FiM – W zdrowym ciele zdrowy chuch

Zakonnice szybko uczą się od księży. Nie dość, że potrafią dać sobie ostro w szyję, to jeszcze ciągnie je później za kółko. No i równie prędko potrafią uciekać z miejsca wypadku…

W ubiegłym roku opisywaliśmy wyczyny 45-letniej zakonnicy z klasztoru sióstr Benedyktynek w Krzeszowie (woj. dolnośląskie), która w pijanym widzie „dosiadła” ciągnika rolniczego i wybrała się na przejażdżkę po mieście, taranując stojące na jej drodze samochody. Była tak naperfumowana, że nie miała sił dmuchnąć w alkotest, więc policjant – chcąc się upewnić, czy to aby na pewno po gorzale – poprosił, żeby chuchnęła. No i zaraz musiał zakąsić…

10 stycznia 2005 r., tym razem na ulicach Wrocławia, grasowała polonezem mniszka ze Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek.
– Około godziny 9 rano jechałam ulicą Swojczycką, a kiedy lekko przyhamowałam, zamierzając skręcić w lewo, poczułam gwałtowne uderzenie w tył samochodu. Gdy ochłonęłam, zorientowałam się, że samochodem, który we mnie wjechał, kieruje zakonnica i że ona szybko… odjeżdża z miejsca wypadku. Nie zainteresowała się, czy coś mi się nie stało, tylko próbowała czmychnąć. Na szczęście dostrzegłam i zapisałam numer rejestracyjny tego poloneza – opowiada nam upolowana przez siostrzyczkę wrocławianka Anna Koziatek. Zawiadomiona przez nią policja ustaliła, że pojazd jest własnością księdza Józefa Lenarta, proboszcza parafii św. Kazimierza i dziekana dekanatu Wrocław Północ III: – Już dawno tym poldkiem nie jeżdżę, gdyż podarowałem go elżbietankom – oznajmił ksiądz policjantom. Ci wybrali się do klasztoru, ale w mundurach. Oczywiście odbili się od furtki, bo kto to widział, żeby chłop bez sutanny molestował świątobliwe niewiasty…
– Matka przełożona udostępniła funkcjonariuszom numer telefonu do siostry, która podobno kierowała samochodem. Policjanci próbowali połączyć się ze sprawczynią wypadku, jednak telefon był wyłączony. Dopiero nazajutrz zgłosiła się do Wydziału Ruchu Drogowego. Oznajmiła, że była trzeźwa, a oddaliła się z miejsca zdarzenia pod wpływem szoku – wyjaśnia podkomisarz Elżbieta Tobiasz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Elżbietanki nie chciały z nami gadać, ale usłyszeliśmy od anonimowej zakonnicy, że Anna Koziatek otrzyma stosowne zadośćuczynienie. Upłynął tydzień i można domniemywać, że siostra miała na myśli firmę ubezpieczeniową albo tzw. pamięć w modlitwie…

No i w zasadzie jest już po sprawie, tylko pani Anna czegoś w tym wszystkim nie rozumie: – Zgoda, być może była w szoku. Jednak gdy już dojechała do klasztoru i opowiedziała, co się stało, to elementarna przyzwoitość wymagała, żeby wróciła z kimś na miejsce wypadku.

Ale wtedy siostrzyczka musiałaby przecież chuchnąć…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 3(254)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: