FiM – Ręka prawie boska – cd.

Mirosław B., proboszcz parafii św. Jadwigi w Bojanie (woj. pomorskie) i pupil lokalnej hierarchii, stracił kontrolę. Nad sobą.

W trzy lata postawił kościół, z parafii  w Dortmundzie  przywiózł organy, ludziom ze wsi zorganizował wyjazd do Rzymu,  żeby  na własne oczy zobaczyli grób Jana Pawła II, na 10-lecie parafii zaprosił Arkę Noego, a na zapleczu kościoła otworzył przedszkole.  Zdarzyło mu się jednak pobić podopiecznego na koloniach. Była nawet obdukcja i zgłoszenie na policję, ale sąd, choć uznał wówczas winę ks. Mirka, sprawę warunkowo umorzył. Mirosław B. mógł się nadal cieszyć mianem dobrego, wręcz wzorowego kapłana.

Do czasu aż znowu usłyszał prokuratorskie zarzuty… 5 grudnia 2009 roku 15-letnia uczennica lokalnego gimnazjum odebrała najważniejszą katechezę w swoim życiu – dowiedziała  się,  co  to  znaczy  katolicka moralność. Stało się to na plebanii u księdza kanonika B., gdzie stawiła się późnym popołudniem. Miała to być duszpasterska rozmowa, a że się specjalnie nie kleiła, ksiądz zaproponował koniak, później wódkę (por.  „Ręka  prawie  boska” – „FiM” 18/2010). Gdy już dziewczyna była dostatecznie rozluźniona, zaczął wypytywać o inicjację seksualną  i zaproponował  „pogadanki” w każdą sobotę.
– Zaczął mnie obmacywać, obejmował,  próbował  całować.  Wyrywałam się, ale nie puszczał. Prawie krzyczałam, że nie chcę i żeby mi tego nie robił. Dopiero wówczas dał spokój i zdołałam się uwolnić – tak przebieg  zdarzeń relacjonowała nam 15-latka. Kiedy stawiła się w domu, wciąż oszołomiona wypitymi na plebanii procentami, rodzice osłupieli. Jeszcze bardziej – gdy  opowiedziała, co się stało. Mimo że szanowany proboszcz przekonywał,  że to wyłącznie imaginacja nastolatki, oni uwierzyli córce i rzecz zgłosili na policję. Sprawa trafiła  do prokuratury,  która  postawiła proboszczowi zarzuty doprowadzenia przemocą, groźbą lub podstępem do poddania się innej czynności seksualnej oraz rozpijania małoletniego. Mirosław  B.  w zamian  za 10  tys.  zł poręczenia  majątkowego  przebywał (i przebywa) na wolności. Sławoj Leszek Głódź zdecydował  o miesięcznym  urlopowaniu  podwładnego,  co nie  miało  większego  znaczenia,  bo ksiądz  Mirek  i tak  urzędował  w parafii, odprawiał msze i sprawował pozostałe duszpasterskie obowiązki.

W tym czasie dziewczynę zbadała biegła psycholog. Orzekła, że jest wiarygodna, a jej relacja odpowiada faktycznemu przebiegowi wydarzeń na plebanii. 3  sierpnia 2010  r.  rozpoczęła się sprawa przed Sądem Rejonowym w Wejherowie. – Tylko ja i ksiądz  wiemy,  co  się  stało.  A sąd osądzi, kto mówi prawdę. Chcę, żeby stało się to jak najszybciej – mówiła wówczas „FiM” nastolatka.

Niespełna  rok  później  decyzją niezawisłego sądu Mirosław B. został uznany za winnego molestowania  i rozpijania  dziewczyny,  skazany na rok i cztery miesiące pozbawienia  wolności  w zawieszeniu  na 4  lata, 2  tys.  zł  grzywny  oraz  dwuletni zakaz prowadzenia działalności związanej z wychowaniem i katechizacją małoletnich.

Wyrok wciąż nie jest prawomocny, jednak ks. Mirek – decyzją metropolity  Głódzia – z posady proboszcza  wyleciał.  Został  urlopowany do czasu całkowitego wyjaśnienia  sprawy  – jak  informują przedstawiciele kurii.

Teraz kolejna sprawa czeka na wyjaśnienie, bo proboszcz B. znów stał się klientem wejherowskiego wymiaru  sprawiedliwości. Tym razem dlatego, że w czerwcowy niedzielny poranek został w Czymanowie (gmina Gniewino) zatrzymany do rutynowej kontroli przez drogówkę. Pewnie musiał  wcześniej  topić  smutki,  bo miał w wydychanym  powietrzu 0,3 promila alkoholu. Dalej już nie pojechał. Funkcjonariusze zatrzymali zarówno prawo jazdy, jak i samochód nietrzeźwego kapłana. O tym, na jak długo  zostanie  mu  odebrane  prawo jazdy, niebawem zdecyduje sąd.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 28(593)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

<span>%d</span> blogerów lubi to: