Ksiądz skazany za pedofilię nie miał zakazu pracy z dziećmi

Sąd nie zakazał ks. Grzegorzowi K. pracy z dziećmi mimo skazania go za pedofilię. Prokuratura o to nie wnosiła. Dlaczego?

Skandal z proboszczem parafii na Tarchominie wybuchł pod koniec zeszłego tygodnia, gdy TVN24 wyemitowała materiał o księdzu. Wynika z niego, że kuria nie zawiesiła go w obowiązkach proboszcza, mimo że przynajmniej od dwóch lat wiedziała o zarzutach przeciwko księdzu. Stało się to dopiero po emisji reportażu.

W 2011 r. o podejrzeniu przestępstw pedofilskich, których miał się dopuścić ksiądz, najpierw kurię, potem prokuraturę poinformował terapeuta Marek Sułkowski. Jednym z jego pacjentów był były ministrant, który służył kiedyś w parafii w Otwocku. Ksiądz Grzegorz K. był tam przed laty proboszczem.

W marcu tego roku sąd skazał księdza na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Prokurator nie wniosła o zakaz pracy z dziećmi. Dlaczego?

– Materiał dowodowy w tej sprawie nie uzasadniał takiego wniosku – mówi jedynie prok. Renata Mazur.

Sąd przy każdym wyroku oprócz kary więzienia czy grzywny może orzec tzw. środek karny. Może nim być np. zakaz zbliżania się do ofiary albo właśnie zakaz wykonywania określonego zawodu. Śledczy tłumaczą: – Gdybyśmy mieli do czynienia z księdzem, który np. uczy religii w szkole, taki zakaz mógłby być uzasadniony. W tym przypadku nie mieliśmy jednak z tym do czynienia.

„Proces dopiero się rozpoczyna”

Proces, który zakończył się w marcu, to jedna z dwóch spraw przeciwko księdzu K. Jak słyszymy w prokuraturze, ta „łagodniejsza”. Wyszła na jaw niejako przy okazji badania zawiadomienia, które złożył terapeuta. Ofiarą nie był pacjent psychologa, ale inny ministrant. Ksiądz, jak czytamy w sentencji wyroku, miał go całować i lizać po uchu. Od tego wyroku ks. Grzegorz K. złożył już odwołanie. Termin rozprawy apelacyjnej nie został jeszcze wyznaczony.

Tymczasem jeszcze w tym tygodniu rozpocznie się proces w drugiej sprawie, którą prokuratura skierowała do sądu przeciwko byłemu proboszczowi z Tarchomina. Dotyczy tego samego okresu (maj-lipiec 2001), też parafii w Otwocku, ale innego ministranta – tego, który później, już jako dorosły mężczyzna, był pacjentem Marka Sułkowskiego.

Choć zarzut jest z tego samego artykułu Kodeksu karnego, to jak mówią prokuratorzy, opis czynu jest o wiele bardziej drastyczny. O jaką karę będzie w tym wypadku wnosić prokuratura? – Jest zdecydowanie za wcześnie, by o tym mówić. Proces dopiero się rozpoczyna – odpowiada prok. Mazur. – O tym, o jaką karę wnosić, prokurator zdecyduje po zakończeniu przewodu sądowego – dodaje.

[2013.10.01] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: