FiM – Ucieczka z k(l)asą

Zniknął  ksiądz  archidiecezji gnieźnieńskiej. Włączamy się w poszukiwania, bo kapłan pozostawił  w  nieutulonym  żalu  parafian, młodzież oraz  wiele  instytucji…  Niektórzy już pogodzili się ze stratą, inni zapowiadają, że nie spoczną, dopóki nie odnajdą duchownego.

Ksiądz Tadeusz  Fijałkowski (l. 39) widziany był ostatnio w miasteczku  Zagórów  (woj.  wielkopolskie).  Właśnie  tu  pracował  od  2003 roku jako wikariusz parafii św. Apostołów  Piotra  i  Pawła  oraz  nauczyciel religii w Publicznym Gimnazjum nr  1.  Trafił  do  tej  parafii  nieprzypadkowo. Otóż dekanat Zagórów należał kiedyś do diecezji włocławskiej. Gdy w 2003 r. Watykan kończył prace nad zmianą kościelnej mapy Polski,  niektórzy  ordynariusze  musieli ścierpieć okrojenie ich włości. W takiej sytuacji był m.in.  ordynariusz  włocławski  bp Wiesław Mering,  który  musiał oddać część swoich ziem diecezji  gnieźnieńskiej,
a ta z kolei doznała uszczupleń na rzecz nowo powołanej diecezji bydgoskiej. Mówi jeden z włocławskich prałatów: – Biskup  Mering  objął  urząd w kwietniu 2003 roku i niespecjalnie orientował się wówczas, jakimi kadrami dysponuje. To ustępujący biskup Bronisław  [Dembowski] radził  mu  dopilnować,  żeby ksiądz Tadeusz, który był wówczas wikarym w Kole, znalazł się w jednej z parafii przeznaczonych dla metropolity gnieźnieńskiego – abp. Henryka Muszyńskiego.

Tym  właśnie  sposobem  na  dziesiątą rocznicę swoich święceń kapłan wylądował w Zagórowie jako pomocnik  księdza  proboszcza Ryszarda Maciejewskiego.  Parafia  nie  zalicza  się  do  biednych  (6,5  tys.  dusz), ale ks. Fijałkowskiemu wciąż brakowało  kasy:  –  Od  chłopaków  pożyczał nawet po pięć złotych. Mnie przekręcił  na  dychę.  Niepotrzebnie  się połaszczyłem,  kiedy  obiecał,  że  odda piętnaście – przyznaje Krzysztof, uczeń gimnazjum.
– Wprawdzie proboszcz ostrzegał nas, żeby wikarym nie dawać żadnych pieniędzy,  ale  jak  tu  odmówić  księdzu w potrzebie. Ode mnie wziął najpierw  sto  złotych  i  –  nie  powiem – zwrócił w terminie. Później potrzebował pilnie pięćset, ale na szczęście miałam  pod  ręką  tylko  trzysta.  No, a potem to już uciekł z miasta i dopiero wtedy okazało się, że ma długów  więcej  niż  włosów.  Kto  wie,  może jeszcze  kiedyś wróci  i  odda… –  łudzi  się  pracownica  miejscowego Domu Pomocy Społecznej.

Policjant z Komendy Powiatowej w Słupcy wyjaśnia nam:
– Księdzu Fijałkowskiemu  siedziało  na  karku dwóch komorników. Przed trzema laty naciągnął na ponad 100 tys. zł bank w Krakowie. Ścigali go też wierzyciele  z  Koła  i  Włocławka.  Tylko  w  Zagórowie  i  okolicy  narobił  długów  na kilkanaście  tysięcy  złotych.  Ciekawe, gdzie to przepuścił, bo nie słyszałem, żeby gustował w pokerze lub panienkach.  Nie  ma  zgłoszenia  zaginięcia, więc  nie  jest  poszukiwany.  Niektórzy, ci mocniej „skaleczeni”, próbują jednak znaleźć go na własną rękę. Jeździli  do  wsi  Bogusławice  w  powiecie kolskim, skąd ten kanciarz pochodzi, ale nie znaleźli żadnych śladów. Nawet ksiądz Maciejewski nie ma pojęcia, co się dzieje z jego wikarym.

Oto co proboszcz nam powiedział:
–  Jeszcze  zanim  zamieszkał  w  parafii, biskup uprzedził mnie i kazał ogłosić  z  ambony,  żeby  ludzie  żadnemu wikaremu nie pożyczali pieniędzy bez mojej wyraźnej, pisemnej zgody. Nie posłuchali  i  teraz  płaczą.  Gdzieś w Krakowskiem naciągnął banki, a że podmienił w papierach imię, przez półtora roku nie mogli go znaleźć i dopiero przy kontroli drogowej policja namierzyła tego oszusta po numerze PESEL. No i zaczęli  przyjeżdżać do parafii komornicy. To zwykły łajdak i łobuz, który nawet od dzieci pożyczał. Tyle szkody narobił Kościołowi i kapłanom… Początkowo myśleliśmy, że wpadł w sidła hazardu, ale teraz już wiemy, że miał  wydatki na pewną panią. Gdzie ksiądz Tadeusz teraz jest? Uciekł za granicę. Jego kolega mówił mi, że pewnie już nie pokaże się w kraju, bo chyba by go ludzie rozerwali na strzępy.

###

Proboszcz poczciwina nie mówi  jednak,  że  ksiądz  Fijałkowski  wciąż  figuruje  w  wykazie duchowieństwa  archidiecezji gnieźnieńskiej. W tej sytuacji doświadczenie  podpowiada nam, że być może biskupi wiedzą,  gdzie  schronił  się  ich człowiek. Krzywdy mu nie dadzą zrobić, bo czyż można winić tylko Adama,  że dał się skusić jakiejś zachłannej Ewie…?

[2006] FaktyiMity.pl Nr 9(313)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: