FiM – Matka Joanna

Czy jedna z najsłynniejszych polskich zakonnic, prominentna postać polskiego Kościoła, miała syna? Historia to tyleż tajemnicza, co intrygująca. Są więc i tacy, którzy bardzo nie chcą, aby ujrzała światło dzienne.

Ewaryst Walkowiak (na zdjęciu) miał 65 lat, kiedy dowiedział się, że nie jest tym, za kogo przez całe życie się uważał. „Ty nie jesteś nasz! Byłeś nam dany na wychowanie. Jesteś synem jednej z córek Lossowów” – te słowa w 2003 r. usłyszał od człowieka, którego przez całe życie uważał za brata. Ten wypowiedział je na łożu śmierci.

Weronika i Antoni Walkowiakowie – to ludzie, o których przez całe życie mówił „rodzice”. Jego nazywali Ryszardem. Po wyznaniu „brata” przez głowę przelatywały mu kolejne myśli i wspomnienia – że nigdy nie czuł się kochany, że traktowali go jak pachołka, że jako jedyny w rodzinie miał jakieś takie niepospolite imię. O to, jak jest naprawdę, chciał spytać pozostałe rodzeństwo, ale rozmawiać nie chcieli. A kiedy nalegał, w końcu usłyszał, że ma się „odp…lić”.

Słowa usłyszane w szpitalu nie dawały Ewarystowi spokoju. Na tyle, że mimo swoich 65 lat postanowił, że się prawdy dowie. Wspierany przez żonę Marię rozpoczął żmudne poszukiwania, których efekt okazał się piorunujący.

Matka
„Jesteś synem jednej z córek Lossowów” – to zdanie potraktowali jako klucz do odnalezienia tożsamości. Lossowowie, bogata rodzina ziemiańska z Wielkopolski, mieli trzy córki – Marię, Zofię i Helenę. Maria mieszkała wraz z rodziną za granicą, Zofia była bezpłodna i w ogóle nie miała dzieci, a Helena została zakonnicą i przybrała imię Joanna – siostra Joanna od Miłosierdzia Bożego ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Matka polskiego ekumenizmu (tak o niej mówiono), przyjaciółka Stefana Wyszyńskiego, sekretarz Ośrodka ds. Jedności Chrześcijan, członkini Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu.

Urodziła się w 1908 r. Miała zostać kasztelanką pałacu Niemojowskich. Wybrała Laski, które wówczas były enklawą biedy. Był rok 1933. Przyjechała z Paryża, gdzie studiowała, a że była jedną z niewielu wykształconych adeptek zgromadzenia, wkrótce została sekretarką sławnego ks. Władysława Korniłowicza.

Prywatne śledztwo
Przekonania o tym, że siostra Joanna jest jego matką, nabrał wówczas, gdy jeszcze żyła. Chciał się z nią spotkać, ale nie dostawał na to zgody ze strony władz zgromadzenia. Ona sama, już wówczas mocno schorowana, przebywała w klasztornym szpitaliku.

W końcu (niestety, już po śmierci Joanny), żeby dostać się do wewnątrz i spotkać z przełożoną, s. Krystyną Rottenberg, Ewaryst i jego żona użyli podstępu. Udało im się wejść nawet do celi s. Joanny. – Na ścianie wisiał duży jej portret, a mąż usiadł na krześle pod nim. To było piorunujące, bo mąż to skóra ściągnięta z Joanny – wspomina pani Maria.

Kiedy wyjawili prawdziwy powód swojej wizyty, siostra Rottenberg stwierdziła, że ona nic z tamtych czasów nie pamięta. Podała jednak nazwiska tych, którzy mogli coś na temat odległej przeszłości s. Joanny powiedzieć.

Ojciec
Ewaryst i Maria podążyli i tym tropem. Rozmawiali z żyjącymi jeszcze przyjaciółmi s. Joanny – m.in. z byłą matką generalną franciszkanek Almą Skrzydlewską, z Zofią Morawską i Michałem Żółtowskim. Oni utwierdzili go w przekonaniu, że intuicja go nie oszukała.
– Ciągle jesteśmy w drodze, tym bardziej że sprawa tożsamości męża przekracza granice państwa. Kiedy tylko dowiadujemy się, że jest ktoś, kto może coś z tamtych czasów pamiętać, zostawiamy wszytko i jedziemy – mówi żona Ewarysta.

Za granicą odnaleźli też Zofię Daszewską, córkę jednej z sióstr Heleny – Marii. W trzech rozmowach telefonicznych (później kontakt się urwał, bo telefon Zofii zamilkł –dop. red.) przyznała ona m.in., że pamięta (bo w rodzinie nie było to żadną tajemnicą), iż jej ciotka – zanim złożyła śluby wieczyste – urodziła synka. Pamiętała też, kto był jego ojcem. Niemiecki oficer wywiadu, daleki krewny rodziny Lossowów – Hans Lossow. Poznali się, kiedy Helena studiowała w Paryżu. On był wówczas wdowcem. Rodzina Heleny nie zgodziła się na ślub.
Ostatecznie zaś rozdzieliła ich – jak opowiedział Ewarystowi pewien zaprzyjaźniony z Joanną ksiądz – historia i źli ludzie.

Kiedy wybuchła wojna, Hans miał stopień generała wywiadu na ziemiach polskich. Zgromadzeniu potrzebny był taki kontakt, więc Helena dostała nań zgodę. W lipcu 1941 r. urodził się Ewaryst. Pół roku później siostra Joanna złożyła śluby wieczyste.

Ewaryst i Maria na podstawie materiałów zgromadzonych podczas ośmioletniego śledztwa doszli do wniosku, że Joanna nie złożyła ich dobrowolnie: – Była szantażowana. Pół roku po narodzinach syna Helena Lossow została wysłana do Żułowa. Towarzyszyli jej ks. Korniłowicz i ks. Wyszyński. Tam złożyła śluby wieczyste i przysięgę, że nigdy nie będzie szukała kontaktu ani z Hansem, ani z synem. Dwa razy prosiła o zwolnienie z tej przysięgi. Niedługo przed śmiercią chciała się ze mną spotkać, choćby na pół godziny. Nie pozwolono jej na to! – mówi Ewaryst.

Maria i DNA
Jeden z tropów, który podjęli, doprowadził ich do Marii Lossow-Niemojowskiej. Pojawiła się na ich drodze niczym dar niebios. Córka jedynego brata s. Joanny – Aleksandra. Znaleźli ją w Warszawie, korzystając z pomocy prywatnego detektywa. Chciała rozmawiać. Nie miała też nic przeciwko temu, aby dać swój materiał genetyczny do badań DNA.

Maria oprócz swojego materiału genetycznego dała im coś znacznie cenniejszego: listy od swojej ciotki, s. Joanny, a konkretnie – adresowane przez nią koperty ze znaczkami. – Kilka z nich było klejonych herbatą, wodą, tylko pod dwoma specjalista znalazł ślinę – opowiada żona Ewarysta.

Badania DNA techniką multipleksową zostały wykonane w Katedrze Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu. „Oznaczono profil genetyczny Ewarysta Walkowiaka oraz Marii Lossow-Niemojowskiej. Na podstawie uzyskanych wyników można stwierdzić z prawdopodobieństwem 97,56 proc., że są kuzynami” – tak w sprawozdaniu z badania napisał kierownik zakładu prof. Tadeusz Dobosz. Co ze śliną znalezioną na znaczkach? „Można stwierdzić, że osoba naklejająca znaczek mogła być matką Ewarysta Walkowiaka z prawdopodobieństwem 75,7 proc.”.

Wymiar sprawiedliwości
Dla współczesnej genetyki taki wynik badań to nie jest żadna gwarancja. Żeby z całą pewnością określić pokrewieństwo, należy przekroczyć próg zgodności 99,999 proc. Dopiero wówczas można badania zakończyć. Profesor Dobosz mówi, że gdyby wówczas wiedział, jaki jest kaliber sprawy, namawiałby swojego klienta, żeby wykonał badania mitochondrialne, tak aby nie pozostawał nawet cień przypuszczeń i prawdopodobieństw.

Dla Walkowiaka, któremu puzzle wreszcie zaczęły układać się w całość, wynik badań był asumptem do działania. Złożył w prokuraturze wniosek o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak. Wynik badań świadczy o niewątpliwym pochodzeniu Ewarysta Walkowiaka od Heleny von Lossow” – uznała prokurator Bernadeta Kudrykiewiczi sprawę skierowała do sądu w Kaliszu. Przed pierwszą rozprawą emocje sięgały zenitu. – Tego samego dnia, w którym miało się odbyć posiedzenie, ktoś zatelefonował do Ewarysta z informacją, że w sądzie jest „ustawka” – mówi Maria.

Natychmiast zadzwonili do swojego pełnomocnika. Ten uspokajał, że to tylko niesmaczny żart. Na sprawę przyszedł jednak spóźniony i pod wpływem alkoholu. Po jego wyjściu sędzia nie chciała przesłuchać wezwanej na rozprawę Marii Lossow-Niemojowskiej – głównego i najważniejszego świadka. Wyraziła na to zgodę dopiero wówczas, kiedy ta ostatnia zrobiła awanturę. Po tym przesłuchaniu na swoim wezwaniu Maria zrobiła odręczną notatkę. Czytamy w niej m.in.: „Sprawa ukartowana. Adwokat pijany na sprawie. Sędzia nieprzygotowana do prowadzenia sprawy”.

Ostatecznie sąd sprawę, która z racji swego przedmiotu do skomplikowanych nie należy, odroczył bezterminowo. To był dla Ewarysta i Marii pierwszy sygnał, że z jakiegoś nieznanego im jeszcze powodu lekko nie będzie.

Bardzo się z odnalezioną kuzynką zaprzyjaźnili. Ona nie mówiła do niego inaczej jak: „Witam cię, mój cioteczny zaginiony bracie”. – Zawsze powtarzała, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jacy ludzie za tym wszystkim stoją – mówi Ewaryst.

W końcu zdecydowała. Chciała się pozbyć tajemnicy, którą nosiła, i postanowiła przekazać im dokumenty zgromadzone w pięciu segregatorach. Umówili się pod koniec kwietnia 2011 roku. Kilka dni wcześniej zatelefonowała, że już wszystko ma naszykowane. – Powiedziała jeszcze coś, co początkowo zbagatelizowałam: że gdyby coś się z nią stało, to testament zostawiła u radcy prawnego Adama Dujczyńskiego – wspomina żona Ewarysta.

Kilka dni później odebrali telefon z informacją, że – jak to powiedział rozmówca – „Maria się kończy”. Zmarła 14 kwietnia. W dniu, w którym mieli się spotkać, odbył się jej pogrzeb. Ewaryst i jego żona nie wierzą, że była to przypadkowa śmierć.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 06(623)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: