FiM – Orły Temidy

O ekwilibrystyce uprawianej przez wymiar sprawiedliwości w stosunku do personelu Pana B. można pisać bez końca. Przypomnijmy typowy, choć bardzo drastyczny przykład.

W połowie 2000 roku w Mikanowie (woj. kujawsko-pomorskie), kierujący samochodem osobowym ksiądz Marek Sobański (archidiecezja częstochowska), wyprzedzając mimo zakazu, zderzył się z innym, prawidłowo jadącym pojazdem. Pięć osób zginęło, dwie zostały ranne. Sąd Rejonowy we Włocławku wymierzył piratowi drogowemu karę pięciu lat więzienia, zaś w kwietniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy we Włocławku utrzymał wyrok w mocy. O sprawie pisaliśmy w nr. 13, 19, 47/2001 „FiM”.

Choć orzeczenie było już prawomocne, ksiądz Sobański wciąż cieszył się wolnością. Wniósł bowiem o odroczenie stawiennictwa w więzieniu „z powodu choroby oraz zaangażowania w organizację letniego wypoczynku dla dzieci”. Biegli medycy orzekli, że nic nie stoi na przeszkodzie w wykonaniu kary, ale sąd, uwzględniając argument dotyczący akcji kolonijnej i konieczność późniejszego jej rozliczenia, dał księdzu „wolne” do 30 września 2002 roku.

16 września ub.r. do sądu wpłynął kolejny wniosek o odroczenie, tym razem z powołaniem się na względy zdrowotne. Sąd znów powołał biegłych, a ci uparcie nie dostrzegli przeszkód, aby sutannowy poszedł do pierdla. Ksiądz uzupełnił więc uzasadnienie o „wzgląd na prowadzoną działalność charytatywną”.

Dopiero 25 listopada 2002 r. Sąd Rejonowy we Włocławku znalazł czas, by rozpoznać sprawę. Duchowny stawił się w sądzie, lecz nie przybył jego adwokat. Oczywiście, ksiądz nie zgodził się na nieobecność mecenasa ani na zastępstwo, więc posiedzenie odroczono.

11 grudnia ub.r. po raz kolejny miano zdecydować o terminie stawiennictwa księdza S. w zakładzie karnym. Tym razem nie przybył ani skazany, ani jego obrońca. Ponieważ w aktach nie odnaleziono poświadczenia, że adwokat odebrał powiadomienie o terminie posiedzenia – wyznaczono kolejny.

20 grudnia, mimo ponownej nieobecności ks. Marka i jego adwokata, sąd jednak sprawę rozpoznał. Wniosek o odroczenie odbycia kary został oddalony „z powodu braku merytorycznych podstaw”. Uznano, że ksiądz miał dość czasu, aby rozliczyć się ze swojej działalności wakacyjnej i charytatywnej. Nieprawomocne jeszcze postanowienie obrońca zaskarżył do Sądu Okręgowego we Włocławku, zaś ks. Marek S. zwrócił się do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie.

21 lutego 2003 r. Sąd Okręgowy we Włocławku uchylił postanowienie nakazujące stawić się w więzieniu wobec argumentów, że ksiądz proboszcz Marek S. „musi przekazać parafię i wdrożyć do nowych obowiązków swojego następcę”. – W ocenie sądu uzasadnia to dalsze odroczenie wykonania kary do 30 marca 2003 r. – uważa sędzia Zbigniew Siuber, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego. Najśmieszniejsze jest to, że ks. Marek S. nie jest proboszczem i w związku z tym nic nikomu nie musi przekazywać, bo też nie ma czego.

Pięciu ludzi od trzech lat gryzie ziemię. Czekamy teraz na ułaskawienie księdza przez prezydenta.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 9(156)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: