miesiąc. Z zakonnicami nie miałem żadnych problemów z wyjątkiem siostry Luizy, ich przełożonej w Brzezinach (fot. 1). Oczekiwała, żebym dostosował się do jej upodobań, dyktowała politykę kadrową, ale w końcu ja tam byłem szefem. Strasznie się dziwiła, że wymagam od niej pracy. Gdy powtarzano mi czasem treści zawarte w krążących po urzędach anonimach, to jakbym ją słyszał. A ksiądz? No cóż, nie doceniłem jego wpływów. Zresztą od początku zapowiadał, że długo u niego nie popracuję…
– Czy ujawnienie molestowania podopiecznej przez kapelana zaważyło na jego karierze?
– Wnioski wyciągnijcie sami, ja mogę jedynie przedstawić fakty. Skrupulatnie zapisywałem wszystko w kalendarzu – mówi Pierożek.

Przyjrzyjmy się zatem jego notatkom, poczynając od dnia, gdy zapoznał się ze złożonymi na piśmie oświadczeniami opiekunek Anny.
10 październik 2003 r .– Pani (…) uprzedziła, żebym dobrze zastanowił się, co zrobić z tą sprawą (pisemne relacje złożone przez pracownice DPS o zachowaniach księdza wobec podopiecznej –dop. red.), bo za czasów O. też się to zdarzało i było skrzętnie skrywane. Tego samego dnia poinformowałem wicestarostę Andrzeja Chmielewskiego o prawdopodobnym przestępstwie.
13 października – Chmielewski wizytował Dom. Pytał jedną z pielęgniarek, czy nie uknułem spisku przeciwko księdzu. Powiedział jej, że trzeba do problemu podejść delikatnie, żeby księdza nie skrzywdzić. Przy pożegnaniu zaproponowałem, żeby sprawę skonsultować z prowincjałem.
14 października – Polecenie wicestarosty: nie podejmować żadnych ruchów bez konsultacji ze starostą.
15 października
Godz. 8 – (…) roztrzęsiona. Otrzymała w niedzielę i poniedziałek telefony z pogróżkami, które łączy ze sprawą księdza. Powiedziała, że boi się o (…) i siebie;
godz. 9 – w obecności (…) zadzwoniłem do starosty z prośbą o spotkanie w sprawie księdza. „Co pan tam wyprawiasz!” – oburzył się. Przyjmie mnie o 14;
godz. 14–15.40 – oczekiwanie w sekretariacie, aż starosta znajdzie dla mnie czas;
godz. 15.40 – „Pan jeszcze czeka?” – zdziwił się, gdy wyszedł na chwilę z gabinetu. Kazał przyjechać nazajutrz rano.
16 października
Godz. 8 – starosta odsyła mnie do Chmielewskiego. Powiedziałem, że ten polecił „wszystko konsultować z szefem”. Dodałem, że były pogróżki wobec jednej z pań, które napisały notatki. Zaczął krzyczeć: „Chce pan 70-letniego człowieka o takie rzeczy oskarżać! Osoby są upośledzone i tulą się do każdego, to każdego oskarżać? Upośledzona może zmyślać. Panu się nikt nie podoba – ani ksiądz, ani zakonnica”. Ja na to: „Nie można prowadzić dochodzeń na własną rękę. Od tego są właściwe organy”. Puczyński: „Pan już prowadzi dochodzenia. Widać, że tonący brzytwy się chwyta. Od lat znam księdza Jana i nie są możliwe takie rzeczy”. Poprosiłem o zgodę na spotkanie z przełożonymi księdza. „Pan niesłusznie oskarża i zionie nienawiścią. Koniec rozmowy, wszystkie sprawy załatwiać z wicestarostą!” – rzucił na pożegnanie;
godz. 10.15 – u Chmielewskiego: „Starosta stwierdził, że jest pan zmęczony”. Od 20 X mam udać się na urlop.
17 października – wicestarosta zezwolił na wyjazd do Szczecina na spotkanie z ks. Eugeniuszem Krzyżanowskim, którego zapoznałem ze sprawą. Przekazał sprawę telefonicznie do ks. prowincjała Tomasza Skibińskiego. Ustaliliśmy, że w poniedziałek lub wtorek prowincjał przyjedzie do Brzezin.
19 października (godz. 11.45) – Ania czekała pod drzwiami gabinetu: „Ksiądz Jan się na mnie nie gniewa, przeprosił, a ja mu wybaczyłam. Powiedział, żebym nie słuchała tych, co mnie namawiają, abym tak mówiła o księdzu”. Spytałem, czy ktoś ją namawiał. Odpowiedziała, że nie. Poszedłem do (…), Ania mówiła jej wczoraj dokładnie to samo.
21 października (godz. 11) – spotkanie z ks. Skibińskim w obecności wicestarosty i Marii Jędrzejczyk (kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Choszcznie – dop. red.). Poinformowałem, że mogło wystąpić przestępstwo ścigane z urzędu i należy zachować ostrożność w kontaktach z zainteresowanymi osobami, aby nie naruszyć prawa. Kserokopie notatek służbowych przekazałem prowincjałowi. W pierwszej chwili mówił, że będzie chciał rozmawiać z osobami, które napisały notatki. Wicestarosta poinformował, że decyzją Zarządu zostanę odwołany, bo moje działania mogą być wynikiem zemsty na księdzu. Pani Jędrzejczyk powiedziała, że rozmawiała z wieloma ludźmi i nikt nie słyszał o księdzu nic złego. Prowincjał po rozmowie z księdzem Janem odjechał i nie chciał już z nikim rozmawiać, chociaż bardzo go o to prosiłem.
22 października (godz. 17) – Chmielewski wręczył mi odwołanie z urlopu, mówiąc, że starosta chce się ze mną spotkać. Powiedział, że M. Jędrzejczyk rozmawiała z Anią, ale ta nic nie wspominała o molestowaniu.
23 października (godz. 9.15) – w gabinecie Chmielewskiego starosta wręczył mi pismo o odwołaniu: „Są, panie Januszu, przykre sytuacje i ta jest taka. Właśnie Zarząd odwołał Pana ze stanowiska dyrektora. Pan na urlopie jakieś rozmowy z księdzem prowincjałem przeprowadza, nie wykonuje pan poleceń” – powiedział. Spytałem, czyich poleceń, ale nie odpowiedział.
– I to byłoby na tyle. Uznałem, że jednak nie wolno mi sprawy tak zostawić, więc przez kilka dni uporządkowałem papiery, a następnie zawiadomiłem prokuraturę. 31 grudnia 2003 r. otrzymałem zawiadomienie, że śledztwo zostało umorzone – kończy Pierożek.

Jedna z pracownic DPS-u, która zgodziła się z nami rozmawiać pod warunkiem zachowania jej nazwiska w absolutnej dyskrecji, dodała:
– Gdy zaczęło się dochodzenie prokuratorskie, panie funkcyjne dawały do zrozumienia, że jak któraś z nas coś chlapnie, to długo nie popracuje. Ta Grażyna Zakrzewska, czyli siostra Luiza, ma długie ręce. Wszystkich paraliżował strach, mamy przecież rodziny. Jak Pierożek odszedł, Ani zaraz dali średnie upośledzenie. Z jednej strony dziewczyna się cieszyła, bo ze stopniem lekkim nie powinna tu przebywać, nie mając renty socjalnej. Z drugiej zaś – jej relacja mogła być już uznana za niewiarygodną. A kapelan był znany z różnych numerów. Kiedyś opalał się nago w ogrodzie i przybiegła do mnie Edytka (…) z sensacją, że „ksiądz pokazywał jej ogórka”. Gdy uczył w Choszcznie religii, sprawdzał dziewczynkom, ile im już piersi urosły. Tuż przed świętami przepadł jak kamień w wodę. Nawet się nie pożegnał, podobno odesłali go na emeryturę.

Istnieje w psychologii teoria zwana spiralą milczenia, opisująca m.in. proces wyciszania ludzi niepokornych. I my tę spiralę chętnie wsadzilibyśmy w pewne miejsce ludziom, którzy uznali, że „dzieci gorszego Boga” nie są warte dobrego samopoczucia plebana i zakonnicy.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 2(254)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: