FiM – Zakonnica z dzieciątkiem

Czy matka Helena Lossow, czyli szykowana na ołtarze siostra Joanna – jedna z najsłynniejszych polskich zakonnic – miała syna? Coraz więcej na to wskazuje!

W opisywanej przez nas kilka miesięcy temu historii walki Ewarysta Walkowiaka o odzyskanie własnej tożsamości nastąpił przełom. Otóż wyniki zleconych przez sąd badań genetycznych potwierdziły, że kobieta wskazywana przez stronę kościelną jako matka Ewarysta jego matką nie jest! Teraz wszystkie ślady prowadzą więc do s. Joanny od Miłosierdzia Bożego ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach – matki polskiego ekumenizmu, przyjaciółki kard. Stefana Wyszyńskiego, sekretarki charyzmatycznego ks. Władysława Korniłowicza, członkini Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu. A to oznacza, że ta historia wcześniej czy później zatrzęsie polskim Kościołem.

Przypomnijmy (szczegóły w „FiM” 6–8/2012): w 2003 r. Ewaryst Walkowiak od swego umierającego brata dowiedział się, że nie jest tym, za kogo się przez całe życie uważał. „Ty nie jesteś nasz! Byłeś nam dany na wychowanie. Jesteś synem jednej z córek Lossowów (arystokratyczna rodzina wielkich polskich patriotów –dop. red.)” – usłyszał. Miał wówczas 62 lata. Weronika i Antoni Walkowiakowie – to o nich przez całe życie mówił „rodzice”. Jego nazywali Ryszardem. Twierdzi, że nigdy go nie kochali.

Słowa „brata” wciąż dźwięczały mu w uszach, postanowił więc, że dowie się prawdy. Wspierany przez żonę Marię rozpoczął żmudne poszukiwania, które doprowadziły go do Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach. Okazało się bowiem, że matką Ewarysta jest prawdopodobnie jedna z nich: s. Joanna – Helena Lossow. Przekonania o tym nabrał wówczas, gdy jeszcze żyła. Chciał się z nią spotkać, ale nie dostawał na to zgody ze strony władz Zgromadzenia. Ona sama, mocno schorowana, przebywała w klasztornym szpitaliku. Ewaryst rozmawiał natomiast z tymi, którzy Joannę znali – m.in. z byłą matką generalną franciszkanek Almą Skrzydlewską, a także z cywilnymi pracownikami Lasek – Zofią Morawską i Michałem Żółtowskim. Oni utwierdzili go w przekonaniu, że intuicja go nie zawiodła. Od nich wie, że śluby wieczyste jego matka złożyła pół roku po narodzinach syna. Przysięgała też, że nigdy nie będzie szukała kontaktu ani z nim, ani z jego ojcem. Dwa razy prosiła o zwolnienie z tej przysięgi. Ostatni raz niedługo przed śmiercią. – Chciała się ze mną spotkać choćby na pół godziny. Nie pozwolono jej na to – mówi Ewaryst.

###

Odnalazł też bratanicę matki – Marię Lossow-Niemojowską – która zgodziła się dać materiał do badań genetycznych. Badania DNA wykonane w Katedrze Medycyny Sądowej AM we Wrocławiu dały 97,56 proc. prawdopodobieństwa, że są  kuzynami. Wówczas złożył w prokuraturze wniosek o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak. „Wynik badań świadczy o niewątpliwym pochodzeniu Ewarysta Walkowiaka od Heleny von Lossow” – uznała prokurator Bernadeta Kudrykiewicz i sprawę skierowała do sądu w Kaliszu. Proces jest w toku, jednak Maria Lossow-Niemojowska – główny świadek Ewarysta – zmarła niespodziewanie i w niejasnych okolicznościach w kwietniu ubiegłego roku. – Zaprzyjaźniliśmy się. Ona zawsze powtarzała, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jacy ludzie za tym wszystkim stoją – mówi Ewaryst.

###

Tuż po śmierci Marii siostry franciszkanki zleciły własne badanie DNA. Wykonał je dr Piotr Kozioł z Katedry Medycyny Sądowej UM w Lublinie, a o wynikach – oczywiście wykluczających macierzyństwo Joanny – szeroko poinformowała prasa katolicka. Specjalne oświadczenie wydała też grupa świeckich przyjaciół Zgromadzenia: „Wszelkie sugestie i twierdzenia, że urodzony w roku 1941 pan Ewaryst Walkowiak jest naturalnym synem zmarłej siostry Joanny, są bezpodstawne i nieprawdziwe. Wynika to jednoznacznie z badań genetycznych DNA przeprowadzonych w Lublinie w oparciu o tkanki siostry Joanny Lossow”. Ewarysta to oświadczenie zaskoczyło tym bardziej, że… ani własnego materiału genetycznego, ani wyników wrocławskich doktorowi Koziołowi nie dawał! – Na podstawie moich badań i opinii wrocławskiej, którą mi dostarczono, co do jednej rzeczy nie mam najmniejszej wątpliwości: zakonnica nie jest matką Walkowiaka. Bloczek wrócił do szpitala w Warszawie i ten materiał jest ciągle dostępny do badań kontrolnych – zapewnia z kolei dr Kozioł. Czyją tkankę tak naprawdę dostał dr Kozioł? Walkowiakowie nie mają wątpliwości, że lubelski medyk badał materiał Zofii Lossow, a więc rodzonej siostry Joanny. Dlaczego tak myślą? Jedna z dalekich krewnych siostry Joanny poinformowała Walkowiaków, że badania DNA zostały przez doktora Kozioła wykonane na jej zlecenie, kosztowały ją 500 zł i kilka telefonów. Kto i po co kłamie, skoro dr Kozioł jako zleceniodawcę badań wymienia Aleksandrę Dziarską, czyli s. Ancillę z zakonu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, zaś tkanka, którą dostarczyła, pochodziła ze szpitala przy ul. Pawińskiego w Warszawie? Tyle że tam operację stawu biodrowego przechodziła właśnie Zofia. A poza tym ze stołecznego szpitala przy Banacha, gdzie leżała i umierała s. Joanna, ponad wszelką wątpliwość został pobrany bloczek parafinowy z tkanką s. Joanny (prawdopodobnie na wniosek tejże samej Aleksandry Dziarskiej), co potwierdzają same władze szpitala. Co się z nim stało i do czego miał posłużyć? Czy faktycznie – jak wkrótce ktoś zasugeruje Walkowiakom – miał zostać wykorzystany podczas zarządzonej przez sąd ekshumacji Weroniki Walkowiak? No a przede wszystkim – na jakiej podstawie Aleksandra Dziarska pobrała materiał DNA, skoro po śmierci nawet rodzina nie ma do tego prawa bez wniosku prokuratury bądź sądu?

###

W tle walki o odzyskanie tożsamości pojawił się nieoczekiwanie wątek majątkowy. Maria Lossow-Niemojowska zostawiła bowiem „swojemu ciotecznemu bratu Ewarystowi” w spadku wszystko to, co przez lata zgromadziła s. Joanna. Do dziś testament kuzynki nie ujrzał jednak światła dziennego. Ewaryst podczas swojego prywatnego śledztwa odkrył natomiast, że Kościół robił podchody do majątku zakonnicy (Walkowiakowie szacują go ostrożnie na circa 60 mln zł), jeszcze kiedy ona żyła. Pomagała w tym procederze Aniela Lossow, matka Marii. Według kościelnych źródeł bohaterka, niemal męczennica, która poświęciła życie chorym w ośrodku orionistów w Łaźniewie pod Warszawą. W rzeczywistości rozwódka, która narodziła się dwa razy. Najpierw w styczniu 1913 r. jako Aniela Moszczeńska, a kilkadziesiąt lat później jako Aniela Lossow, rzekoma siostra Joanny, stworzona – jak przekonuje Ewaryst – na potrzeby Kościoła. Po co? Według Walkowiaka z takim nazwiskiem była hierarchii potrzebna m.in. do wyrażania przeogromnej chęci wyzbycia się na rzecz Kościoła posiadłości w Marchwaczu. – Próbowali przejąć majątek mojej matki za jej plecami i bez jej wiedzy. Podpisywała te dokumenty, których nie chciała podpisać moja matka – mówi Ewaryst, pokazując na dowód korespondencję biznesową, jaką Aniela powadziła z biskupem Stanisławem Napierałą.

###

Proces o zaprzeczenie macierzyństwa Weroniki Walkowiak w Sądzie Rodzinnym w Kaliszu toczy się już ponad rok. Jak w lutym bieżącego roku informowała „FiM” prezes sądu Anna Kruk, dopuszczono dowód z opinii biegłego – instytutu ekspertyz sądowych. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Gostyniu miała dokonać ekshumacji ciała Weroniki Walkowiak w celu pobrania próbek do badania DNA.

Pewnego marcowego dnia, kilka dni przed wyznaczonym przez sąd terminem ekshumacji, w skrzynce na listy wśród tradycyjnej korespondencji Walkowiakowie znaleźli kopertę z napisem: „WAŻNE”. Przynieśli ją do domu, położyli na stole i długo zastanawiali się, czy ją otworzyć. Ciekawość zwyciężyła. Ktoś informował, oczywiście anonimowo, że podczas ekshumacji planowana jest zamiana materiału genetycznego, a do instytutu ma trafić tkanka siostry Joanny, a nie Weroniki Walkowiak. Ewaryst i Maria nie zignorowali ostrzeżeń. Działali błyskawicznie. – Dowiedziałam się, jak ta procedura powinna wyglądać, zorganizowałam fotografa, który dokumentował jej przebieg, poinformowałam telewizję, która cały proces filmowała – mówi Maria Walkowiak.

Na cmentarz w Gostyniu przyjechali kilkadziesiąt minut przed ekshumacją. Mimo że nie było ani lekarza, ani przedstawiciela sanepidu, grabarze już niemal dokopali się do kości. Później już było tylko lepiej: lekarz sądowy chciał wyjęte z grobu kości zostawić w firmie pogrzebowej do poniedziałku, bo – jak stwierdził – nikt w sobotę w instytucie nie pracuje. Ostatecznie, po ostrej wymianie zdań, dwie kości udowe Weroniki Walkowiak, którą Kościół wskazuje jako matkę Ewarysta, schowane w worki od śmieci, zaklejone taśmą malarską, zapakowane w gipsową trumienkę i ostemplowane przez przedstawiciela sanepidu pojechały do Poznania. Maria i Ewaryst, lekarz sądowy oraz kilku świadków nie odstępowali tej trumienki nawet na krok. Kilka dni później Ewaryst oddał krew jako materiał do porównania. Pozostało czekać.

###

– Na początku nie umiałam zrozumieć, dlaczego po prostu nie wyszła z zakonu. Im więcej o niej rozmawialiśmy z ludźmi, którzy ją znali, zrozumiałam, że nie mogła. Była osaczona. Spytałam jej kuzynkę, co jej zdaniem zrobiłaby Joanna, gdyby spotkała na drodze Ewarysta. Odpowiedziała bez zastanowienia: najpierw poprosiłaby o wybaczenie, a później zrzuciła habit i poszła z nim, ani razu się nie odwracając – opowiada Maria Walkowiak.

Wyniki badań porównawczych DNA Ewarysta Walkowiaka i Weroniki Walkowiak do sądu w Kaliszu trafiły w połowie maja. Nie pozostawiają złudzeń. „Należy wykluczyć macierzyństwo Weroniki Walkowiak w stosunku do Ewarysta Walkowiaka”– czytamy w piśmie Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu z 11 maja 2012 r.
– Teraz będziemy wnosić o uznanie macierzyństwa i ekshumację Joanny. Na tym etapie nie możemy jeszcze mówić o wszystkim, co wiemy. Ale jedno jest pewne – zgromadzenie w Laskach broni swojego dobrego imienia, a nie Joanny – mówią Walkowiakowie.

###

Wkrótce Ewaryst Walkowiak na mocy prawomocnego wyroku sądu zostanie człowiekiem bez tożsamości. Jak długo potrwa kolejna sprawa, tym razem o uznanie macierzyństwa siostry Joanny Lossow, i ile jeszcze kościelnych intryg musi znieść 71-letni dziś mężczyzna?
– Na początku powiedziałem siostrze Krystynie Rottenberg z Lasek: oddajcie mi akt chrztu i książkę, którą matka każdego dnia pisała do mnie w formie listów. Nic więcej nie chcę, nie chcę żadnych majątków. Wszystko wam podpiszę. Zignorowały mnie. Teraz chcę odzyskania tożsamości i wykonania ostatniej woli moich rodziców – mówi Ewaryst.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 22(639)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: