FiM – Pobożność śmieciowa

Gdy na parafialnych cmentarzach gasną znicze, to znak, że wkrótce zapłoną ogniska…

Śleszowice, urokliwa wioska wciśnięta między wzgórza Beskidu Małego nieopodal Suchej Beskidzkiej. Na mapie kościelnej – archidiecezja krakowska, dekanat wadowicki. Namiestnikiem kard. Stanisława Dziwisza jest tu ks. Jacek Kaznowski (69 l.), proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej i nauczyciel religii w miejscowej szkole podstawowej. Duchowny ma bardzo elegancki warsztat pracy: nowy dwupoziomowy kościół zintegrowany z plebanią, a tuż obok, za żywopłotem, rozwojowy cmentarz zapełniony dopiero w trzeciej części.

Po Wszystkich Świętych i Zaduszkach ks. Kaznowski (podobnie jak setki innych wielebnych właścicieli parafialnych nekropolii) miał do rozwiązania poważny problem: co zrobić, żeby góra śmieci znikła i nie trzeba było płacić za utylizację odpadów. Wybrał najprostsze rozwiązanie… W Śleszowicach zapłonęły ogniska. Pierwsze w obrębie cmentarza, a kilka dni później (w nocy z 8 na 9 listopada) drugie, na działce zabudowanej kościołem i plebanią. Górską wioskę spowił gryzący dym, a smród zatykał dech w piersiach. W tlącym się jeszcze palenisku pozostały kawałki plastikowych doniczek, druty sztucznych kwiatów, resztki metalizowanych opakowań i szkło z porozbijanych zniczy.

Trzymając w ręku dokumentację fotograficzną dogasającego ogniska, zapytaliśmy ks. Kaznowskiego, dlaczego spalił śmieci, zamiast je wywieźć. Oto stenograficzny zapis naszej rozmowy:
Proboszcz: – Eee… yyy… Co to było za ognisko?
„FiM”: – Z resztkami zniczy, doniczkami… Ponad wszelką wątpliwość odpadki z cmentarza.
– To znaczy panu coś się przewidziało.
– Też początkowo nie dowierzałem, ale zdjęcia nie kłamią.
– Nic nie wiem o śmieciach. Wiem, że był tam obcinany żywopłot i jakieś gałązki zostały, więc je spalono.
– To raczej nie były gałązki, skoro w palenisku wyraźnie widać plastikowe i metalowe resztki…
– My segregujemy śmieci, oddajemy szkło… Owszem, obcinałem gałązki, ale o niczym więcej nie wiem.
– Terytorium jest kościelne, więc chyba nikt obcy nie wszedł. Nie zauważył ksiądz tych kłębów dymu, nie poczuł smrodu?
– Raczej nie.
– Może ktoś to zrobił bez wiedzy księdza?
– O tak, na pewno. Ktoś podpalił śmieci w tajemnicy przede mną.

Dwie ilustracje zjawiska z innych stron Polski:
* Parafia św. Bartłomieja w Objezierzu (archidiecezja poznańska). Trzech mężczyzn schwytano podczas zakopywania w lesie ośmiu ton (sic!) odpadów z cmentarza. Zeznali, że prosił ich o to proboszcz ks. Zbigniew Szlachetka. Duchowny tłumaczył, że „nie patrzył ludziom na ręce” i „nie wiedział, dokąd pojadą”. Wystawiono mu rachunek w wysokości 1930 zł za przewiezienie resztek na legalne wysypisko.

* Parafia MBCz w Przyłęku (diec. radomska). Śmieci palono tuż za ogrodzeniem cmentarza. „To robią ludzie nieżyczliwi, którzy atakują mnie od początku mojej posługi w parafii” – twierdzi proboszcz ks. Jacek Bieńkowski. W diecezji radomskiej ogniska paliły się także przy cmentarzach parafialnych w Tczowie, Kazanowie i Suchej Poduchownej, ale nikogo za rękę nie złapano.

Plebanom i właściwym służbom przypominamy, że „termiczne przekształcanie odpadów poza spalarnią” podlega karze aresztu albo grzywny (od 500 do 5000 zł). O sprawie Śleszowic zawiadomiliśmy wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska w Krakowie.

[2013.11.28] FaktyiMity.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: