FiM – Ojciec misjonarz

Przez lata był księdzem i misjonarzem, potem niespodziewanie pojawiła się wielka miłość. Pozostała po niej czwórka dzieci i… wspomnienia.

Gdy 20 lat temu ukończył krakowskie seminarium lazarystów (Zakon Rycerzy i Szpitalników świętego Łazarza z Jerozolimy), świat stanął przed nim otworem. Francja, gdzie przez jakiś czas poznawał tajemnice języka, okazała się jedynie przystankiem na drodze do misjonarskiej kariery. Wkrótce na całe 10 lat wylądował na Madagaskarze.

Był duszpasterzem, ale nie brakowało mu np. obowiązków typowo gospodarczych. Sporo jeździł, kontaktował się z ludźmi. Któregoś dnia poznał tamtejszą dziewczynę o pięknym imieniu Marlusse. Była przedszkolanką. Przypadli sobie do gustu, ale ich miłość przez długi czas okryta była wielką tajemnicą. Po półtora roku tej konspiracji urodziła się prześliczna czarnulka Sandy.
– Wiedziałem doskonale, że nie ma już odwrotu, że będę musiał zrzucić sutannę. Po 2,5 roku od narodzin córeczki wyjechaliśmy do Europy. Dopiero wówczas moi przełożeni dowiedzieli się o wszystkim – opowiada były ksiądz Paweł Drabko.

Zanim przyjechali do Polski, zostali mężem i żoną. Ślub odbył się w polskim konsulacie na Madagaskarze, a Marlusse otrzymała polskie obywatelstwo. Wkrótce wylądowali w Sulęcinie, gdzie Drabko spędził dzieciństwo i młodość. Na świat zaczęły przychodzić kolejne dzieci, ale w małżeństwie Pawłai Marlusse zaczęło coś pękać.
– Małżonka nie zajmowała się ani domem, ani dziećmi. Była zawiedziona, że nie zrobiła w Polsce kariery, że nie jesteśmy bogaci. Coraz częściej pojawiały się nieporozumienia i kłótnie. Doszło do rozprawy sądowej, a ja wyprowadziłem się do matki. Sąd w błyskawicznym tempie przydzielił mi opiekę nad dziećmi, co moja była żona przyjęła z ulgą.

Marlusse szybko ułożyła sobie życie z innym mężczyzną,a męża wymeldowała ze wspólnego mieszkania. Choć kobieta od dłuższego czasu nie mieszka w Sulęcinie, wspomniane mieszkanie stoi puste. Marlusse nie pozwala jednak zamieszkać w nim swojemu byłemu mężowi i ich wspólnym dzieciom: Sandy (lat 15), Bogusi (11),  Beniaminowi (10) i Gracji (3). Wszyscy gnieżdżą się nadal w mieszkaniu matki pana Pawła, w poniemieckim bloku przy ulicy Lipowej.
– Właśnie o to puste mieszkanie, należące formalnie do byłej żony, toczy się teraz bój. Miejscowi urzędnicy nie powinni mnie wymeldować, ponieważ trwała jeszcze sprawa rozwodowa. Zależy mi na tym, by dzieci miały własny dach nad głową – mówi pan Paweł.

W Urzędzie Miejskim sprawę byłego księdza i malgaskiej piękności znają doskonale.
– Bolejemy nad tym, że sąd, przydzielając Pawłowi Drabko opiekę nad czwórką dzieci, nie zadbał jednocześnie o przywrócenie go do dawnego mieszkania. Cóż możemy teraz zrobić? Jeśli zwolni się jakieś mieszkanie komunalne, przydzielimy je natychmiast tej rodzinie – obiecuje zastępca burmistrza Zbigniew Gruca.

Problem w tym, że wolne mieszkania w Sulęcinie są dziś na wagę złota i może minąć nawet kilka lat, zanim coś się znajdzie.

Paweł Drabko nie traci jednak nadziei. Pracuje jako magazynier, nie zarabia dużo, ale od niedawna otrzymuje także alimenty od byłej żony, więc jakoś sobie radzi. Na co dzień w wychowywaniu dzieci pomaga mu matka. Nie narzeka, choć kłopotów nie brakuje. Córki do dziś nie mogą się pozbierać po rozwodzie i utracie matki. Choć są bardzo przywiązane do ojca, muszą korzystać z pomocy psychologa.
– Wszystkie trudy wynagradzają mi dzieciaki – mówi ze śmiechem pan Paweł i przytula całą czwórkę.

Choć od zrzucenia sutanny i powrotu do Polski minęło już sporo lat, bezustannie wraca pamięcią do swojego kapłaństwa.
– Oczywiście, nie ma mowy o powrocie na łono Kościoła, ale moja sytuacja prawna jest nadal bardzo skomplikowana. Po rozwodzie ustała przyczyna suspensy i przynajmniej teoretycznie mógłbym prosić biskupa o powrót do Kościoła – wszak kapłańskich święceń nikt mi nie cofnął – ale takiego cyrku nie będę robić.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 40(396)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: