Murem za proboszczem

Kościół w Strącznie zamknięty na łańcuch, podobnie jak brama plebanii. Przed kościołem dzień i noc prowadząca protest okupacyjny grupa parafian. Powód – odwołanie proboszcza, ks. Adama Mizerskiego. W czwartek być może ostatecznie rozstrzygną się jego losy.

Mieszkańcy Strączna są pewni tego, kto wywołał konfliktu, który skutkował wyrzuceniem proboszcza ks. Adama Mizerskiego. Z informacji jakie posiadają, wynika, że już bodaj 6 czerwca podczas pewnej imprezy wójt Gminy Wałcz miał stwierdzić, że Marysia (Maria Kobiałko-Morawska, dyr. szkoły w Strącznie) „zajechała” proboszcza. Wójt co prawda nie potwierdza tej wersji, niemniej taka informacja krąży pośród protestujących przekazana przez świadka owej wypowiedzi.

Dwa tygodnie później 20 czerwca ks. Adam Mizerski otrzymał od biskupa ordynariusza Edwarda Dajczaka dekret nakazujący mu opuszczenie parafii.

Na wieść o tym zebrała się grupa parafian spomiędzy których wyłoniono delegację dziewięciu osób, które pojechały do biskupa. Delegacja spotkała się z biskupem przekazując mu pismo z prośbą o pozostawienie proboszcza Adama Mizerskiego, poparte ponad 800 podpisami parafian ze Strączna, Nakielna, Rutwicy i Prusinowa, gdzie znajdują się kościoły filialne obsługiwane przez proboszcza, oraz okolicznych miejscowości, które wchodzą w skład parafii. 800 podpisów to ponad 80 procent wszystkich dorosłych parafian.

Mieszkańcy zwrócili się również o pomoc do mieszkającego w tamtejszej parafii prawnika, prywatnie – przyjaciela ks. Adama. Na wieść o dekrecie odwołującym proboszcza ciągnęły do niego całe pielgrzymki – w dniach 20 – 22 czerwca przewinęło się kilkadziesiąt osób z prośbą o pomoc. W efekcie 25 czerwca dziewięcioosobowa delegacja parafian pojechała do Koszalina do biskupa. Mieli z sobą listę z podpisami parafian.

Od początku dało się wyczuć, że biskup jest bardzo zirytowany wizytą. Mówił, że wierni nie mają prawa występować w obronie proboszcza, ponieważ parafia jest własnością Kościoła. Potraktował ich jak przedszkolaków. To była bezwzględna rozmowa z człowiekiem, który czuje się bardzo mocny. Dyskusja trwała 50 minut i była bardzo ciężka. Przekonywaliśmy biskupa, że ksiądz proboszcz nie ma problemu z alkoholem. Jako dowód przedstawiliśmy zaświadczenie lekarskie od lekarza rodzinnego w którym jasno stwierdzono brak objawów choroby alkoholowej. Pytali, czy biskup ma jakieś dowody na picie proboszcza – odpowiedział, że nie ma, ale wie o wszystkim i nie musi się przed nikim tłumaczyć. Udało im się jednak trochę wzruszyć niezłomną postawę biskupa i wtedy rozmowa była już inna. Biskup przyrzekł, że zrewiduje swoje stanowisko i że wstrzyma dekret, bo argumenty delegacji co najmniej go zatrwożyły. Powiedział, że podda księdza Adama badaniom psychofizycznym, żeby sprawdzić, czy ma chorobę alkoholową. Jeśli nie ma – odwoła dekret, jeśli ma – bezwzględnie utrzyma go w mocy. Jest na to 9 świadków. Na koniec podał im ręce i powiedział: „pilnujcie Adaśki, żeby teraz z tego stresu i strachu sobie nie wypił, bo go stracicie na zawsze”. Konkluzja dla nas była prosta. Z tą wiadomością pojechali do księdza Adama.

Tego samego dnia wieczorem do biskupa zadzwonił dziekan dekanatu, któremu podlega strączyńska parafia, ks. Jerzy Słowiński. Powiedział mu, że odwiedził proboszcza, który przed mszą był kompletnie pijany.

– To była kompletna bzdura. Po tym telefonie ksiądz biskup zmienił decyzję o uchyleniu dekretu – mówi jeden z członków delegacji. – Poinformował o tym później księdza proboszcza telefonicznie. Wtedy ja zadzwoniłem do biskupa, aby wyjaśnił dlaczego zmienił zdanie. Odpowiedział, że nie umiem zinterpretować rozmowy, ponieważ on powiedział wyraźnie, że dekret jest podtrzymany. Powiedziałem mu wtedy wprost: – ksiądz biskup kłamie bezczelnie.

Codziennie wieczorem parafianie wożą proboszcza na badanie alkomatem. Od sześciu dni wyniki nie wykazują jakiejkolwiek obecności alkoholu w wydychanym przez proboszcza powietrzu.

Biskup mimo to utrzymał w mocy swój dekret. Kadencja proboszcza upływała 30 czerwca o północy. Na 1 lipca na godzinę 10.00 zapowiedziano przekazanie parafii. Tego dnia miał pojawić się nowy ksiądz, który miał objąć parafię w Strącznie.

W niedzielę 29 czerwca odbyła się ostatnia msza święta, odprawiona w Strącznie przez ks. Adama. Przerodziła się w manifestację jedności i solidarności z wyrzuconym kapłanem. Były kwiaty, pieśni patriotyczne i „Sto Lat” dla proboszcza. Zapadła też decyzja o proteście. W poniedziałek, 30 czerwca drzwi kościoła zostały spięte łańcuchem. Proboszcz, który ślubował posłuszeństwo biskupowi, podporządkował się jego decyzji. Opróżnił plebanię, a swoje rzeczy osobiste złożył u parafian. Mieszkańcy rozpoczęli jednak protest okupacyjny kościoła i plebanii. Protestujący zaznaczają, że do nowego księdza nic nie mają ale… na teren plebanii go nie wpuszczą. Zaplanowali dyżury, do dyspozycji mają kuchenkę gazową, napoje, kanapki. W nocy przed chłodem ratują ich koce i materace.

– Skąd się wziął problem?! – głośno zadają sobie pytanie protestujący wśród nich Krzysztof Kominek, Józef Pęczek, Stanisława Wiśniewska, Mirosława Frej, Agnieszka Kaczmarek i Katarzyna Jenda Król. – To konflikt z dyrektorką szkoły. Zemsta za to, że proboszcz nie poparł jej z ambony w czasie ostatnich wyborów. W efekcie jej nie wybrali. To dyrektorka była inicjatorką odwołania. Zarzuty, że proboszcz jest alkoholikiem są krzywdzące. Czy alkoholik wytrzymałby tyle czasu bez wódki? Że ksiądz od czasu do czasu wypije, nie jest tajemnicą. To taki sam człowiek, jak każdy inny. Przecież po południu ma prawo jak każdy wypić kieliszek. Nie było jednak przypadków, aby był pijany podczas mszy.

Emocje są potężne. Niektórzy z protestujących płaczą.
Protestujący zapewniają, że nie odstąpią, choćby mieli protestować przez lata. Jeśli wikary zostanie wprowadzony siłą, bojkot ma objąć parafię.
– Kościół jest dla wiernych, a nie wierni są dla kościoła – zauważają.
– Ja nie podpisywałem się pod żadnym pismem o odwołaniu księdza i w ogóle nie angażowałem się w tę sprawę – zapewnia wójt Piotr Świderski. – Natomiast, jeśli przychodzili do mnie ludzie i skarżyli się, że ksiądz jest pod wpływem alkoholu, informowałem o tym księdza dziekana. Z księdzem dziekanem rozmawiałem na ten temat ostatnio po Wielkanocy dlatego, że było u mnie kilku mieszkańców, którzy narzekali że nabożeństwo w święta odprawiał ksiądz w stanie nietrzeźwym.

O wcale nieodosobnionych przypadkach nadużywania alkoholu mówią także inni parafianie. Oczywiście nieoficjalnie.
– Decyzja o odwołaniu księdza proboszcza należy do biskupa – mówi ksiądz dziekan Jerzy Sławiński z parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Wałczu. – Nie jest tajemnicą, że proboszcz pije. Docierały do mnie o tym sygnały z różnych źródeł. Ludzie skarżyli się, że od 20 lat nie mieli pasterki na trzeźwo, bo akurat są imieniny Adama. Nie można powiedzieć, że problem alkoholowy nie istnieje, skoro jest. Musiał przyjść taki moment, żeby powiedzieć: dość.

– Rozmawiałem wczoraj z biskupem – dodaje ksiądz dziekan. – Zaproponował abyśmy spotkali się w czwartek. Zabiorę księdza Adama swoim samochodem i pojedziemy na spotkanie do biskupa. Ksiądz Adam zgodził się na to.

Protestujący postanowili wysłać na tę rozmowę swoją delegację.
– Biskup już raz nas oszukał – powiedzieli ks. Sławińskiemu. – Nie wierzymy też księdzu dziekanowi. To jest jedna klika.

– Ja się nie boję tego powiedzieć – mówiła jedna z kobiet. – Mogę księdzu dziekanowi powiedzieć dokładnie, gdzie i kiedy ksiądz też pił.
– Przed takimi argumentami jestem bezbronny – odparł dziekan.
– Dlaczego zauważacie problem u księdza Adama, a nie widzicie innych problemów – pytali się protestujący. – Przecież wiecie o księdzu, który przegrywał majątek w kasynie. Nasz ksiądz nigdy nie molestował nikogo. A jak to wygląda na terenie powiatu? Przecież każdy zna nazwisko…

– Ja panią błagam – odparł J. Sławiński. – Jeśli ma pani takie informację proszę to zgłosić na policję bądź do prokuratury.
– Dlaczego w sprawy kościoła miesza się wójt i dyrektorka szkoły? – pytali ludzie. – Niech wójt zajmie się gminą, a dyrektorka szkołą.

Protest trwa.
– Nie będę się wypowiadała na ten temat, jestem na urlopie i chcę odpocząć – powiedziała nam dyrektor Szkoły Podstawowej w Strącznie, Maria Kobiałko-Morawska.
Z biskupem nie udało nam się skontaktować. Rozmowa z Kanclerzem diecezji nie wniosła natomiast do sprawy niczego nowego.

[2008.07.03] Pojezierze.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: