FiM – NIEMIŁOSIERNI

Mamy za sobą trzy tygodnie medialnej „nagonki” na Kościół w związku z podejrzeniami abp. Wesołowskiego i ks. Gila o pedofilię. Cierpliwie słuchałem tego, co przez ten czas mówili biskupi, księża i świeccy komentatorzy. Starałem się usilnie nie wyjść z siebie, a i teraz chcę napisać bez emocji, rzeczowo…

Zacznijmy od pewnej prawidłowości, którą warto zapamiętać. W 98 przypadkach na 100 księża kłamią w sprawach mających wpływ na wizerunek Kościoła. Tymi dwoma wyjątkami, które odnotowałem, są ks. Lemański oraz jezuita Krzysztof Mądel, molestowany w dzieciństwie przez własnego proboszcza. Ci dwaj, widząc festiwal zakłamania w wykonaniu swoich przełożonych i kolegów, złożyli świadectwo prawdzie. Dlaczego? Ponieważ zachowali w kapłaństwie kręgosłup moralny, co jest zaiste wielką sztuką. Inni duchowni kłamią, gdyż chcą dalej pracować. Wystąpienie księdza przeciwko własnej organizacji jest równoznaczne ze śmiercią zawodową, bezrobociem, biedą itd. Na odwrotnej zasadzie byli księża, którym na karierze w tych strukturach już nie zależy – mówią o Kościele prawdę.
Publiczna spowiedź ks. Gila zakończyła – mam nadzieję – szum medialny w jego sprawie. Czy mu wierzę? Nie. Dowody, jakie zebrały „FiM” (od kwietnia do naszej publikacji w czerwcu) na jego temat, są jednoznaczne. Pokrętne tłumaczenie plus rozbiegane oczka zakonnika też o czymś świadczą. Miejmy nadzieję, że normalny, świecki sąd będzie miał sposobność to rozstrzygnąć. Zostawiam też inne, aktualnie upublicznione molestowania dzieci, mężów i uczennic gimnazjów, które „dziwnym trafem” wypłynęły lawinowo dokładnie podczas afery dominikańskiej. To tylko kolejny dowód na to, że takie przypadki dzieją się w Polsce każdego dnia, potrzeba tylko odpowiedniej atmosfery, żeby ofiary, ich rodzice czy inni świadkowie (np. była gospodyni ks. Gila w Polsce, która przez kilkanaście lat ukrywała fakt molestowania przez niego dzieci na parafii w Polsce) nabrali odwagi do mówienia.

O wiele bardziej symptomatyczne i wkurzające jest to, w jaki sposób podchodzi się w publicznych dyskusjach do problemów, które leżą u źródeł molestowania dzieci przez księży. Jak wspomniałem, uczestniczący w nich duchowni, z rzecznikiem ks. Klochem na czele, kłamią z zasady. Niestety, druga strona, czyli dziennikarze, nie mogą w żaden sposób sprostować tych kłamstw, ponieważ nie znają prawdy, tj. realiów Kościoła. Weźmy pytanie, które przewijało się w większości publikacji czy na przykład w TVP Info, po wywiadzie z ks. Gilem: Ilu może być księży pedofilów w Polsce, jaka jest skala problemu? Oczywiście ks. Kloch i inni „czynni” – a także m.in. parlamentarzyści prawicy oraz rzecznik KAI Marcin Przeciszewski, rasowy krzyżak, który mieni się Polakiem – twierdzą zgodnie, że w Kościele papieskim nie ma więcej pedofilów niż na przykład wśród nauczycieli, lekarzy czy trenerów. A nawet że jest ich procentowo mniej; mówią o 12 lub ogólnie „kilkunastu” przypadkach. Powołują się przy tym na publikacje „uznanych mediów”, takich jak „Wyborcza”, „Newsweek” czy „Polityka”. I mają rację, bo tylu ich tam było! To są przypadki, które nie dało się zamieść pod dywan na plebanii lub w kurii i które stały się skandalami na skalę krajową. Tymczasem my, w redakcji „FiM”, na podstawie naszych publikacji naliczyliśmy ponad 60 pedofilów w sutannach w ciągu ostatnich 5 latach. Czy to już wszyscy? Wolne żarty! My również pisaliśmy wyłącznie o przypadkach znanych przynajmniej na forum parafii. Ogromna większość aktów pedofilskich jest wyciszana pokątnie, za pieniądze księdza lub kurii; zwykle po tym, jak ofiara, przeżywając traumę, zaczęła się zwierzać najbliższym. Kościół potrafi być w takich przypadkach baaardzo hojny. Znam wiele takich historii z czasów, gdy byłem klerykiem i księdzem, na przykład z Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie proboszcz zgwałcił kilkuletniego chłopczyka, rozrywając mu odbytnicę. Skończyło się na kilku szwach i kilkudziesięciu tysiącach „do ręki”. Wszystko rozegrało się w kręgu rodziny, proboszcza i kurialistów, a plotki w parafii szybko zaszczekały miejscowe mohery. Tylko wikariusze roznieśli wieść między innymi księżmi. Każde takie odszkodowanie to wielki ból dla kleru, który przywykł brać, a nie dawać. Obecnie też biskupi boją się najbardziej tego, że fala „nagonki” wpłynie na sąd w Koszalinie, gdzie odbywa się bezprecedensowy proces o odszkodowanie od kurii. Oby sędzia był nieczuły na podchody, które niewątpliwie mają tam miejsce… Sama myśl o setkach tysięcy złotych dla każdej ofiary pedofila w sutannie jest dla funkcjonariuszy Krk prawdziwym widmem upadku ich firmy, gdyż oni wiedzą najlepiej, że takich ofiar są tysiące. A kiedy pierwsza z nich dostanie godne odszkodowanie, wtedy reszcie puszczą hamulce. Wspomniany Przeciszewski wprost powiedział, że Kościół w USA może płacić, bo jest bogaty, ale ten biedny polski – w żadnym wypadku. No tak, biskupi musieliby wówczas przesiąść się z mercedesów na golfy, a proboszczowie – chyba na cinquecenta!

Nie mniej naiwne w wykonaniu dziennikarzy i bezczelne w przypadku duchownych są dywagacje lub wprost negacje faktu odpowiedzialności watykańskiej instytucji za przestępstwa seksualne swoich podwładnych. Z relacji ofiar wynika, że stanowisko księdza jest przez niego zawsze wykorzystywane do aktów pedofilskich. Przestępstwo wiąże się więc nieodłącznie z misją powierzoną przez biskupa i kurię. Nawet biedne szpitale płacą za błędy lekarzy, ale przecież kurie płacić nie przywykły. Media, a tym bardziej kler, udają też, że nie wiedzą o tajnej, mafijnej Instrukcji Crimen Soliticationis z 1962 roku (za tydzień omówimy ją w „FiM”) wystosowanej do biskupów całego świata przez Jana XXIII, zwanego „dobrym papieżem”, która sprowadzała karę wykluczenia z Kościoła na tego, kto wiedząc o przestępstwie seksualnym księdza, upowszechni tę wiedzę. Innymi słowy papież, który ma być wyniesiony 27 kwietnia razem z JPII do (wątpliwego) zaszczytu bycia świętym katolickim, nakazywał pod najcięższą w Kościele sankcją do ukrywania przestępców przed odpowiedzialnością karną. Oczywiście dla dobra Kościoła, którego „dobre imię” jest o niebo (to ziemskie) ważniejsze od tysięcy ofiar zboczeńców, które ucierpiały m.in. w związku z tą haniebną Instrukcją.

27 kwietnia papież Wojtyła ustanowił Święto Miłosierdzia Bożego. Tylko dla kogo? Zapewne dla siebie i swego Kościoła. Wątpię jednak, czy jakikolwiek bóg będzie dla nich miłosierny.

[2013.10.17] FaktyiMity.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: