Księdzu z milionami się upiekło. Nie zapłaci gigantycznego podatku

Opolski duchowny skazany na zapłacenie niemal 2 mln zł podatku za nieujawniony dochód wystąpił o kasację wyroku, argumentując, że wyrok na niego narusza konkordat. I wygrał. Bo Trybunał Konstytucyjny uznał część przepisów podatkowych za niezgodne z konstytucją

NSA zdecydował uchylić decyzje Urzędu Kontroli Skarbowej i późniejszą Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o konieczności zapłacenia przez księdza 1,88 mln zł podatku za to, że nie wykazał, skąd posiada 2,5 mln zł.

– Decyzja NSA oznacza, że sprawa jest zamknięta, a mój klient oczyszczony z ciążących na nim zarzutów – cieszy się mec. Mariusz Orliński, pełnomocnik duchownego.

Tajemnicze tłumaczenia

Sprawę kapłana Bernarda K. „Gazeta” opisała jako pierwsza. Przypomnijmy, że urząd skarbowy natrafił na księdza przypadkiem, gdy prześwietlał działalność pewnego biznesmena. Ten zeznał, że rozkręcił firmę za gotówkę od księdza K. z Opolszczyzny. Urzędnicy zapukali więc do drzwi jednej z podopolskich parafii, gdzie K. był proboszczem. Ksiądz potwierdził znajomość z biznesmenem. Potwierdził również, że przekazał mu 2,5 mln, a trzy lata później je odebrał.

UKS przyjrzał się deklaracjom podatkowym księdza, z których nijak nie wynikało, jak ten mógłby dorobić się 2,5 mln. A skoro ksiądz nie mógł wykazać, skąd wziął pieniądze, to zdaniem UKS powinien zapłacić podatek „od przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach dochodu”.

Proboszcz się odwołał. Podczas kolejnych rozmów ze skarbówką opowiedział o innym biznesmenie, który w tajemnicy poprosił go o przechowanie pieniędzy. Nie ma na to jednak żadnego dokumentu. Wskazanego przez kapłana biznesmena nie można było przesłuchać, bo zmarł parę lat wcześniej. „Gazeta” dotarła do żony biznesmena. Ta zaprzeczyła, by jej mąż miał kiedykolwiek tak duże pieniądze.

Ksiądz na to, że nic więcej nie powie, bo obowiązuje go tajemnica spowiedzi, jako że pieniądze zostały mu powierzone właśnie podczas spowiedzi. I nadal odmawiał zapłacenia podatku.

To naruszenie konkordatu?

UKS skierował więc sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Tam podczas procesu toczącego się za zamkniętymi drzwiami (pierwszy raz od wielu lat WSA wyłączyło jawność procesu) sąd zgodził się z argumentami fiskusa i we wrześniu ubiegłego roku nakazał księdzu zapłacić podatek – 1,88 mln zł.

Ostatnią szansą duchownego było złożenie do Naczelnego Sądu Administracyjnego skargi kasacyjnej. Pełnomocnik księdza domagał się w niej uchylenia wyroku WSA. Jednym z kluczowych argumentów, na który się powoływał, było naruszenie i przez fiskus, i przez sąd konkordatu, który zapewnia rozdzielność Kościoła od państwa, ale jednocześnie jest również gwarancją poszanowania odrębnego, kościelnego prawa.

– Ksiądz zobowiązany jest do przestrzegania Kodeksu prawa kanonicznego, który mówi o bezwzględnym przestrzeganiu tajemnicy sakramentalnej – zaznaczył prawnik kapłana. Uważa, że i fiskus, i sąd pominął te wymogi, zrzucając na księdza ciężar udowodnienia swojej niewinności, choć ten przez obowiązującą go tajemnicę spowiedzi nie mógł się bronić.

Ksiądz miała farta

Tymczasem w chwili, gdy ta skarga kasacyjna trafiła do NSA, Trybunał Konstytucyjny – na wniosek zupełnie innej osoby, rozstrzygał o tym, czy przepisy o opodatkowaniu dochodu niezgłoszonego przez podatnika są zgodne z konstytucją. Pod koniec lipca TK uznał, że część przepisów jest niekonstytucyjna i godzi w prawa obywateli.

To stwierdzenie Trybunału miało bezpośredni wpływ na decyzję w sprawie opolskiego duchownego. Dzięki zmianie przepisów NSA uchylił poprzednie decyzje i zamknął ciągnącą się od trzech lat sprawę.

– Stało się tak przede wszystkim dlatego, że Trybunał uznał, iż działania skarbówki nie pozwalają podatnikowi na pełną swobodę i przestawienie wszystkich argumentów. Bowiem dotychczas pod uwagę brano jedynie dochody aktualne i do pięciu lat wstecz, ale nie więcej, uznając, że starsze kwestie finansowe uległy przedawnieniu. Urzędnicy skarbówki uznali, że skoro K. jako duchowny zarabiał nieco ponad tysiąc złotych, to nie ma sensownego uzasadnienia co do tego, skąd miał tak dużą sumę. Taki pogląd sprawiał, że – kolokwialnie rzecz ujmując – ksiądz K. miał ograniczone prawo do obrony – twierdzi mec. Orliński.

Dodaje również, że po decyzji Trybunału NSA uchylił wcześniejsze decyzje wobec duchownego. Wyrok jest prawomocny. – Żałuję jedynie, że NSA w uzasadnieniu ustnym nie odniósł się do poruszanych przeze mnie kwestii konkordatu. Być może odniesie się do nich w uzasadnieniu pisemnym – dodał prawnik.

Ksiądz Bernard K. nie jest już proboszczem w parafii, w której – jak utrzymuje – przyjął na przechowanie pieniądze od śląskiego biznesmena. Kuria zdecydowała o jego przeniesieniu już po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

[2013.11.14] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: