FiM – Matka Joanna (2)

W tle starań o odzyskanie tożsamości podejmowanych przez Ewarysta Walkowiaka pojawia się wiele pytań. Wśród nich to zasadnicze – o co tak naprawdę chodzi? O dobre imię siostry Joanny i honor zgromadzenia czy o wielkie pieniądze dla Kościoła?

– Mnie urodziła Helena Lossow, a nie siostra Joanna. Na początku chciałem się tylko dowiedzieć, kim byli moi biologiczni rodzice i dlaczego mnie oddali. Ale kiedy poznałem prawdę, przysiągłem nad grobem matki w setną rocznicę jej urodzin, że odzyskam własną tożsamość – deklaruje Ewaryst Walkowiak.

Od początku zajęty był głównie sprawą nazwiska i nie zastanawiał się nad tym, że gra może się toczyć nie tylko o tożsamość. W końcu jednak przejrzał na oczy:
– Przez lata było zrobione wszystko, abym nie istniał jako Lossow. Tu chodzi nie tylko o pamięć siostry Joanny, której jakoby broni zgromadzenie, ale też o niewyobrażalne pieniądze – mówi Ewaryst.

Franciszkanki z Lasek
Z oficjalnej biografii Joanny wynika, że postulat zakonny rozpoczęła w 1933 r., zaś pierwsze śluby zakonne (choć jeszcze nie wieczyste) złożyła w 1936 r. Ewaryst urodził się w połowie 1941 r. Nic więc dziwnego, że zgromadzenie, z którego wywodzi się prekursorka ekumenizmu w Polsce, musi mieć swoją wersję wydarzeń. Po tym jak Ewaryst dostał wyniki badań DNA dające podstawy do przypuszczeń, że s. Joanna jest jego biologiczną matką, siostry z Lasek zleciły… własne badanie.

Wykonał je dr Piotr Kozioł z Katedry Medycyny Sądowej UM w Lublinie, a o wynikach – oczywiście wykluczających macierzyństwo – szeroko poinformowała prasa katolicka. Specjalne oświadczenie wydała też grupa świeckich przyjaciół Zgromadzenia: „Wszelkie sugestie i twierdzenia, że urodzony w roku 1941 pan Ewaryst Walkowiak jest naturalnym synem zmarłej siostry Joanny, są bezpodstawne i nieprawdziwe. Wynika to jednoznacznie z badań genetycznych DNA przeprowadzonych w Lublinie w oparciu o tkanki siostry Joanny Lossow”.

Z kolei s. Anna Maria Sikorska, matka generalna zgromadzenia, napisała do Ewarysta krótko, acz dobitnie: „Wynik badania prowadzonego pod kierunkiem dr. hab. Piotra Kozioła jest jednoznaczny: nasza siostra Joanna Lossow FSK nie była Pana matką”. Zapomniała jednak dołączyć do korespondencji wyników badań, na które się powoływała…

Ewarysta to oświadczenie zaskoczyło, tym bardziej że – jak mówi – ani materiału genetycznego, ani wyników wrocławskich doktorowi Koziołowi nie dawał. O kulisy badań lubelskich zapytaliśmy więc ich autora. Doktor Kozioł twierdzi, że zarówno bloczek (specjalny kawałek parafiny) z tkanką s. Joanny, jak również wyniki wrocławskich badań DNA Ewarysta dostarczyły mu same franciszkanki.

Jakim cudem (i czy w ogóle) weszły w ich posiadanie, skoro prof. Dobosz w rozmowie z „FiM” zapewnia, że ani w formie ustnej, ani pisemnej, ani fotograficznej, ani żadnej innej wyników Ewarysta Walkowiaka nikomu nie udostępniał? Zapytana o to matka Anna Maria odpowiedziała: „Sprawa insynuacji kierowanych pod adresem s. Joanny Lossow została już definitywnie wyjaśniona (…), w związku z tym nie będziemy udzielać odpowiedzi na pytania”.
– Na podstawie moich badań i opinii wrocławskiej, którą mi dostarczono, co do jednej rzeczy nie mam najmniejszej wątpliwości: zakonnica nie jest matką Walkowiaka. Bloczek z tkanką trafił do jednego ze szpitali w Warszawie i ten materiał jest ciągle dostępny do badań kontrolnych – zapewnia dr Kozioł.

Maria Lossow-Niemojowska
Zdaniem Ewarysta i jego żony śmierć Marii (córka jedynego brata siostry Joanny) nie była przypadkowa właśnie z powodu owego bloczku. Dlaczego przez tyle lat zgromadzenie nie zdecydowało się na to, aby wykonać badania DNA z tkanki s. Joanny, a miesiąc po śmierci Marii profesor Kozioł ogłosił wyniki? Czy zatem jej śmierć była konieczna, aby umożliwić zamianę próbek parafinowych? To ostatnie przypuszczenie Walkowiakowie zgłosili organom ścigania.

Ani przygotowanych przez Marię dokumentów wyjaśniających całą tajemnicę, ani książeczek oszczędnościowych w jej domu oczywiście nie było. Kiedy już otrząsnęli się z szoku, przypomnieli sobie ostatnią telefoniczną rozmowę z kuzynką Ewarysta. Tę, w której mówiła, że na wypadek, gdyby coś jej się stało, testament zostawiła u radcy prawnego Adama Dujczyńskiego. Odnaleźli kancelarię pana radcy. I dowiedzieli się, że Dujczyński zdeponowany przez Marię testament… przekazał jej rodzinie. Dlaczego nie postąpił zgodnie z obowiązującym prawem, które mówi, że „osoba, u której znajduje się testament, jest obowiązana złożyć go w sądzie spadku, gdy dowie się o śmierci spadkodawcy”? Może dlatego, że z brudnopisu testamentu Marii, który Ewaryst otrzymał od rodziny swojej kuzynki, wynika jednoznacznie, że niemal wszystko, co miała, zapisała „swojemu ciotecznemu bratu – Ewarystowi Walkowiakowi”. Na tej podstawie „cioteczny brat” złożył do sądu wniosek o nabycie spadku po Marii Lossow-Niemojowskiej. Sąd nie wyznaczył jeszcze terminu rozprawy.

Matka
O swoim synu Joanna nie zapomniała nigdy. Był czas, kiedy o pomoc prosiła nawet samego kardynała Wyszyńskiego. Odpowiadał, żeby powierzyła życie Bogu i modliła się. W zgromadzeniu – jak opowiadała Ewarystowi Zofia Morawska, cywilny pracownik Lasek – ciągle wypominano Joannie dziecko z Niemcem. – Wyszyński ulżył jej doli, kiedy jako prymas Polski zezwolił na stworzenie w Warszawie ośrodka ekumenicznego Joannicum i w ten sposób odciął ją od sióstr z Lasek – mówiła Morawska.
– Nie było dnia, żeby o tobie nie myślała i nie modliła się za ciebie. Było i tak, że w nocy z bólu i rozpaczy gryzła poduszkę… – opowiadał Ewarystowi pewien ksiądz, który ucieszył się, że – jak powiedział – w końcu poznał syna Joanny.

Czy zatem majątek, o który walczyła zakonnica, miał Ewarystowi zrekompensować lata spędzone w niewiedzy?

Majątek
Siostra Joanna była spadkobierczynią m.in. Gryżyny, Boruszyny oraz pałacu Niemojowskich w Marchwaczu. Do jej włości Kościół pierwszy raz dobrał się tuż po wojnie. Wówczas zrobiła wszystko, aby go odzyskać. W 1947 roku – już jako zakonnica po ślubach wieczystych – napisała nawet stosowną prośbę do Augusta Hlonda, ówczesnego prymasa Polski. Udało się. „Na mocy szczególnych upoważnień nadanych nam przez Stolicę Apostolską pismem Świętej Kongregacji do spraw nadzwyczajnych w 1946 roku, przychylając się do prośby siostry Joanny Lossow (…) oraz mając na uwadze racje w prośbie podane, niniejszym zezwalamy (…) na zmianę testamentu i wyzbycie się już teraz spadku na rzecz córki jej brata (zmarłego) Marii Lossow” – odpisał prymas.

Helena jako zakonnica nie mogła cedować swojego majątku na syna, którego musiała się wyrzec. To, co udało się odzyskać, przekazywała swojej bratanicy, licząc na to, że kiedyś do spotkania kuzynostwa dojdzie.

Tak więc to Maria Lossow-Niemojowska była kuratorem pieniędzy gromadzonych przez s. Joannę. A przed śmiercią postąpiła zgodnie z jej wolą. „Cały mój majątek (…), tzn. Marchwacz [patrz zdjęcie], Gryżynę i Boruszyn, zapisuję w całości mojemu ciotecznemu bratu Ewarystowi Walkowiakowi”– czytamy w testamencie, którego brudnopis posiada Ewaryst.

Hierarchia
Po śmierci Marii, ostatniej osoby, która nie ukrywała prawdy i otwarcie ich wspierała w dążeniu do jej wyjawienia, Ewaryst wraz z żoną postanowili szukać pomocy u ludzi Kościoła. Napisali list do abpa Józefa Kowalczyka. Kuria metropolitalna w Gnieźnie uprzejmie poinformowała, że sprawa nie leży w kompetencji prymasa.
– Hierarchów Kościoła nie interesują nasze przepychanki ze Zgromadzeniem w kwestii odzyskania tożsamości męża. To zupełnie odwrotnie niż w przypadku majątku jego matki – mówi żona Ewarysta.

O tym, że Ewaryst jest niewygodny z innych przyczyn niż jego chęć dowiedzenia się, kim jest, przekonali się, kiedy dotarli do dokumentów ukazujących czarno na białym, jak majątek Joanny miał trafić w ręce biskupa. Operacja o kryptonimie „Marchwacz” prowadzona była misternie co najmniej od 1993 r., a główną rolę odegrała w niej matka Marii Lossow-Niemojowskiej – Aniela

Początek historii walki Ewarysta Walkowiaka opisaliśmy w poprzednim numerze „FiM”. Przypomnijmy:

  • W 2003 roku 65-letni Ewaryst słyszy od swego umierającego brata: „Ty nie jesteś nasz! Byłeś nam dany na wychowanie. Jesteś synem jednej z córek Lossowów”;

  • Ponieważ nikt z rodziny nie chciał na ten temat rozmawiać, Ewaryst rozpoczął poszukiwania własnych korzeni;

  • Poszukiwania doprowadziły go do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Okazało się bowiem, że matką Ewarysta jest prawdopodobnie s. Joanna;

  • Choć z matką nigdy się nie spotkał, udało mu się odnaleźć jej bratanicę – Marię Lossow-Niemojowską. Ta zgodziła się dać materiał do badań genetycznych;

  • Badania DNA techniką multipleksową zostały wykonane w Katedrze Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu. „Na podstawie wyników na 97,56 proc. są kuzynami” – w sprawozdaniu z badania napisał prof. Tadeusz Dobosz, kierownik zakładu;

  • Mając takie informacje, Ewaryst Walkowiak wystąpił do sądu z wnioskiem o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak. Sprawa jest w toku. Główny świadek Ewarysta – Maria Lossow-Niemojowska – zmarła w niejasnych – jak mówi Ewaryst – okolicznościach.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 07(624)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: