Wyrok dla księdza za pedofilię. Wierni w sądzie: „Skandal, porażka”

Na 8 lat i 6 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności skazał sąd 49-letniego Sławomira S., byłego proboszcza parafii w Szczukach (woj. łódzkie). Sąd uznał, że duchowny molestował pięciu chłopców poniżej 15. roku życia. Na odczytaniu wyroku pojawili się broniący księdza wierni, którzy nie wierzą w winę duchownego.

Zgodnie z decyzją sędziego Sądu Rejonowego w rawie Mazowieckiej, ks. Sławomir S. w przyszłości nie będzie mógł też zbliżać się do pokrzywdzonych osób. Także do końca życia nie wolno mu zajmować się edukacją i opieką nad małoletnimi.

Uzasadnienie wyroku, podobnie jak proces, nie jest jawne.

Duchowny nie przyznawał się do winy. Jego obrońcy wnosili o uniewinnienie. Ks. Sławomir S. był nieobecny na odczytaniu wyroku. Obecnie przebywa w areszcie.

Wyrok surowszy, niż chciała prokuratura

Prokuratura Rejonowa w Skierniewicach żądała dla ks. Sławomira S. ośmiu lat więzienia. Duchowny usłyszał w poniedziałek wyrok o pół roku surowszy.

– Nie mogę komentować materiału dowodowego używanego w niejawnym śledztwie. Mogę jedynie powiedzieć, że jeżeli stawiany jest akt oskarżenia, a potem w sądzie pada wyrok skazujący, dowody muszą być mocne – powiedział w rozmowie z TVN24 Tomasz Szczepanek z prokuratury w Rawie Mazowieckiej.

Będzie apelacja?

Obrońcy duchownego nie wykluczają apelacji.

– Czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd będzie musiał przedstawić swoje argumenty. My przeciwstawimy im swoje argumenty. Liczymy, że sąd wyższej instancji je zaakceptuje – powiedział po odczytaniu wyroku Maciej Maczek z kancelarii broniącej duchownego.

„To wielki skandal, pomówili księdza”

Ks. Sławomir S. był proboszczem w Szczukach od 11 lat. Wierni z parafii przygotowali w ubiegłym roku list w obronie duchownego. Podpisało się pod nim ponad tysiąc osób. Część z nich pojawiła się w poniedziałek w sądzie. P orzeczeniu sądu nie mogli uwierzyć, że „ich” ksiądz został skazany.

– Nie zgadzamy się z wyrokiem. Chodziliśmy na rozprawy, bo mieliśmy nadzieję, że w Polsce jest sprawiedliwość. Niestety jej nie ma i chyba nie będzie – mówili wspierający księdza parafianie.

Inni dodawali, że wyrok „to wielka porażka i kłamstwo”. Wielu sugerowało, że ksiądz padł ofiarą intrygi.

– Wszyscy (oskarżający księdza ministranci – dop. red.) są z jednej rodziny. Zebrali się i specjalnie chcą go oskarżyć, bo czują złość do księdza – przekonywali zgromadzeni w sądzie ludzie.

Mieszkańcy mówili też, że oskarżający „wykorzystali dobroć księdza”.

Molestował pięciu ministrantów

Duchowny usłyszał pierwsze zarzuty w kwietniu minionego roku. Akt oskarżenia wysłany do sądu zawierał zarzuty molestowania pięciu chłopców, którzy w chwili popełniania przestępstwa mieli od 13 do 15 lat. Wszyscy byli ministrantami w parafii skazanego duchownego. Zdaniem śledczych, ks. Sławomir S. dopuszczał się czynów pedofilskich od stycznia 2002 do stycznia 2009 roku.

Śledztwo w sprawie ks. Sławomira S. zostało wszczęte w ubiegłym roku. O tym, że ksiądz mógł popełnić przestępstwo pedofilii poinformował śledczych jeden z pokrzywdzonych, który obecnie jest już dorosłym mężczyzną. Pokrzywdzony został przesłuchany w obecności psychologa, który uznał jego zeznania za wiarygodne. Jak ustalono, na jego szkodę, w latach 2007-08, oskarżony dopuścił się wielokrotnie przestępstw seksualnych. Na podstawie informacji otrzymanych od pokrzywdzonego, ksiądz został zatrzymany.

Prokuratorzy mają także nagranie zrobione telefonem komórkowym z rozmowy przeprowadzonej przez pokrzywdzonego z oskarżonym – jej treść również ma obciążać ks. Sławomira S.

Przywiązywał do siebie pieniędzmi?

Prokuratorzy poinformowali, że duchowny finansowo uzależniał chłopców od siebie. Poszkodowani sami przychodzili na plebanię, żeby wykonywać proste prace, jak grabienie liści. W zamian duchowny miał im płacić. Według śledczych, duchowny pożyczał im też pieniądze i doładowywał konta w telefonach komórkowych.

„Nie mogłem pozwolić, żeby jeszcze kogoś skrzywdził”

Mężczyzna, który o sprawie ks. Sławomira S. poinformował śledczych ma dzisiaj 20 lat. Był ministrantem w parafii w Szczukach przez cztery lata. W ubiegłym roku o tym, co go spotkało opowiadał reporterce TTV.

– To wszystko działo się na plebanii. Nie chce mówić o szczegółach – mówił młody mężczyzna, który o tym co się działo przez długi czas nie mówił nikomu. Nawet rodzicom.

W ubiegłym roku postanowił działać. Mówi, że „plułby sobie w brodę, gdyby ksiądz skrzywdził kogoś jeszcze”. Zanim zawiadomił prokuraturę poszedł porozmawiać z księdzem. Cała rozmowa została nagrana.

– Chciałem mieć dowód. Ksiądz niczemu nie zaprzeczył. W czasie rozmowy wstał i złapał mnie za rękę. Udało mi się wyrwać i uciekłem z kancelarii – opowiada pokrzywdzony.

[2013.12.02] tvn24.PL

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: