FiM – Klęska proboszcza Złotówy

W mieszkańców Ołdrzychowic chyba diabeł wstąpił. Sprzeciwili się woli plebana… i wygrali!

Ołdrzychowice Kłodzkie – oddalona o 85 km od Wrocławia wieś wyróżnia się starą, urokliwą zabudową, nad którą góruje zamek Oppersdorfów. Jej centrum wyznacza 100-letni budynek przychodni zdrowia, niemal przylegający do kościoła pw. św. Jana. Od blisko 40 lat urzęduje w nim ks. Stanisław Franczak. Miejscowi nie mają o nim dobrej opinii. Łasy na pieniądze, jak to ksiądz, lekceważy biedaków. Sęk w tym, że po zlikwidowaniu zakładów włókienniczych „Lech” – w Ołdrzychowicach mieszkają w większości bezrobotni, którzy podczas mszy raczej patrzą łakomym okiem na zawartość tacy niż do niej dorzucają. Jak tu takich lubić?

Ponadto naród tu hardy, słuchać nie chce sługi bożego, co ten szczególnie boleśnie odczuł w drugiej połowie czerwca. A zaczęło się wszystko od tajemniczego

spotkania na plebanii.

Żeby rzecz zrozumieć, trzeba nawiązać do przedwojennej historii Ołdrzychowic. Rządzący tu hrabia Antoni von Magnisu chodził za sprawnego administratora. Za jego czasów włościanom powodziło się podobno lepiej niż teraz. Graf miał siostrzenicę, Karolinę z rodu Oppersdorf. Ona także z ludem prostym żyła lepiej niż obecny pan i władca – proboszcz Stasiek, jak go tu wołają. Hrabianka była mizernego zdrowia i zmarło jej się przedwcześnie. Szlachetnie urodzony Onkel postanowił uczcić pamięć siostrzenicy budową szpitala dla poddanych. Tak też uczynił, powierzając administrowanie fundacją i lecznicą miejscowemu establishmentowi. W skład kuratorium wszedł m.in. ksiądz rzymskokatolicki. Kolejni przedstawiciele kleru byli tylko PRZEDSTAWICIELAMI Fundacji „Karolina”, z mocy hrabiowskiego zapisu.

Od 105 lat najpierw jako szpital, a potem jako przychodnia, ośrodek zdrowia służy mieszkańcom i stanowi własność kłodzkiej gminy. Nikt nie powie, że „został przez komunę zabrany kościołowi”, bo ta instytucja nigdy nie miała do niego prawa.W budynku przychodni na pierwszym i drugim piętrze do 1991 r. mieszkanie wynajmowały siostry franciszkanki. Jednak po remoncie budynku stwierdziły, że czynsz jest dla nich za wysoki, zwolniły dwa pokoje, kuchnię i łazienkę i przeniosły się do Domu Prowincjonalnego. Zwolnione pomieszczenia postanowiono zagospodarować do celów rehabilitacyjno-leczniczych. Jednakże nie zgadzało się to z intencjami księdza proboszcza. Ten zagrał va banque. Zwrócił się do Komisji Majątkowej w Warszawie, by zechciała ośrodek zdrowia przekazać parafii. Szybko jednak wnioskodawcę uświadomiono, że jest to własność gminy. Tam może dochodzić swoich praw, ale najlepiej by było, gdyby w tych staraniach wsparł go samorząd Ołdrzychowic.

Wielce zdumiała się jedna z mieszkanek, gdy 17 czerwca ujrzała na głównym deptaku wiejskim radę sołecką, zgodnie i w komplecie maszerującą w kierunku plebanii. Zapytała o powód tej pielgrzymki. Sołtys Tomasz Sumera odpowiedział, że „proboszcz ma jakąś sprawę, wezwał ich, no to idą”. Duszpasterz oznajmił gościom prosto z mostu, że właściwie wszystko ma już załatwione w Radzie Gminy Kłodzko i wychodzi na to, że przejmuje administrację nad budynkiem przychodni. Potrzebna mu jest tylko pozytywna opinia rady sołeckiej, że ta zgadza się odstąpić mu prawa do budynku za… symboliczną złotówkę. Jak to księdzu. Rada sołecka pokornie spełniła życzenie dobrodzieja, jednak w jej składzie znalazła się jedna parszywa owieczka, która odmówiła swojego podpisu, a na dodatek ani myślała siedzieć cicho. Rozpaplała wszystko.

We wsi zawrzało

Proboszcz chce nam zabrać ośrodek zdrowia! Taka informacja przetoczyła się jak lawina po chałupach. Ludzie podnieśli krzyk. A w życiu! Już kiedyś chciał zabrać przedszkole! Najpierw weźmie trzy pomieszczenia, a potem całość! Po diabła mu tyle dobra? Na plebanii jest osiem pokoi, zajętych przez proboszcza, jego siostrę (podobno) i bratanicę. Ciasno im?!
– Jak mu jeszcze mało, to niech weźmie ten opuszczony zamek, tam będzie się czuł jak hrabia! – ironizowali ludzie.

Przychodnia przyjmuje rocznie prawie 10 tys. pacjentów, także z sąsiednich wiosek: Romanówki, Rogówki i Żelaznej. Do ich dyspozycji jest lekarz rodzinny, internista, stomatolog, gabinet zabiegowy. Rządy sprawuje tu ciesząca się wielkim autorytetem dr Elżbieta Starostecka. Zadbała o bardzo dobre wyposażenie ośrodka, wyremontowany budynek prezentuje się okazale na tle kościoła (zdjęcie poniżej). Gdyby przychodnia przestała istnieć chorzy ludzie musieliby dojeżdżać do oddalonych o 7 km. Krosnowic. A tam trzeba tygodniami czekać na wizytę u specjalisty.

Nastąpiła pełna konsolidacja wiejskiej społeczności. Na drugi dzień po słynnym zebraniu na plebanii, zebrano 700 podpisów pod protestem i przesłano go na ręce wójta Kłodzka oraz do urzędu marszałkowskiego. Równie błyskawicznie obalono plebańską radę sołeckę z sołtysem na czele „za lizanie dupy księdzu”– jak mówiono. Nowe wybory wygrała Halina Witos. W niedzielę 24 czerwca księżulo zabrał głos z ambony. Ochrzanił wiernych, że kierują się emocjami, a nie rozumem i stąd „wyszedł niepotrzebny ferment”. A on chciał tak dobrze dla parafii. – Kiedy staram się o te kilka pomieszczeń dla kościoła i parafii, to robi się tyle fermentu, zamieszania, przekłamań – krzyczał podczas kazania. – Czynią to ludzie, którzy uważają się za katolików, a nawet przystępują do komunii świętej. Niektórzy zaś niewiele albo w ogóle nic nie mają wspólnego z kościołem. A tym, którzy tak gorliwie zbierali podpisy i jeździli nawet do kurii, nawiasem mówiąc, w rocznicę moich święceń kapłańskich, proponuję zagospodarować niszczejący zamek Oppersdorfów – tam będzie o wiele więcej mieszkań do dyspozycji.

Proboszcz oznajmił jeszcze, że rezygnuje ze starań „o wyżej wspomniane pomieszczenia”(za które chciał hojnie zapłacić złotówkę). Od tego czasu ma przydomek – „Złotówa”.

Nową panią sołtys zapytaliśmy, czy nie obawia się zemsty proboszcza. To dzielna kobieta. Nie na darmo nosi nazwisko Witos. Nie boi się księżowskich pogróżek. Nie chce konfliktów, ale jak będzie trzeba, to postawi się plebanii – zapowiada. A w przychodni będzie prowadzona rehabilitacja, bo taka jest wola ludu – mówi twardo.

No i kłopot, proszę księdza, bo chyba sprawdzi się stare porzekadło, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 33(128)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: