Wielebne gacie

Księdzu wolno nawet wtedy, gdy mu nie wolno.

– Dlaczego przebywa pan z dziećmi? Ma pan sądowy zakaz pracy z nieletnimi – pytam księdza.
– Ja nie widzę dzieci. Jestem ślepy (śmiech). I z nimi nie pracuję. Ja tu mieszkam – odpowiedział, podciągając majtki.
Były proboszcz parafii w Bojanie ks. Mirosław Bużan spaceruje po ośrodku w majtkach, choć upału nie ma. W ośrodku Tyberiada w Nadolu przez cały rok przebywają dzieci. Grupy kolonijne, oazowe, zielone szkoły, obozy. Ludzie z okolicy mówią, że Bużan zawsze spaceruje w gaciach przy dzieciach.

Sam na sam z Olą
Ks. Bużan został skazany prawomocnym wyrokiem za pedofilię i deprawację. 15-letnią Olę najpierw upił, a potem molestował seksualnie. Dostał 16 miesięcy w zawieszeniu na 4 lata oraz zakaz pracy z dziećmi.
Proboszczem w Bojanie już nie jest, choć był nim przez 2 lata po zdarzeniu z dziewczynką. Wciąż jest dyrektorem Katolickiego Ośrodka Kolonijnego Tyberiada w Nadolu koło Wejherowa. Jest to również dom rekolekcyjny, w którym odbywają się dni skupienia, oazy, roraty i rekolekcje. Cały czas ma bliski kontakt z dziećmi.
Ola przygotowywała się do bierzmowania.
– Kazał przychodzić tylko do niego, nie pozwolił zajmować się przygotowaniem wikaremu – mówi koleżanka Oli. – Mieliśmy przychodzić na plebanię po dwie.
15-latka była zbuntowana. Nie radziła sobie z zakazami i nakazami w domu, gdzie były jeszcze 4 dziewczyny. Podczas spowiedzi powiedziała, że jest grzeszna, bo miała myśli samobójcze. Chciałaby mieć ładniejsze nogi, a miejsce, gdzie mieszka, co drugi dzień wydaje jej się obleśną dziurą na końcu świata.
Bużan od dawna łasym okiem patrzył na Olę. Śliczna dziewuszka. I z problemami…
– Przyjdź wieczorem do mnie, to porozmawiamy. Pomogę ci – powiedział. Dał jej na karteczce numer telefonu.
Ola wiedziała, że jak ksiądz każe przyjść, to trzeba iść. Poszła ok. 19.00, po mszy.
Ksiądz był miły. Od razu zaczął przygotowywać drinka.
– Nie chcę – powiedziała, zdając sobie sprawę, że w domu nie przejdzie picie alkoholu.
– To nic takiego. Słabiutkie. To jak lekarstwo – namawiał proboszcz. – Ze mną się nie napijesz? Z księdzem?
Wypiła. Zaraz zachciało jej się spać. A ksiądz zaczął się dziwnie zachowywać. Na siłę posadził ją sobie na kolanach. Wciskał jej ręce pod bluzkę. Całował po szyi. Zsunął ubranie i głaskał. Chciała uciec, ale ją trzymał. Zaczęła protestować, prosić żeby przestał.
– Czego się boisz? Nic złego ci nie zrobię, to normalne. To nic takiego. Każdy dorosły tak robi.
– Tak nie wolno. To grzech.
– Jaki grzech? Boisz się Boga?
– No pewnie. On na to nie pozwala.
– Głupia. Boga nie ma. Nie masz się czego bać. Bóg cię ani nie ukarze, ani ci nie pomoże. Boga nie ma! Jestem tylko ja i tylko na mnie możesz liczyć.
Wreszcie dziewczyna zaczęła płakać. Chciało jej się wymiotować. Myślała o ucieczce, ale nogi miała jak z waty.
Gdy wreszcie się wyrwała i uciekła, ks. Bużan zadzwonił do jej rodziców. Odebrała matka.
– Dzwonił ksiądz. – Kobieta podeszła do męża i starała się mówić spokojnie. – Mówi, że Ola wyszła z plebanii, ale była jakaś dziwna, chyba pijana. Powiedział, że pobiegła do lasu. Radził, żebyś poszedł jej szukać.
Ola nie wie jak doszła do domu. Znów zwymiotowała i straciła przytomność. Zdążyła jednak opowiedzieć rodzicom, że to ksiądz dał jej alkohol. Powiedziała też, że ją macał i całował, trzymał mocno, straszył i zmuszał do posłuszeństwa. Po drodze z płaczem zadzwoniła do nauczycielki, do której miała zaufanie. Opowiedziała, co robił ksiądz. Gdyby wtedy wiedziała, jak ją wieś potraktuje, trzymałaby wszystko w tajemnicy. Jak inne dziewczyny…

Dobrzy ludzie u rodziców
Dom rodziców Oli zaczęli odwiedzać mieszkańcy wsi i ludzie im nieznani. Jedni nakłaniali tylko do tego, by nikomu o tym nie mówili. Żeby wycofali sprawę z prokuratury. Przecież wszyscy wiedzą, jaki jest Bużan, ale tak od razu do prokuratora? Inni straszyli. Mówili, że rodzina Oli nie będzie miała życia w wiosce. Zadzwonił też do nich ksiądz z Kielna Franciszek Rompa, przełożony Bużana. Powiedział, że pomoże.
Pojechali pełni nadziei. Też kazał im wycofać sprawę. Miał przygotowane oświadczenie, że Ola wszystko zmyśliła.
– Nagadał, żeby zostawić księdza Mirosława w sutannie, zaczął płakać, namawiać: podpiszcie, wycofajcie. Powiedzieliśmy, że się zastanowimy.
Straszył jednak Olę ogniem piekielnym: – To, co rozpętałaś, już nigdy nie przycichnie.
– Ja namawiałem? Rozpoczynamy rozmowę od kłamstwa i fantazji… Przecież byłbym przestępcą. Gdybym robił takie rzeczy, nie mógłbym być księdzem – odpowiedział Rompa na pytanie, kto mu kazał zmusić rodziców do podpisania oświadczenia.
Potem przyszła żona sołtysa i sam sołtys. Przychodzili też inni mieszkańcy wsi. Czasem zaczynali: – Teraz na nas padło…
Widać, że było im głupio, że przychodzą. Patrzyli w podłogę, a nie w oczy rodzicom dziewczyny.
Inni kazali wycofać oskarżenie. Żona byłego wójta, niektóre nauczycielki. Najbardziej nachalna była Halmanowa. Ta, co stroi kwiaty w kościele. I Dziecielska, co uczyła religii. Ola była też zaczepiana w szkole.
– Co ty odpierdalasz? – zapytała ją katechetka Franciszka Korbolewska, żona sołtysa. – W pysk za to powinnaś dostać. Sama ci wpierdolę.
I choć przerażona dziewczyna zgłosiła to na policję, policjanci nawet nie przyjęli zgłoszenia. Powiedzieli, że są za mali na Bużana.

Siostrzeniec z kolegą
Ale reszta nauczycieli wspierała dziewczynę. W internecie wrzało. Przedstawiciel kurii na Fronda.pl: Obecna histeria jest sztucznie rozdmuchana, by zdyskredytować Kościół. Nie zaprzeczam, że molestowanie istniało, ale… po pierwsze, nie było tak powszechne, jak się sugeruje, a po drugie, wykorzystywanie seksualne, które kiedyś było czymś normalnym i powszechnie stosowanym, dopiero obecnie stało się zbrodnią – na skutek lewackiego skrzywienia w postrzeganiu świata. Zresztą nie ma żadnego rozróżnienia pomiędzy cierpieniem molestowanego dziecka a Kościołem, bo poprzez to cierpiące dziecko cierpi Kościół.
Bużan zaczął wojnę, skoro rodzice dziewczyny byli nieposłuszni. Biegał do mediów. Opowiadał, jaki jest biedny. Fotografowano go, jak zgnębiony chodzi po gdyńskiej plaży. I kombinował. Nakłonił siostrzeńca i jego kolegę, aby przynieśli nagrania, w których dziewczyna mówi, że wszystko wymyśliła. Bużan przyniósł do prokuratury taśmy z nagraniami. I oskarżył Olę.
Okazało się, że nagrania były spreparowane. Głos na taśmach nie należał do dziewczyny. Siostrzeniec szedł w zaparte, ale na okazaniu nie poznał Oli. Jego kolega od razu przyznał, że kłamał i że to nie Ola jest nagrana, a Bużan miał mu to wynagrodzić. Teraz powinno się zacząć postępowanie przeciwko księdzu, ale prokurator Aleksandra Badtke zgubiła 4 zmanipulowane taśmy i nie ma dowodów na to, że ksiądz mataczy, preparuje dowody i rzuca fałszywe oskarżenia.

Samotnie do Brazylii
Teoretycznie ks. Bużan był gospodarny.
– Moja ciotka brała na siebie dla niego kredyt – mówi jedna z mieszkanek Bojana. – Jako jedna z wielu.
– Ściągał lewe samochody, handlował nimi – mówi inny mieszkaniec.
W styczniu zaraz po kolędzie wyjeżdżał na 2 tygodnie do Brazylii. Brał kolorowe koszule.
Bużan zbudował kościół. Dopóki świątynia nie była gotowa, kościelny raz w miesiącu zachodził do każdego i pobierał datek budowlany – wszystko skrupulatnie odnotowywane w notesie: kto, kiedy i ile. Za ślub od swoich proboszcz liczył 400 zł, od obcych 600, a bywało, że trzeba zapłacić i 3000. Był jeden warunek: panna młoda nie mogła mieć odkrytych ramion, a za dekorację kościoła trzeba było zapłacić znajomej księdza.
Zawsze otaczał się dziećmi.
Przy parafii św. Królowej Jadwigi w Bojanie działa przedszkole katolickie. Co roku Bużan organizuje kolonie dla dzieci w ośrodku Tyberiada nad Jeziorem Żarnowieckim. Chociaż mu nie wolno… 3 lata temu pobił tam kolonistę. Sprawa trafiła do sądu, zakończyła się umorzeniem, ale z orzeczeniem o winie.
Bo Bużan szybko się wkurza.
– Dostaje normalnie piany – mówi mieszkaniec wsi.
2 razy złapano go pijanego za kierownicą.

Oko w oko z klechą
Obecnie ks. Bużan cały czas przebywa w Tyberiadzie. Wśród dzieci.
– Pan jest pijany. – Widzę, czuję i słyszę.
– Jestem u siebie – odpowiada ksiądz.
– Dlaczego chodzi pan w samych majtkach przy dzieciach?
– Jesteś kretynką! Jesteś szambem! Śmierdzi od ciebie na kilometr! – krzyknął, otarł pianę z ust i podciągnął majtki.
Bużan nadal jest członkiem elitarnej Kapituły Kolegiaty Staroszkockiej powołanej przez metropolitę gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. Kapitułę powołał Głódź po przeniesieniu swojej siedziby z gdańskiej Oliwy do dzielnicy Stare Szkoty. Zamieszkał w dworku sąsiadującym z parafią św. Ignacego Loyoli, która została podniesiona do rangi kolegiaty. W kwietniu arcybiskup powołał kapitułę tej kolegiaty – ma być głosem doradczym i moralnym Kościoła.
Nikt w kurii nie chce powiedzieć, dlaczego skazany za pedofilię ksiądz wciąż przebywa z dziećmi.

[2013] Tygodnik „NIE” Nr 26/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: