Za księdzem stoją murem

Janusz Koplewski, proboszcz parafii w gminie Przybiernów, chce odejść. Powód? Brak akceptacji ze strony dyrektorki szkoły.

Ludzie uważają, że to ona powinna zrezygnować z funkcji, skoro nie umie współpracować z księdzem o społecznikowskiej pasji.

Ksiądz Janusz Koplewski podjął swoją decyzję po awanturze ze szkolną sprzątaczką. Wyprosiła jego i trenera pięściarzy z budynku podstawówki w Czarnogłowach, gdy przyszli potrenować z dziećmi z klubu KS Promyk, przygotowującymi się na zawody do Szczecina. Kapelan klubu miał poświęcić worki treningowe i pokibicować ostatnim przygotowaniom młodzieży. Sprzątaczka oznajmiła jednak, że nie będzie po nich sprzątać, więc sobie poszli.

– Nie mogliśmy nawet przekroczyć progu, bo pani sprzątaczka krzyczała, że jest stypa i nie możemy wejść – opowiada trener Zygmunt Wołyński. – Wyzywała nas. To chyba ksiądz tak na nią podziałał. Nikt mnie tak nigdy nie potraktował. Byłem w szoku, że ktoś może z taką furią naskakiwać na księdza. To wszystko działo się na oczach moich podopiecznych.

Mieszkańcy Moracza i Czarnogłów o tym, że stracą proboszcza, dowiedzieli się podczas mszy. Powiedział, że od lat ma problemy z jedyną szkołą w swojej parafii.

Ksiądz się nie podoba

Pan Zygmunt z boksem związany jest od blisko 40 lat. W latach 80. był trenerem kadry narodowej. Do Czarnogłów przyjechał w ubiegłym roku. Do pracy z młodzieżą namówił go proboszcz. Społecznie rozpoczął treningi z dziewczętami i chłopcami z gminy Przybiernów. Przychodzi na nie ponad 60 osób. Ćwiczyli w podstawówce w Czarnogłowach, ale któregoś dnia pracownicy szkoły na drzwiach sali wywiesili kartkę, że treningów nie ma do odwołania.

– To przeze mnie. W tej szkole kolor czarny działa na niektórych jak płachta na byka. Od ośmiu lat nie mam wstępu do tej placówki – żali się ksiądz Koplewski. – Nie zaprasza się mnie na szkolne uroczystości, nie mogę zorganizować tradycyjnego opłatka. Nie, to nie. Ale nie pozwolę sobie na to, żeby woźna kazała mi przyprowadzić własną sprzątaczkę, bo po mnie nie będzie sprzątać. To chore. Miałem mnóstwo pomysłów, żeby dzieciakom pokazać, że można lepiej żyć na zapomnianych wsiach, ale, o ironio, szkoła mi w tym przeszkadza. Powiedziałem moim parafianom, że już nie mam siły walczyć.

Sprzętu do szafy nie schowają

Szkoła w Czarnogłowach za patronów ma polskich olimpijczyków – Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego. To właśnie dzięki staraniom proboszcza otrzymała takie imię. Ksiądz mówi, że od dawna szuka sposobu na młodzież, która już w młodym wieku ma problemy z prawem. Teraz miało to być wychowywanie przez sport.

– Dzieciaki uwierzyły, że nie muszą bezczynnie szwendać się popołudniami po wsi. W zasadzie wcale mnie nie dziwi, że z braku zajęć i motywacji włamują się do kościelnej skarbony, niszczą auta i wiaty autobusowe. Skąd mają czerpać przykład? Z pracowników szkoły, którzy poniżają księdza i trenera w ich obecności? – pyta proboszcz.

Trenera i młodzież już wcześniej spotykały inne przykre historie w szkole.
– Na przykład któregoś razu znaleźliśmy kartkę na szafie, że nie możemy w niej zostawiać sprzętu do treningów – mówi trener. – Dlatego chodzimy z wielkimi torbami, w których dzieciaki noszą buty, strój na przebranie, rękawice bokserskie i inne rzeczy. Łaskawie worki treningowe pozwolono nam zostawić w szkole.

Nie puszczą proboszcza

Mieszkańcy Czarnogłów, Moracza i kilku innych okolicznych wiosek są oburzeni postępowaniem pracowników szkoły i mówią wprost, że powinno się zmienić dyrekcję.

– Mieszkam w Czarnogłowach 56 lat. Wychowałam siedmioro dzieci i wszystkie chodziły do tej szkoły, ale nigdy nie było tu takiego bałaganu, jak teraz – mówi Marianna Filipowicz. – Za poprzednich dyrektorów to i księdza się szanowało, i z dziećmi po ludzku rozmawiało, a teraz jest inaczej. Trzeba zmienić dyrekcję i koniec. Będę bronić księdza, bo to człowiek do tańca i do różańca. Każdego wysłucha, zrozumie, pomoże, a oni tak go tępią.

– Brak kultury niektórym ludziom, a tacy nie powinni wychowywać dzieci – uważa Eugeniusz Lerka.

– Ksiądz musi tu pozostać i koniec – dopowiada Iwona Pularek.

– To dzięki proboszczowi dzieci poznały namiastkę wielkiego świata, to on zabierał je za darmo na wycieczki, fundował wyjazdy, organizował paczki, zapraszał ciekawych ludzi, aktorów, sportowców, organizował darmowe lekcje angielskiego. Podziwiamy jego zapał i energię – mówi Daniela Mazurkiewicz.

– To niesamowita osobowość z ogromnym sercem. Nie pozwolimy na to, żeby stąd odszedł. Pamiętam, jak bardzo pomógł mojej rodzinie, kiedy wnuk zachorował na nowotwór – dodaje Daniela Bit.

Nie korzysta z zaproszeń

Dyrektor szkoły Ewa Majewska nie chciała z nami rozmawiać. W piśmie skierowanym do redakcji napisała, że w dniu, kiedy wydarzył się incydent z woźną, ksiądz z trenerem przyszli za wcześnie, a sekretarka poinformowała Wołyńskiego, że jedna z sal jest remontowana. Dyrektor tłumaczy, że przeprosiła księdza za to, że był świadkiem nieprzyjemnego zajścia i usłyszała od niego, że nic się nie stało. Zaprzecza też, że ksiądz nie jest przez szkołę zapraszany na uroczystości szkolne. Jak twierdzi, korzysta z nich jednak bardzo rzadko.

Trenują w plenerze

Chociaż dyrekcja szkoły wyraziła zgodę na dalsze korzystanie z sali, trener od kilkunastu dni nie może doczekać się nowej umowy.

– A bez niej nie mogę wejść do szkoły, dlatego trenujemy jedynie bieganie dookoła jeziora i cierpliwie czekamy. Czy to nie jest celowe robienie nam na złość? Akurat 27 kwietnia minął rok działalności KS Promyk Czarnogłowy. Ładną nam niespodziankę szkoła zgotowała na rocznicę – kwituje trener Wołyński.

[2007.05.06] GS24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: