FiM – Matka Joanna

Czy Helena Lossow, czyli szykowana na ołtarze siostra Joanna, jedna z najsłynniejszych polskich zakonnic, prominentna postać polskiego Kościoła, miała syna?
To pytanie na łamach „FiM” zadaliśmy po raz pierwszy na początku tego roku (szczegóły w „FiM” 6–8/2012), ukazując przy okazji nierówną walkę Ewarysta Walkowiaka ze Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Siostry robiły (i robią) wszystko, żeby świat nie poznał prawdziwej odpowiedzi na to pytanie. Walkowiak zapewnia, że nie spocznie, póki nie udowodni, czyja krew płynie w jego żyłach.
– Jeżeli chcemy tę sprawę rozstrzygnąć do dna, musimy mieć materiał ekshumacyjny, oryginalną tkankę siostry Joanny – w czerwcu tego roku mówił „FiM” prof. Tadeusz Dobosz z Katedry Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu, autor badań, które nie wykluczały, że s. Joanna może być matką Ewarysta (por. „FiM” 22/2012).

Dziś na odpisie aktu urodzenia Ewarysta, wydanym 9 października 2012 r. przez urząd stanu cywilnego w Piaskach, widnieje zapis: „Sąd Okręgowy w Kaliszu wyrokiem z dnia 28 czerwca 2012 r. orzekł, że Weronika Walkowiak (…) nie jest matką Ewarysta Walkowiaka. Wyrok uprawomocnił się 31 lipca 2012 r.”.

Ów wyrok otworzył nowy rozdział historii poszukiwania tożsamości mężczyzny. Zanim jednak do tego doszło, Ewaryst wraz z żoną wykonał tytaniczną pracę. Przypomnijmy:
# Odnalazł bratanicę matki – Marię Lossow-Niemojowską. Zgodziła się dać materiał do badań genetycznych. Badania DNA wykonane w Katedrze Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu dały 97,56 proc. prawdopodobieństwa, że są kuzynami.
# Zakonnice nie nadstawiły drugiego policzka. Zamiast tego zaangażowały do współpracy genetyka z Lublina, który – mając do dyspozycji tylko rzekomą tkankę zakonnicy – ustalił, że s. Joanna matką Ewarysta nie jest.
# Po tej radosnej nowinie szturm przypuściła prasa katolicka. „Oszczerstwa nt. domniemanego macierzyństwa s. Joanny Lossow niezbicie odparte” – krzyczały nagłówki „Frondy”. Prawdziwi katolicy z upojeniem opluwali tego, który pokalał świętość.
# Maria Lossow-Niemojowska (zmarła w tajemniczych okolicznościach) zostawiła „swojemu ciotecznemu bratu Ewarystowi” – jak zapisała w testamencie – wszystko to, co przez lata zgromadziła s. Joanna (Walkowiakowie jej majątek szacują ostrożnie na circa 60 mln zł).
# Tymczasem w procesie kaliskim doszło do przełomu. Wyniki badań porównawczych DNA Ewarysta Walkowiaka i Weroniki Walkowiak (materiał genetyczny pobrany z cmentarza z naruszeniem wszelkich procedur Ewaryst i jego żona pilotowali dotąd, aż trafił w ręce laborantki z instytutu. Nie ze względu na manię prześladowczą, ale dlatego, że o zamiarze podmiany materiału ostrzegł ich ktoś życzliwy) nie pozostawiły złudzeń. „Należy wykluczyć macierzyństwo Weroniki Walkowiak
w stosunku do Ewarysta Walkowiaka”– czytamy w piśmie Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu z 11.05.2012 r.

Przed Sądem Okręgowym w Kaliszu toczy się sprawa o uznanie macierzyństwa Heleny Haliny Lossow względem Ewarysta Walkowiaka. Na ostatniej rozprawie, 22 listopada br., sąd zdecydował o przeprowadzeniu ekshumacji s. Joanny. W roli kuratora nieżyjącej zakonnicy wystąpiła jej kuzynka, która macierzyństwo Joanny potwierdza, mówiąc, że w rodzinie nie była to żadna tajemnica! Ona także wnioskowała za ekshumacją. Ewaryst przypomniał przy okazji, że jedną z osób, która potwierdziła jego pochodzenie, jest lekarz asystujący przy jego porodzie.

Obecnie Ewaryst i jego żona czekają, aż sąd wyznaczy termin ekshumacji s. Joanny w celu pobrania próbek do badań. Po ostatniej rozprawie to zaledwie formalność. Na chwilę odetchnęli. Ale tylko na chwilę. – Byliśmy po tej sprawie bardzo zmęczeni, ale dostaliśmy telefon, że coś się dzieje na cmentarzu, gdzie pochowana jest Joanna. Pojechaliśmy. Na szczęście – mówi Maria, żona Ewarysta.

Przy grobie Joanny zastali ziemię w workach i kamienie. Według ich informatora zakonnice przygotowywały się do zamiany krzyży. – Powiedziano nam, że siostry chcą krzyż z nazwiskiem Joanny przenieść na sąsiedni grób – mówią Walkowiakowie. Na wszelki wypadek udokumentowali stan faktyczny, zaś w dniu ekshumacji zamierzają osobiście dopilnować, by rozkopano właściwy grób.

Dla Ewarysta dzień, w którym instytut ogłosi wyniki badań, będzie początkiem nowego życia. Dla wielu nastąpi koniec świata. Ich świata.

W 2003 r. Ewaryst Walkowiak od swego umierającego brata dowiedział się, że nie jest tym, za kogo się przez całe życie uważał. „Ty nie jesteś nasz! Byłeś nam dany na wychowanie. Jesteś synem jednej z córek Lossowów” – usłyszał. Miał wówczas 65 lat. Weronika i Antoni Walkowiakowie, o których przez całe życie mówił „rodzice”, nazywali go Ryszardem. Nigdy go nie kochali. Słowa „brata” wciąż dźwięczały mu w uszach, postanowił więc, że dowie się prawdy. Wspierany przez żonę Marię rozpoczął żmudne poszukiwania, które doprowadziły go do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Okazało się bowiem, że matką Ewarysta jest prawdopodobnie jedna z nich – s. Joanna – Helena Lossow. Przekonania o tym nabrał wówczas, gdy jeszcze żyła. Chciał się z nią spotkać, ale nie dostawał na to zgody ze strony władz zgromadzenia. Ona sama, mocno schorowana, przebywała w klasztornym szpitaliku. Ewaryst rozmawiał natomiast z tymi, którzy Joannę znali – m.in. z byłą matką generalną franciszkanek Almą Skrzydlewską, a także z cywilnymi pracownikami Lasek – Zofią Morawskąi Michałem Żółtowskim. Oni utwierdzili go w przekonaniu, że powinien ufać swej intuicji. Od nich wie, że śluby wieczyste jego matka złożyła pół roku po narodzinach syna. Przysięgała też, że nigdy nie będzie szukała kontaktu ani z nim, ani z jego ojcem. Dwa razy prosiła o zwolnienie z tej przysięgi. Ostatni raz niedługo przed śmiercią. – Chciała się ze mną spotkać choćby na pół godziny Nie pozwolono jej na to – mówi Ewaryst.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 49(666)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: