Ksiądz molestował ministrantów. Kuria odpiera zarzuty

O zarzutach pedofilii wobec ks. Grzegorza K. kuria warszawsko-praska wiedziała od dwóch lat. Nie reagowała. Pozwoliła mu dalej być proboszczem w Tarchominie i opiekować się ministrantami. Broni go nawet po wyroku sądu, który skazał duchownego za molestowanie chłopca.

– Zarzuty te są bez pokrycia. Nie zostały udowodnione, były nieprawdopodobne i dotyczyły dawnych rzeczy – upierał się na piątkowej konferencji prasowej w siedzibie Episkopatu Polski ks. Wojciech Lipka, kanclerz kurii warszawsko-praskiej.

Dziennikarzy zaprosił rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch, który wystąpił w roli moderatora. Głównym tematem miało być oskarżenie o pedofilię dwóch polskich duchownych pracujących na Dominikanie, ale konferencję zdominowały pytania o ks. Grzegorza K., proboszcza parafii pod wezwaniem NMP Matki Pięknej Miłości na warszawskim Tarchominie. Dzień wcześniej historię molestowania przez niego ministrantów nagłośniła telewizja TVN24.

Druga sprawa „bardziej drastyczna”

To sprawa sprzed 12 lat. Wtedy Grzegorz K. był proboszczem innej parafii, w powiecie otwockim. Między majem a lipcem 2001 r. ksiądz miał się dwukrotnie dopuścić czynów lubieżnych w stosunku ministrantów. Wyszło to na jaw dopiero dziesięć lat później. Wtedy jeden z molestowanych opowiedział o swoich przeżyciach psychologowi Markowi Sułkowskiemu, który prowadził jego terapię. Psycholog udał się do kurii warszawsko-praskiej, gdzie rozmawiał z jej kanclerzem ks. Wojciechem Lipką. Był też w Nuncjaturze Apostolskiej. Potem o skrzywdzeniu swojego pacjenta powiadomił prokuraturę. W reportażu TVN były ministrant opowiedział, jak ksiądz zapraszał chłopców do siebie i pokazywał im pornograficzne filmy: „Ja siedziałem przed komputerem, ksiądz stał za mną (…). Ksiądz Grzegorz K. oglądał te filmy i popijał drinka. (…) Po chwili ks. Grzegorz K. znowu mnie przycisnął i pocałował w usta, jak za pierwszym razem, z tym że teraz dłużej. (…) Ks. Grzegorz przy drugim pocałunku polizał mnie jeszcze po szyi i uszach”.

Prokuratura wszczęła śledztwo w listopadzie 2011 r. Do sądu skierowała dwa akty oskarżenia przeciwko ks. Grzegorzowi K. W obu chodzi o pedofilię, czyli – mówiąc językiem prawniczym – „doprowadzenie do obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej” z osobą poniżej 15. roku życia. Pierwszy proces już się zakończył. W marcu tego roku ks. Grzegorz K. usłyszał wyrok roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Nie jest on prawomocny, bo duchowny złożył od niego apelację.

– Sprawa czeka w sądzie odwoławczym na wyznaczenie terminu – mówi prokurator Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Według prokuratury ks. Grzegorz K. częstował też ministrantów alkoholem, ale nie można mu było postawić za to zarzutu, bo to przestępstwo się przedawniło. Wciąż za to toczy się przeciw duchownemu następny proces o czyny pedofilskie. Śledczy twierdzą, że to drugie przestępstwo jest „znacznie bardziej drastyczne”.

Kanclerz idzie w zaparte

Na czele diecezji warszawsko-praskiej stoi abp Henryk Hoser, znany z rygorystycznych sądów moralnych (np. w sprawie aborcji i zapłodnienia metodą in vitro). Mimo protestów parafian z Jasienicy koło Tłuszcza odwołał z funkcji proboszcza miejscowej parafii ks. Wojciecha Lemańskiego, który m.in. krytycznie wypowiadał się o pedofilii w Kościele. Wytykał też, że kuria warszawsko-praska nieodpowiednio reaguje na ten problem.

Teraz okazuje się, że kuria przez dwa lata nie zawiesiła w obowiązkach kapłana z Tarchomina obciążonego zarzutem pedofilii. Nadal odprawiał msze, pracował z młodzieżą i opiekował się ministrantami. Pozostał proboszczem również po wydanym w marcu wyroku skazującym. Kuria odwołała go z tej funkcji dopiero w ostatnią środę, w związku z emisją reportażu w telewizji. Parafianom powiedziano, że proboszcz odchodzi z powodu choroby.

Takie krycie księży pedofilów kończyło się w wielu krajach głośnymi skandalami i doprowadzało do dymisji biskupów. Diecezje musiały wypłacać poszkodowanym wysokie odszkodowania.

Tymczasem na stawiane w piątek przez dziennikarzy pytania, dlaczego kuria warszawsko-praska przez lata niczego nie zrobiła w sprawie ks. Grzegorza K., ks. Wojciech Lipka odpowiadał tak, jakby problem ks. Grzegorza K. w ogóle nie istniał. – Materiały w reportażu mają się nijak do materiału sądowego. A o sprawach sądowych się nie wypowiadam – stwierdził. – Informacje w sprawie księdza wyjaśnialiśmy wewnętrznymi kanałami i zarzuty się nie potwierdziły – szedł w zaparte, nie zważając na głosy dziennikarzy, że przecież zapadł wyrok skazujący.

Pytanie z sali: – Dlaczego proboszcz nie został odwołany zaraz po wyroku sądu [pół roku temu – przyp. red.]?

Ks. Wojciech Lipka: – Ponieważ był na wakacjach.

Dziennikarze: – Czemu nie odsunięto go od pracy z młodzieżą?

Ks. Lipka: – Bo zarzuty dotyczyły spraw z 2001 r.

Dziennikarze: – Dlaczego więc teraz kuria go odwołała?

Ks. Lipka: – Dla dobra sprawy, żeby jej nie eskalować. Również dla dobra księdza, żeby nie był przedmiotem nagonki.

Bp Wojciech Polak, sekretarz generalny Episkopatu Polski, próbował uzasadnić zwłokę abp. Hosera z odwołaniem ks. Grzegorza K. potrzebą „rozeznania sytuacji”: – Ale jeśli są zarzuty, decyzja powinna zapaść jak najszybciej.

Dyskusję spuentował Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej: – Ten ksiądz powinien być zawieszony już w momencie aktu oskarżenia. Nie chcę, żeby państwo wynieśli stąd wrażenie, że taka sytuacja jest w Kościele standardem. Gdzie indziej tak się nie dzieje. Kiedy pojawiają się zarzuty wobec księdza, wszczyna się wstępne postępowanie kanoniczne i powiadamia Stolicę Apostolską. To, co tu słyszymy, jest antystandardem.

[2013.09.28] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: