Lębork. Ksiądz zaatakował radnego za krytykę. Będzie upomnienie dla kapłana?

To nie było kazanie, tylko publiczna chłosta – uważa radny, i dodaje że chociaż żadne nazwiska podczas kazania nie padły, to nikt nie miał wątpliwości, że słowa księdza dotyczyły właśnie jego. Zostałem potraktowany jak zdrajca.

Ksiądz lęborskiej parafii Najświętszej Marii Panny wywołał burzę kazaniem podczas wieczornej mszy świętej. Jednego z radnych – obecnego wówczas w kościele – miał zaliczyć do „Judaszów” oraz „jednych z tych, którzy machają łopatą przy budowie pomnika papieża i robią sobie kampanię”. Powodem ataku – według samego zainteresowanego – były publicznie wygłoszone słowa, krytykujące wydatki, poniesione przez miasto na iluminację dwóch zabytkowych kościołów.
Sygnał o sprawie dotarł do nas od jednego z Czytelników, który wskazał Zbigniewa Rudyka, radnego PiS, jako „ofiarę” kazania księdza.

Te informacje potwierdza sam Rudyk.

– To nie było kazanie, tylko publiczna chłosta – uważa, i dodaje że chociaż żadne nazwiska podczas kazania nie padły, to nikt nie miał wątpliwości, że słowa księdza dotyczyły właśnie jego.

– Oczy wszystkich osób w kościele skierowane były na mnie. Zostałem potraktowany jak zdrajca.

Rudyk na łamach „Echa Ziemi Lęborskiej” użył ostrych słów. Stwierdził m.in. że 146 tys. złotych, wydane przez miasto na oświetlenie dwóch wież kościoła to zbyt dużo oraz że władza w Lęborku „kupuje” w ten sposób księży i proboszczów, a „iluminacje nie są potrzebne do zbawienia”.

Jednocześnie radny PiS był mocno zaangażowany w akcję zbierania cegiełek i postawienia pomnika papieżowi. – Nigdy nie powiedziałem, że iluminacje kościołów mi się nie podobają – wyjaśnia Rudyk. – Jednak miasto planowało przeznaczyć na nie 75 tys. złotych, a przekazało niemal dwa razy więcej, 146 tys. zł. Ludzie ubożeją, są większe potrzeby. W takiej sytuacji przetarg na iluminację powinien być unieważniony.

W opinii miasta kwota na to przedsięwzięcie zapisana w budżecie była za niska. – Podczas ustalania budżetu były tylko pierwsze zapisy i tytuł inwestycji, ale to nie pokazywało rzeczywistych kosztów – mówi Romuald Babul, naczelnik wydziału Gospodarki Miejskiej i Inwestycji. – Celem przetargu było ustalenie ceny rynkowej. Jest także możliwość dalszego doświetlenia brył.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Rudyk jest od wielu lat zaangażowany w życie parafii, a do kościoła, w którym padły kontrowersyjne słowa, poszedł prosto z pielgrzymki rowerowej do Częstochowy.

– Poszedłem podziękować Matce Boskiej za szczęśliwy powrót – mówi Rudyk. – W tej parafii byłem chrzczony, tu byłem u pierwszej komunii, byłem też ministrantem. Słowa księdza to było bolesne przeżycie. Nie wiedziałem, czy nie wyjść z kościoła, ale ponieważ nigdy nie wyszedłem w trakcie mszy, to zostałem i teraz.

Tuż po kontrowersyjnym kazaniu Zbigniew Rudyk, jak mówi, poszedł po wyjaśnienia do zachrystii, ale się ich nie doczekał.
Ksiądz, który wygłosił kazanie, nie pracuje już w Lęborku. Został przeniesiony do innej parafii, jednak nie z przyczyny niefortunnego kazania.- Pracuję teraz poza Lęborkiem – mówi. – Nie będę komentował sprawy.

Do sprawy odniosła się natomiast diecezja.- Radny sam się rozpoznał w tej homilii – mówi ks. Wiesław Śmigiel, biskup pomocniczy Diecezji Pelplińskiej. – Nazwiska żadne nie padły, ale przypuszczam, że księdza poniosły emocje. Zwróciliśmy uwagę dziekanowi parafii, żeby go upomniał. Chodzi o to, by mównica kościelna nie była wykorzystywana do biczowania.
Ksiądz dziekan Henryk Krenczkowski, proboszcz parafii NMP w Lęborku, nie chciał komentować sprawy. – Nie słyszałem tego kazania – uciął.

[2013.08.22] DziennikBaltycki.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: