FiM – Nawalona jak zakonnica

Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia, byli zszokowani. Za kierownicą ursusa ujrzeli w sztok pijaną zakonnicę.

Prawie  natychmiast  za  stróżami prawa pojawiło się pogotowie. Lekarz nie  mógł  ukryć  rozbawienia  (widok chrapiącej i pijanej zakonnicy za kierownicą traktora naprawdę był fascynujący). Siostra benedyktynka o pseudonimie Paula, z dowodu osobistego Ewa S., nie była w stanie nabrać powietrza  w  usta,  więc  musiano  zrezygnować  z  badań  alkomatem  i  od  razu pobrano jej krew. Policja zawiozła siostrę do klasztoru.
–  Sprawczyni  kolizji  –  mówi  zastępca komendanta policji w Kamiennej Górze Robert Bajkowski – miała 3,06 promila alkoholu we krwi.

Mniej  radosną  minę  miał  mieszkaniec Jeleniej Góry, który feralnego dnia zatrzymał na chwilę swojego forda  escorta,  aby  kolega  mógł  skorzystać z budki telefonicznej. Wydawało mu się, że okolice sanktuarium w opactwie cystersów w Krzeszowie (woj. dolnośląskie)  będą  najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Nic bardziej mylnego, zwłaszcza że na horyzoncie pojawiła  się  benedyktynka  na  traktorze z zamiarem… odśnieżenia drogi.
– Zważywszy na stan, w jakim się znajdowała  –  powiedział  nam  jeden ze  świadków  wypadku  –  to  cud,  że w ogóle uruchomiła ciągnik. O walce z  zimą  nie  mogło  być  mowy.  Łopata pługu uszkodziła prawe przednie nadkole i zderzak osobowego forda.

Jak udało nam się dowiedzieć, siostra Paula to jedna z nielicznych krzeszowskich benedyktynek (w sumie jest ich 29), które posiadają zezwolenie na prowadzenie pojazdów mechanicznych. Pewnie dlatego toleruje się jej nieszablonowe  zachowanie  za  kierownicą. Nie  był  to  bowiem  pierwszy  przypadek „przestawiania” innych samochodów. Tym razem nie udało się jednak zatrzeć śladów ani nie wezwać policji. Poza  tym,  45-letnia  panna  Ewa  znana  jest  z  tego,  że…  nie  lubi  wylewać
za kołnierz.

Siostrzyczki od lat uchodzą w Krzeszowie za wzór pracowitości. Uprawiają ziemię, wypiekają opłatki, jak również  produkują…  trunki  o  różnej  zawartości alkoholu. Są to zwykle cienkie  winka,  ale  w  klasztorze  pędzi  się również  mocniejsze  nalewki  i  zwalające z nóg „koniaki”. Biorąc pod uwagę  ponad  3  promile  we  krwi  siostry Ewy,  mamy  prawo  przypuszczać,  że zanim wsiadła na ciągnik zaliczyła co najmniej butelkę koniaku.

Do chwili obecnej siostrzyczka nie była przesłuchiwana. Zastępca naczelnika  sekcji  kryminalnej, Krzysztof Wilczek, który nadzoruje sprawę, nie widzi w tym nic dziwnego. My – tak! Zazwyczaj bowiem pijani sprawcy kolizji drogowych są zatrzymywani na policyjnym „dołku” bądź przewozi się ich do  izby  wytrzeźwień.  No  cóż,  komża i habit nie od dziś gwarantują w Katolandzie nietykalność.

Nikt nie wie, gdzie przebywa siostra Ewa. Zakonnice mają na obszarze  Katolandu  znakomite  kryjówki, z  których  nie  wychodzi  się  czasami do końca życia. Ale lepsze to od pierdla, który – zgodnie z prawem – przynajmniej teoretycznie zagraża siostrze Ewie.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 13(2012)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: