Ksiądz, gosposia i prokurator! Co robili pijani krewni proboszcza na podwórku u jego byłej gospodyni? W grę wchodzi zazdrość?

Prokuratura Rejonowa umorzyła dochodzenie w sprawie zniszczonego samochodu w gminie Kluczewsko. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że mogli być w nią zamieszani bliscy… proboszcza parafii Januszewice. Policja nie ustaliła sprawców, choć znaleziono twarde dowody na miejscu przestępstwa.

TROP WIÓDŁ DO PLEBANI

Rzecz działa się 15 grudnia ubiegłego roku na posesji Janiny Warchoł – mieszkanki Januszewic, która mieszka przy plebani. Kobieta twierdzi, że podczas jej nieobecności w domu porysowano karoserię samochodu, który stał na jej podwórku, uszkodzono antenę, lusterko i CB radio. Auto należało do znajomego pani Janiny, który przyjechał do niej w odwiedziny z województwa opolskiego. Pokrzywdzony oszacował straty na 2,5 tysiąca złotych.

– Byliśmy w tym czasie u znajomych. Wieczorem, gdy wracaliśmy do domu, zauważyliśmy otwartą bramę wjazdową, którą przed wyjściem zamknęliśmy. Mój znajomy zobaczył, że jego auto jest porysowane i uszkodzone. Przy samochodzie znalazł śrubokręt – opowiadała właścicielka posesji.

Właściciel samochodu wezwał policję. Funkcjonariusze przeszukali teren. Oprócz śrubokręta znaleźli też okulary i dwa klucze. Jak się później okazało, śrubokręt i klucze do… plebanii należały do miejscowego księdza, a okulary – do jego szwagra. Policjanci użyli psa służbowego, który doprowadził ich do… plebani przy kościele.

KSIĄDZ PIŁ ZE SZWAGREM I KUZYNEM?

Na miejscu zastali proboszcza Piotra Zagałę i dwóch jego krewnych – kuzyna i szwagra. Razem pili alkohol – tak zeznali w prokuraturze. Krewni księdza zostali zatrzymani i przewiezieni do Komendy Powiatowej Policji we Włoszczowie, gdzie ich przesłuchano.

Proboszcza Zagały nie zabrano na przesłuchanie, gdyż nie był on w kręgu podejrzanych. Ksiądz odwdzięczył się mundurowym napisaniem na nich… skargi. – Wjechali na plebanię na sygnałach świetlnych, żeby cała parafia widziała – ma żal proboszcz Januszewic do włoszczowskich policjantów.

Funkcjonariusze przesłuchali Janinę Warchoł. Kobieta nie ma wątpliwości, że samochód jej znajomego uszkodzili bliscy krewni miejscowego proboszcza. Dlaczego mieli to zrobić? – Ksiądz groził mi, upominał, żebym poprawiła swoje zachowanie, bo w przeciwnym razie zniszczy samochód mojego znajomego – opowiada Janina Warchoł, która powiedziała to samo na przesłuchaniu w prokuraturze.

ROZBIEŻNE ZEZNANIA

Z zeznań szwagra księdza wynikało, że proboszcz ze swoim kuzynem wieczorem 15 grudnia wyszli z plebanii, a gdy wrócili, śmiali się ponoć, że „potrzaskali” jakiś samochód. Co innego zeznał brat cioteczny księdza – powiedział, że po wypiciu alkoholu położył się spać i nie wie, co robili później jego dwaj kompani.

Proboszcz Piotr Zagała zeznał z kolei, że wieczorem tego dnia udał się do Janiny Warchoł. W jakim celu? – Chciałem ją poprosić o przygotowanie niedzielnego obiadu dla mnie i kuzynów – odpowiada proboszcz Januszewic. Ksiądz nie potrafił wyjaśnić w prokuraturze, jakim cudem klucze od plebanii znalazły się na podwórku Janiny Warchoł. Powiedział, że mu zginęły dzień wcześniej. Śrubokręt, jak stwierdził, najprawdopodobniej zabrała z plebanii pani Janina.

KSIĄDZ ZAZDROSNY O GOSPOSIĘ?

Janina Warchoł wyznała w prokuraturze, że ksiądz mógł być o nią… zazdrosny. Wcześniej, przez 12 lat była gosposią na plebani. Odkąd zaczęła się spotykać z innym mężczyzną pod koniec ubiegłego roku, zaczęły się problemy – ksiądz miał jej ubliżać, straszyć, że ją zniszczy – Janina Warchoł zgłosiła to na policję i obecnie toczy się odrębne postępowanie w prokuraturze w sprawie gróźb pod jej adresem wysyłanych w SMS-ach.

– To oszczerstwo i pomówienie! – odpowiada ksiądz kanonik Piotr Zagała. – Ubzdurała sobie – dodaje. Jak wynika z postanowienia o umorzeniu, podczas przesłuchania w prokuraturze proboszcz stwierdził, że nie ma nic przeciwko temu, że jego była gosposia spotykała się z innymi mężczyznami i zaprzeczył jakoby to on, bądź któryś z jego krewnych uszkodził samochód znajomego pani Janiny. – Nie mam sobie nic do zarzucenia – stawia sprawę jasno proboszcz januszewickiej parafii.

SPRAWCY NIE ZNALEZIONO, ŚLEDZTWO UMORZONO

Włoszczowscy kryminalni przeprowadzili badania osmologiczne (badanie śladów zapachowych ludzi z wykorzystaniem specjalnie wyszkolonego psa) w celu identyfikacji sprawcy. Nie stwierdzono zgodności zapachowej pomiędzy śladami, a materiałem porównawczym pobranym od księdza i jego kuzynów. 22 kwietnia włoszczowska prokuratura umorzyła dochodzenie.

Śledczy włoszczowscy nie byli w stanie ustalić sprawcy, który uszkodził samochód, choć trzej przesłuchiwani mężczyźni przyznali się, że tego dnia byli na posesji Janiny Warchoł. Zeznania świadków, jak stwierdzono, były jednak rozbieżne. Poszkodowany właściciel samochodu złożył zażalenie na postanowienie prokuratury do Sądu Rejonowego we Włoszczowie. Decyzji jeszcze nie otrzymał.

NA SKARDZE U DZIEKANA I BISKUPA

Jeszcze przed umorzeniem śledztwa, Janina Warchoł dwukrotnie była na skardze u dziekana dekanatu włoszczowskiego księdza prałata Zygmunta Pawlika, żaląc się na zachowanie miejscowego proboszcza Piotra Zagały. – Powiedział, że zna język proboszcza i wie, jaki jest. Obiecał, że będzie z nim rozmawiał – opowiada mieszkanka Januszewic.

Przed Świętami Wielkanocnymi, 22 marca pięcioosobowa delegacja z Januszewic spotkała się nawet z biskupem kieleckim Kazimierzem Ryczanem w sprawie swojego proboszcza. – Powiedział nam, że do czerwca musimy wytrzymać, a później proboszcz prawdopodobnie zostanie przeniesiony – twierdzi Janina Warchoł.

[2013.06.13] EchoDnia.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: