FiM – Złe towarzystwo

Jeszcze nie ucichł skandal pedofilski w Dominikanie z udziałem polskich duchownych, a już tli się lont kolejnej bomby „eksportowej”…

Sprawa dotyczy księdza Pawła B. (47 l.) ze zgromadzenia zakonnego o wdzięcznej nazwie Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej, którego członkami mogą być wyłącznie Polacy bądź urodzeni w innych krajach obywatele polskiego pochodzenia.

Ksiądz Paweł od kilku lat pracuje w Hiszpanii. Stacjonował do niedawna w Alcalá de Henares pod Madrytem, skąd przeniesiono go na posadę wikariusza nowo powstałej parafii w miejscowości Torrevieja. W połowie października 2013 r. został przerzucony do Los Montesinos, gdzie kuratelę nad nim objął chrystusowiec ks. Andrzej Glanc – delegat Episkopatu pełniący funkcję głównego koordynatora duszpasterstwa polskiego w Hiszpanii.

Roszady personalne dokładnie zbiegły się w czasie z ciężkimi zarzutami formułowanymi przez grupę naszych rodaków żyjących w okolicach Madrytu. W pismach do władz zgromadzenia (wiemy co najmniej o trzech) oskarżali kapłana o zachowania pedofilskie.

Dotarliśmy do tych listów. Oto co twierdzą ich autorzy:
# Podczas pobytu w Alcalá de Henares ks. Paweł „organizował spotkania w prywatnych domach i na plebanii. Pokazywał 12–14-letnim chłopcom filmy pornograficzne w komputerze, a następnie, obnażając swoje narządy płciowe, namawiał pozostałych do ściągania spodni i oglądał ich narządy, mówiąc: „Jak ci stoi, to jesteś zdrowy i jesteś w porządku”. Z relacji dzieci wynika, że takich spotkań było wiele, a trwały do czasu, aż ksiądz został przyłapany przez osoby dorosłe na gorącym uczynku”;

# Tę wersję wspiera „świadectwo matki”: „Zobaczyłam, że chłopcy mają opuszczone spodnie i odkryte genitalia. Ksiądz Paweł również miał swoje na wierzchu. Ziemia mi się usunęła spod nóg, bo nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam i usłyszałam we własnym domu. Krzyknęłam:
»Ksiądz, natychmiast wyjdź do kuchni!«. Jeszcze przy mnie w kuchni zapinał spodnie. Wyrzuciłam go z domu, bo chciał wrócić i pożegnać się z pozostałymi”.
– Są to oczywiście pomówienia. Moi przełożeni zakonni rozmawiali już z hiszpańskimi biskupami. Chodzi praktycznie o jedną kobietę, która ma prawdopodobnie słabą psychikę. Jakąś depresję schizofreniczną.
Zgłosiliśmy rzecz prawnikowi, bo w dzisiejszym klimacie tego typu spraw wokół Kościoła muszę zacząć się bronić. Trochę mi szkoda tej kobiety i jej syna, ale przecież to ja jestem pokrzywdzony. Zbieramy materiały, które dostaję z powrotem od adresatów skarg, i działamy też kanałem policyjnym. Tutaj były spotkania w parafiach, gdzie prowadzimy posługę, i wszystko zostało wyjaśnione. Ludzie mówią, że to już stało się nudne, w każdym razie napięcie opadło i nic złego się nie dzieje – zapewnił „FiM” ksiądz Paweł.

Według działacza Stowarzyszenia „Polonica” z Alcalá de Henares wiarygodność zarzutów badał generał zakonu ks. Tomasz Sielicki podczas przeprowadzonej na przełomie 2011 i 2012 roku wizytacji placówek chrystusowców w Hiszpanii.
– Podobno nic konkretnego na ks. Pawła nie znalazł. Trudno mi ocenić, ile prawdy jest w tych oskarżeniach, bo ksiądz był tu bardzo eksponowany jako opiekun amatorskiego zespołu piłkarskiego, więc mógł też paść ofiarą pomówień wynikających z zawiści. O ile mi wiadomo, nikt oficjalnie nie zawiadomił prokuratury. Ludzie boją się kłopotów i nie chcą występować przeciwko duchownemu pod nazwiskiem. Zwłaszcza ci pracujący „na czarno”, bez zalegalizowanej sytuacji. Coś jednak musiało być na rzeczy, skoro zakon ewakuował go w trybie wręcz ekspresowym. Dodatkową poszlaką jest fakt, że ks. Andrzej Węgrzyn (poprzedni szef Pawła B. –dop. red.) już od dawna nie pozwalał mu prowadzić ani mszy dla dzieci, ani katechezy – zauważa nasz rozmówca.

Ogólnoświatowa centrala chrystusowców mieści się w Poznaniu (na zdjęciu). Wspomniany ks. Sielicki (z lewej) rządził zakonem od września 2007 r. do lipca 2013 r. Przejął ster od ks. Tadeusza Winnickiego (z prawej), który przez 12 lat nieprzerwanie stał na czele Towarzystwa. Obecnie zgromadzeniem dowodzi generał ks. Ryszard Głowacki (57 l.), do niedawna proboszcz parafii w Brunszwiku (Niemcy).
– Zrzuciłem sutannę u schyłku kadencji Winnickiego, mając za sobą pięć lat kapłaństwa. Tam była istna ruja i porubstwo. Doświadczyłem jej na sobie jeszcze w seminarium duchownym – mówi były chrystusowiec Marek (imię zmienione).

Złożył swoim szefom pisemne wyjaśnienie powodów odejścia. Oto wstęp do tego wielostronicowego dokumentu:

„Po zaledwie kilku dniach pobytu w seminarium, przechodząc z księgarni, dostrzegłem księdza X (w oryginale personalia jednego z ówczesnych członków najwyższych władz Towarzystwa – dop. red.), który mocował się z paczkami. Zaoferowałem mu pomoc i tak właśnie rozpoczęła się nasza znajomość. W miarę upływu czasu X coraz częściej angażował mnie do różnych prac. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, do czego zmierza i czego oczekuje. Zapraszał mnie do swojego pokoju, częstował alkoholem. Podczas drugiego roku studiów wszyscy z wyższych lat (IV, V i VI), którzy nie posiadali prawa jazdy, mogli uczestniczyć w kursie. Wówczas X wyszedł z propozycją, abym ja również uzyskał prawo jazdy, ale… zorganizował mi odrębny »kurs prywatny«. Osobiście odwoził mnie na zajęcia i przywoził z powrotem. Zapewniał, że wszystko jest załatwione z przełożonymi (…). Po zdanym egzaminie X zaprosił mnie wieczorem do swojego pokoju. Gdy przyszedłem, na stoliku był alkohol i wędlina. Po krótkiej rozmowie wyjął czasopismo pornograficzne i zaczął mi pokazywać zdjęcia. Opowiadał, ile przygód miał z siostrami z seminaryjnej kuchni. Byłem zszokowany, grzecznie podziękowałem i wyszedłem. Później przez dłuższy czas go nie spotykałem, starałem się unikać okazji do jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu. X nie dawał jednak za wygraną. Często stał w seminarium między piętrami i czekał, żeby mnie zaczepić. Pewnego razu znowu zaprosił mnie do pokoju. Wchodząc, zobaczyłem telewizor i odtwarzacz wideo. X oznajmił, że to prezent za zdany egzamin. Powiedziałem, że nie potrzebuję, ale X stwierdził, że ma bardzo ciekawy film do obejrzenia. Był to film pornograficzny. Po kilku minutach projekcji X zaczął się do mnie dobierać. Wstałem i chciałem wyjść, ale nie mogłem, bo drzwi były zamknięte na klucz. Powiedziałem, że będę krzyczał, dopiero wtedy ustąpił”.

Niedługo później Marek dostał w prezencie najprawdziwszy samochód osobowy, który ksiądz X osobiście dostarczył pod dom jego rodziców, żeby nie robić zamieszania w seminarium. Okazało się ponadto, że telewizor wraz z  odtwarzaczem przyjął bez większych skrupułów starszy od Marka o rok seminarzysta Y (dzisiaj już ksiądz), dyskretnie odwiedzający duchownego, który trzymał klucz do kasy Towarzystwa.

„Innych kleryków też obdarowywał podobnymi prezentami. Nawet samochodami. Nie wiem, skąd brał na to pieniądze (…). X wciąż nie dawał za wygraną. Minął kolejny rok. Nie miałem odwagi, żeby wystąpić z seminarium, powstrzymywał mnie wstyd i obraz mojej mamy modlącej się i proszącej, żebym wytrwał. Powstrzymywała mnie również nadzieja, że po skończeniu seminarium i po wyświęceniu wszystko zmieni się na lepsze (…). Przez cały okres studiów X dawał mi pieniądze (…). Nadszedł czas składania ślubów wieczystych. Z jednej strony nie chciałem, z drugiej miałem jeszcze nadzieję, że po święceniach będzie inaczej. Całą uroczystość i jej oprawę sfinansował X, ale sam na prymicję nie przyjechał. Prosił tylko, żeby z kazaniem prymicyjnym zaprosić jego najlepszego przyjaciela (…)”.

Po wyświęceniu Marek trafił do atrakcyjnej parafii w P., której proboszczem był ów „najlepszy przyjaciel” księdza X. Do tej samej placówki skierowano również zakonnika Y, tego od telewizora…

„Wraz z dwoma współbraćmi wybraliśmy się na imieniny do naszego kolegi kursowego we Władysławowie (administrowana przez chrystusowców parafia Wniebowzięcia NMP –dop. red.). Nocowaliśmy na plebanii, we trzech w jednym pokoju. Noc była koszmarem. Poszliśmy spać późno i ledwo zamknąłem oczy, poczułem, że Y wsuwa mi się pod kołdrę. Zaczął się do mnie dobierać. Uderzyłem go w twarz. Zszedłem na dół i do rana oglądałem telewizję”.

Gdy nazajutrz wracali do P., napastnik zachowywał się tak, jak gdyby nic się nie stało. „Poprosiłem księdza proboszcza w P. o spowiedź, ale mi odmówił. Nigdy mi nie wyjaśnił, dlaczego…”.

~~~

Ksiądz Paweł B. rozpoczął karierę za czasów generała Winnickiego, który pozostawał w doskonałej komitywie z poznańskim arcybiskupem Juliuszem Paetzem, rezydującym tuż za płotem centrali zgromadzenia. Znakomitą ilustracją powiązań obu panów był przypadek S.K., urokliwego młodzieńca pochodzącego z Ukrainy. Chłopak wstąpił do seminarium duchownego chrystusowców. Złożył pierwsze śluby „czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, oraz przyrzeczenie życia duchem Towarzystwa”. Gdy zaczął nazbyt ostentacyjnie zaspokajać swoje upodobania homoseksualne, poproszono go o odejście do cywila. Żeby nie wpadł w inne złe towarzystwo, generał polecił S.K. opiece byłego metropolity poznańskiego, a ten zgodził się wykierować młodzieńca na ludzi, sponsorując mu studia w pewnej poznańskiej akademii. Inny przykład: w czerwcu 2012 r. odzyskał wolność 36-letni ks. Roman B., były wikariusz zakonnej parafii w Stargardzie i prefekt (nadzorca ideologiczny) miejscowego katolickiego gimnazjum. Spędził w więzieniu 4 lata (sąd stwierdził, że „miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność kierowania swoim postępowaniem”) za wielokrotnie skonsumowany romans z 13-letnią uczennicą (por. „Nałożnica chrystusowca” – „FiM” 28/2008). Gdy do władz Towarzystwa dotarł przeciek, że prokuratura kręci bat na ich konfratra, oddelegowali go z dnia na dzień do „pracy duszpasterskiej w Prowincji Angielskiej”. Ksiądz Roman został zatrzymany i aresztowany tuż przed ucieczką z Polski. Obecnie przebywa na rekonwalescencji mającej przywrócić mu pełną zdolność do sprawowania „aktów władzy święceń”.

Zwróciliśmy się do ks. generała Głowackiego i do dyrektora Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego chrystusowców ks. Wiesława Wójcika z pytaniem, czy docierały do nich „jakiekolwiek sygnały o zachowaniach ks. Pawła B (…), które według polskiego prawa są przestępstwem”. Nie odpowiedzieli. Nie reagują też na monity. Do sprawy wrócimy…

[2013] FaktyiMity.pl Nr45(714)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: