Krzysztof Mądel potwierdza: w dzieciństwie byłem molestowany przez proboszcza

Ojciec Krzysztof Mądel w rozmowie z naTemat opowiada o powodach bójki, do której doszło w Nowym Sączu i potwierdza, że w dzieciństwie był molestowany przez księdza: – Kiedy brał mnie na rozmowy do zakrystii czy na plebanię, sadzał na kolanach i kazał się rozbierać, to czułem, że się podnieca. Tłumaczył, że miała to być forma próby – mówi nasz rozmówca.

W środę wieczorem o. Krzysztof Mądel opublikował na Twitterze wpis, który rzucił nowe światło na sprawę rzekomej bójki, do jakiej doszło niedawno między nim a jednym ze współbraci. Przypomnijmy, że to właśnie to wydarzenie stało się pretekstem do nałożenia na o. Mądela przez jego przełożonych zakazu publicznego wypowiadania się.

„To niestety było echo molestowania przez księdza w dzieciństwie” – napisał na temat incydentu Mądel. Wyjawił, że kiedy w Nowym Sączu został uderzony w twarz przez stojącego nad nim księdza, wspomnienia wróciły: “zerwałem się i odepchnąłem go z całych sił” – tłumaczył na Twitterze.

Niektórzy komentatorzy natychmiast poddali w wątpliwość prawdziwość wyznań o molestowaniu. Udało się nam skontaktować z o. Krzysztofem Mądelem, który dokładnie przedstawił nam swoją wersję wydarzeń.

„Nie mówić nikomu, nawet rodzicom”
– Wczoraj, gdy rozmawiałem z dziennikarką “Gazety Krakowskiej”, znów musiałem przerwać rozmowę, gdy doszło do tych wspomnień o molestowaniu. Rozbeczałem się jak dziecko i krew poleciała mi z nosa – przyznaje o. Mądel. Zgadza się jednak po raz kolejny wrócić do tamtych chwil. Działo się to w niewielkiej wsi w diecezji tarnowskiej, której proboszczem był wówczas ksiądz Andrzej M.

– Trwało to mniej więcej trzy lata. Zaczęło się od tego, że przy spowiedzi musiałem wysłuchiwać fantazji księdza. Zawsze dodawał, że to są bardzo ważne sprawy, dotyczące Boga, o których nie wolno mi mówić nikomu, nawet rodzicom – wspomina o. Mądel. Proboszcz opowiadał ośmio-, czy dziewięcioletniemu dziecku, jakim był wówczas Krzysztof Mądel o seksie, polucjach i molestowaniu, które jest grzechem. Ale nie skończyło się na słowach.

– Kiedy brał mnie na rozmowy do zakrystii czy na plebanię, sadzał na kolanach i kazał się rozbierać, to czułem, że się podnieca. Tłumaczył, że miała to być forma próby. Wychodził, być może się wtedy masturbował, potem wracał, chwali mnie za to, że się nie rozebrałem i pouczał, wypytywał. Najgorsze było to długie czekanie w milczeniu, aż ja sam coś powiem – mówi o. Mądel.

Przeczytaj odpowiedź byłego proboszcza na zarzuty ojca Mądela.

Takich wizyt na plebanii było wiele. Trwały pół godziny, godzinę. Proboszcz ewidentnie się nimi delektował. – Bodaj dopiero w piątej klasie podstawówki się to urwało. Powiedziałem mu, że tu wszyscy w koło mówią, że on pyta o rzeczy, o które nie ma prawa pytać nikogo. Zostawił mnie i już więcej nie dręczył – mówi Krzysztof Mądel.

„Ksiądz się uspokoił”
Okazuje się jednak, że proboszcz nie zaprzestał swoich praktyk wobec innych dzieci we wsi. Zaledwie w minioną środę Krzysztof Mądel dowiedział się, że także jego młodszy o 10 lat brat miał przykre przeżycia z tym samym duchownym, gdy kiedyś przyszedł on w odwiedziny do jego rodziców. Nasz rozmówca był już wówczas w zakonie.

Krzysztof Mądel

Zaczepił mojego brata i przez pół godziny wmawiał ośmioletniemu dziecku, że się źle spowiada, że grzechów z dziedziny seksu mu nie mówi, itd. W końcu do pokoju weszła nasza mama i ksiądz to molestowanie przerwał, choć przybrało ono tylko psychiczną formę.

Zdaniem Mądela takich przypadków było zapewne więcej. Po jego wpisie na Twitterze zgłaszają się już do niego kolejne ofiary księdza M. Nasz rozmówca wspomina nawet, że już po opuszczeniu przez niego rodzinnej miejscowości słyszał o kilku przypadkach samobójstw jego rówieśników, którzy zostali na miejscu. – To są tylko plotki, nie chcę rzucać oskarżeń i twierdzić, że winny jest proboszcz – mówi Mądel. Nie odrzuca jednak i takiej możliwości, bo z całą pewnością problem nie dotyczył tylko jego samego i jego brata.

– Pamiętam sąsiada, ojca dziewczynki w moim wieku, który w ostrych słowach groził, że ten ksiądz zapłaci kiedyś za to, co robi – mówi. Być może właśnie w efekcie skarg rodziców ktoś w końcu zwrócił uwagę na to, co dzieje się w parafii. Mądel wspomina, że mógł być to wikary, który zebrał głosy zatroskanych rodziców i przedstawił je w kurii biskupiej w Tarnowie. Choć proboszcz natychmiast wyrzucił wikarego, kuria zareagowała.

– Jacyś obcy księża wypytywali mnie o te rozmowy, ale sądziłem, że nie mogę mówić o tym, co działo się w trakcie spowiedzi. Tak więc niewiele im powiedziałem. Na pewno jednak stwierdziłem, że to, co robił proboszcz, jest złe – mówi po latach o. Mądel. Przyznaje, że później we wsi krążyły plotki, że “ksiądz się uspokoił”. Wkrótce zresztą został przeniesiony do innej parafii. Czy spotkała go jakaś kara? O. Mądel nie wie nic na ten temat. Dziś ks. Andrzej M. jest na emeryturze.

„Nikt nie chciał słuchać”
W nowicjacie Mądel nie mówił nikomu o swoich przeżyciach. Twierdzi, że nie miał wystarczająco dużego zaufania do swoich ówczesnych przełożonych. Po dwóch latach ponowił próbę będąc już w zakonie, m.in. w czasie rekolekcji ignacjańskich.

– Nikt nie chciał o tym słuchać. Ojciec psycholog, który najwięcej zachęcał do tego, żeby u niego zaczynać terapię, ani o alkoholizmie ojca, ani o molestowaniu przez księdza nie chciał gadać. Bał się tematu – mówi Mądel. Dwaj inni ojcowie psychologowie powiedzieli mu wprost, że “to wszystko trzeba zostawić Bogu”. Próby sprowadzenia rozmowy na bolesny temat były ignorowane, przełożeni zniechęcali Mądela do poruszania tej sprawy. W końcu, jak sam przyznaje, odpuścił. Chciał zapomnieć.

– Kiedy ten proboszcz przed wielu laty odwiedził mnie w zakonie i zaczął przepraszać, to po prostu nie wiedziałem o co mu chodzi, dopiero wieczorem sobie wszystko przypomniałem, ale wyparcie ze świadomości było tak głębokie, że wydawało mi się, że jego przeprosiny są niepotrzebne, nadmierne – przyznaje Mądel. Wspomnienia z całą mocą powróciły jednak w ostatnim czasie, podczas szarpaniny, do której doszło w klasztorze w Nowym Sączu.

Jak doszło do bójki?
– Stanął nade mną, gdy siedziałem w fotelu z gazetą. Najpierw coś przeklął, potem długo wyczekiwał, aż w końcu uderzył mnie – mówi o. Mądel o ostatnich wydarzeniach. Z agresorem wcześniej ostro się posprzeczali, bo Mądel zwrócił mu uwagę, że zamiast spowiadać czekających w kościele parafian, ten spokojnie je sobie śniadanie. Mądela wsparł superior, a obrażony winowajca trzasnął sztućcami i poszedł do konfesjonału. Po powrocie, uderzył naszego rozmówcę gazetą.

Krzysztof Mądel

Nikt nigdy mnie w zakonie nie uderzył i nikt nigdy nie stał nade mną tak, jak ów proboszcz z czasów dzieciństwa. Dokładnie tak samo wyczekująco i groźnie – mówi o. Mądel. Zaatakowany, odepchnął z całych sił współbrata, który przewrócił się na ziemię. – Upadając rozciął głowę i naruszył obojczyk. Jest mi przykro, ale to był zwykły odruch. Po wszystkim porozmawiałem z nim, przeprosiłem go prywatnie, a potem przy wszystkich domownikach.

Czy fakt, że swoją reakcję o. Mądel tłumaczy wspomnieniami z dzieciństwa nie jest tylko próbą usprawiedliwiania się? Dlaczego opowieść o molestowaniu upublicznił dopiero teraz? – To w czasie spotkania z Prowincjałem [o. Wojciechem Ziółkiem – przyp. red.], z którym widziałem się po fakcie, rozmowa sama zeszła na temat tamtych wydarzeń – prostuje nasz rozmówca.

– W czasie rozmowy zaczął mi proponować terapię, nawiązując chyba do tego, co znalazł w mojej teczce osobowej: że jestem dzieckiem alkoholika. A ja mu na to mówię, że wiele lat temu sam o taką terapię prosiłem, ale przełożeni to lekceważyli, tłumacząc że sobie dobrze radzę – mówi Mądel. Zasugerował też przełożonemu, iż incydent w Nowym Sączu nie wynika z bycia dzieckiem alkoholika, tylko już prędzej z faktu bycia molestowanym przez księdza. I na to też są w jego teczce dowody.

– Ale kiedy zacząłem o tym mówić, wzruszyłem się i musiałem wyjść. Ten chorobliwy płacz mnie dręczył potem dość długo – przyznaje. Taką samą wersję wydarzeń potwierdza oficjalny komunikat prowincjała na stronie internetowej Jezuitów: “Rozmowa ta – trwająca niespełna godzinę – nie została jednak zakończona, ponieważ o. Mądel, pomimo wyraźnych próśb, opuścił pokój Prowincjała” – czytamy na jezuici-krakow.info.

W oświadczeniu przeczytamy też zapewnienie o tym, że ojciec Prowincjał po powrocie z rekolekcji, na których się obecnie znajduje, “podejmie kolejne próby kontaktu i rozmowy z o. Mądelem oraz Współbraćmi z Nowego Sącza w celu wyjaśnienia całej sprawy”. Otwartym pozostaje pytanie, czy ktoś wyjaśni sprawę ks. Andrzeja M., który (jak możemy przeczytać na jednej ze stron internetowych), w zeszłym roku świętował hucznie “Złoty Jubileusz swej posługi kapłańskiej”.

[2013.08.23] NaTemat.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: