FiM – Pestka wagi ciężkiej

Kolejny „perfidny atak” na Kościół. Oto „ludzie na usługach złego ducha” zażądali ukarania księdza, sprawcy pobicia dziesięciolatka. W efekcie matka samotnie wychowująca czworo dzieci wylądowała na bruku…

Ksiądz Jan Pestka, proboszcz parafii św. Mikołaja w Papowie Toruńskim (woj. kujawsko-pomorskie), ma  tyle  tytułów,  że  właściwie  nie wiadomo, jak się do niego zwracać. „Doktorze  teologii  dogmatycznej” czy  lepiej: „cenzorze ksiąg religijnych”? Można też: „kanoniku honorowy Kapituły Kolegiackiej Chełmżyńskiej”, choć nie mniej dumnie brzmi: „profesorze” (wykłada w seminariach duchownych diecezji toruńskiej i bydgoskiej).

Wielu jego parafian nie ma podobnych rozterek, gdyż według nich najwłaściwszy byłby zwrot: „ty łobuzie”…

Anna  Kowalska (personalia matki i pokrzywdzonego chłopca zostały  zmienione)  samotnie  wychowuje  czwórkę  dzieci.  Po  rozstaniu z mężem wynajęła mieszkanie w maleńkiej (niespełna 200 mieszkańców) popegeerowskiej  wsi  Koniczynka. To  tuż  koło  Papowa,  gdzie  jej  10-letni syn Dominik, najstarszy, chodził do drugiej klasy szkoły podstawowej. Religii uczył go ks. Pestka.

Chłopiec  był  dzieckiem  wesołym,  zdrowym  i  niesprawiającym żadnych kłopotów wychowawczych. Był…
–  Do  czasu,  gdy  w  trakcie  lekcji  religii  został  pobity  przez  księdza  –  mówi  nam  jedna  z  nauczycielek.

Anna  dowiedziała  się  o  wydarzeniu  przypadkowo.  –  Proszę  pani, a Dominik dostał od księdza takiego plaskacza, że aż się przewrócił  na  glebę  –  zakomunikowali  jej rówieśnicy chłopca.

Zapytała syna – milczał. Zwróciła  się  do  wychowawczyni.  Ta,  po rozmowach  z  innymi  dziećmi,  potwierdziła „plaskacza” wraz ze skutkami.  Incydent stał się przedmiotem debaty w gronie pedagogicznym, po której katecheta poczuł się lekko  zagrożony.  Przystąpił  do  zacierania śladów:
–  Dwa  tygodnie  później  wyciągnął  Dominika  na  środek  klasy i  szarpiąc  go,  demonstrował  pozostałym dzieciom, że coś im się przewidziało, bo on przecież wcale chłopca nie uderzył, tylko chciał go „odwrócić do tablicy” – relacjonuje nauczycielka.

Tym razem matka nie wytrzymała. Złożyła formalną skargę dyrekcji szkoły w Łysomicach (placówka w  Papowie  jest  jej  filią).  Zapowiedziała, że jeśli proboszcz jeszcze raz dotknie dziecko, zawiadomi nie tylko kurię biskupią, lecz również prokuraturę.

Przypadek Kowalskiej wywołał lawinę. Okazało się, że pretensje mają również inni rodzice, poruszeni namawianiem ich pociech przez ks. Pestkę do krzywoprzysięstwa w sprawie Dominika.

W konsekwencji do biskupa Andrzeja Suskiego wpłynęła petycja z kilkudziesięcioma podpisami osób żądających  odsunięcia  wielebnego od  nauki  religii  oraz  przeniesienia go do innej parafii.

„W życiu nikogo nie uderzyłem. Jestem  ofiarą  podłej  intrygi  uknutej  przez  dyrekcję  szkoły  i  garstkę zajadłych  przeciwników  Kościoła”  – odpowiadał na zarzuty proboszcz. Jak widać, nawet się specjalnie nie wysilał  w  wymyślaniu  usprawiedliwienia – poleciał starym, wyświechtanym tekstem wszystkich księżych pyszałków, pewnych swej bezkarności.  Nie  musiał  się  zresztą  wysilać, bo przecież nie był sam:

„Osoby podpisane pod petycją to głównie osoby żyjące w związkach niesakramentalnych oraz rozwiedzione.  Są to ludzie na usługach złego ducha” – wsparł go aktyw parafialny w liście do kurii.

Hanna  Rucińska,  dyrektorka Zespołu Szkół nr 1 w Łysomicach, zareagowała jak na pedagoga przystało.  Poinformowała  biskupa  toruńskiego,  prowadziła  mediacje z katechetą i rodzicami, wielokrotnie rozmawiała z Kowalską, oferując  pomoc  psychologiczną  dla  Dominika.

Okazało się bowiem, że taka pomoc stała się dziecku bardzo potrzebna…
–  Koniczynka  jest  specyficzną wsią. Przeważnie starzy ludzie rozpamiętujący złote czasy PGR-u.  A teraz? Sklep, wyprawa do kościoła,  wysiadywanie  przed  domem  na ławeczce…  Kowalska,  energiczna  i twarda babeczka, kłuła w oczy. Była  tam  obca,  mieszkała  raptem  od roku i już się jej ksiądz nie spodobał. Straszna zbrodnia!  Gdy  jeszcze  ordynariusz  cofnął  Pestce  misję  kanoniczną  do  pracy  w  szkole, całą  winą  obarczyli  Kowalską.  Zaczęli jej dokuczać, a najbardziej odczuły to dzieci – ujawnia nam policjant z Łysomic.

Anna niechętnie potwierdza:
–  O  podłych  anonimach  nie wspomnę…  Zresztą  nie  tylko  listy dostawałam. Kobieta, która jest szefową miejscowego Caritasu, oświadczyła  bez  ogródek,  że  jeśli  nie  odstąpię  od  oskarżeń  wobec  księdza, spotka mnie coś złego. Najgorzej było z dziećmi. Ludzie przeganiali Dominika  z  podwórka,  zaczął  wracać do domu z płaczem, bo mu grozili, mówili,  że  to  przez  niego  księdza spotkała krzywda. Nie chciał żadnego  prezentu  pod  choinkę.  „Jestem za  głupi,  nie zasłużyłem, żeby coś dostać od Mikołaja”, powiedział.

A nauczycielka dodaje:
– Dominik, co mu się nigdy wcześniej  nie  zdarzało,  potrafił  wyjść z lekcji pod pretekstem pójścia do ubikacji,  po  czym  wspiąć  się  na wysoki  kasztanowiec  rosnący  na dziedzińcu szkoły. „Nikt mnie tu nie lubi, więc chcę się powiesić”, tłumaczył  później.  Innym  razem wyskoczył  przez  okno  z  wysokości prawie dwóch metrów.

Psycholog  rozpoznał  silną  depresję.  Jej  konsekwencją  stał  się indywidualny,  pozaszkolny  tok  nauczania dziecka i terapia lekami psychotropowymi.

Księdzu, oczywiście, nic się nie stało. Żeby zejść z oczu, wybrał się na krótki „urlop zdrowotny”, zaś po powrocie powiedział podczas mszy: „Przepraszam wszystkich, którzy poczuli  się  urażeni  i wybaczam  zło,
którego sam doznałem”.

Łaskawca poszedł w swojej szlachetności jeszcze dalej…
– Zorganizował specjalne zebranie,  podczas  którego  prosił  parafian,  zwłaszcza  tych  z  Koniczynki, żeby  już  więcej  nie  dokuczali  Kowalskiej i jej dzieciom. Zamiast ostro napiętnować to draństwo, tłumaczył, żeby ludzie poszli jego śladem, wszak on  wybaczył  –  relacjonuje  nam mieszkanka Papowa.

Jaki był efekt?
Właściciel mieszkania wypowiedział  Annie  umowę  najmu,  a  że  w  okolicy  nie  znalazła  lokum  na swoją  kieszeń  i  liczbę  potomstwa, musiała się wynieść aż do Torunia, choć  jej  8-letni Tomek uczęszczał w Papowie do „zerówki”, zaś tamtejsi nauczyciele wciąż muszą dojeżdżać do Dominika.

Kowalska mieszka teraz w budynku gospodarczym, pozbawionym bieżącej  wody  i  łazienki.  Te  „luksusy” pochłaniają  połowę  jej  pieniędzy z alimentów oraz pomocy społecznej.

Ksiądz żyje jak pączek w maśle, a wieś odetchnęła, że sprawiedliwości stało się zadość…

Akty agresji ze strony księży – wybrane incydenty

# Robert G. uczeń klasy Id gimnazjum w Prostkach k. Ełku został zaatakowany przez katechetę ks. Dariusza Ł. – wikariusza miejscowej parafii św. Antoniego. Chłopak był na tyle przytomny, że oddał;
# ks. Dariusz L., wikary parafii Świętego Wojciecha w Jaworznie, nogą od krzesła uderzył dwunastoletniego Damiana  J. ze  Szkoły  Podstawowej  nr  12  w  Sosnowcu.  Dzieciak  twierdził,  że  wcześniej ksiądz wymyślał mu od „downów”, „pedałów” i „nieochrzczonych debili”;
# komisja dyscyplinarna przy MEiN odrzuciła wniosek rzecznika dyscypliny dla nauczycieli przy wojewodzie lubelskim o zwolnienie z pracy ks. Romana K. Tym samym duchowny nadal może nauczać religii gimnazjalistów w Strzyżowie. Wcześniej sąd warunkowo umorzył postępowanie wobec katechety ze  względu  na  „znikomą  szkodliwość  społeczną”  bicia  uczniów,  zobowiązując  ks.  K.,  by  zapłacił  jednemu  z  poszkodowanych  500  zł  (za  bicie  pięścią  po  głowie),  a  drugiemu  (popchnięty,  rozbił  głowę o kaloryfer) – 1,5 tys. zł odszkodowania;
# sąd w Złotoryi, uznając winę 51-letniego ks. Franciszka W., proboszcza parafii w Pielgrzymce (woj. dolnośląskie), umorzył warunkowo (na okres 2 lat) postępowanie karne przeciwko katechecie oskarżonemu o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad przedszkolakami podczas lekcji religii. Zdaniem prokuratury, „bił je, ciągnął za uszy, polecał dzieciom zdejmować odzież, w tym bieliznę ich kolegom, ciągnął leżące dziecko po dywanie, a do wymierzania kar cielesnych służyła księdzu półmetrowa laska gimnastyczna”.Sąd drugiej instancji (w Legnicy) całkowicie oczyścił księdza z zarzutów, gdyż „nie popełnił przestępstwa i jego działanie miało na celu ukaranie przedszkolaków, a nie ich bicie”;
# dziewczynki w wieku 9–10 lat zrywały kwiatki w ogrodzie parafii św. Jacka w Piotrkowie Trybunalskim.  Proboszcz ks. Włodzimierz K. przywołał  je  do  porządku,  tłukąc  ich  głowami,  jedną  o  drugą, i poprawiając siarczystym policzkiem. „Do tej sytuacji by nie doszło, gdyby interweniująca na policji matka interesowała się tym, co wieczorem robi jej córka” – wyjaśnił;
# prokuratura  w  Tarnowie  postawiła  przed  sądem  ks. Władysława  P.,  proboszcza  parafii  w  Czchowie (woj.  małopolskie).  Jest  oskarżony  o  pobicie  ucznia  podstawówki  i  naruszenie  nietykalności  innego nastolatka. Z ustaleń prokuratury wynika, że na lekcji religii ksiądz podszedł do dwóch głośno zachowujących się chłopców, chwycił ich za ramiona i zderzył głowami. Jedno z dzieci doznało poważnych obrażeń.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 18(322)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: