FiM – Ułaskawiony

Jeśli ksiądz ma sumienie, nie powinno mu ono pozwolić żyć w spokoju – mówi Danuta Lachowicz z Janiewic koło Sławna, matka 23-letniej Beaty, która zginęła w wypadku spowodowanym przez kapłana.

– Nie dość że zabił naszą córkę i wnusia, to jeszcze ani przez moment nie wyraził odrobiny skruchy.

Do tragedii doszło 18 czerwca 1999 roku w Milkanowie pod Włocławkiem. Kierujący samochodem osobowym ks. Marek Sobański (lat 43) z Częstochowy podczas niedozwolonego wyprzedzania pod górkę doprowadził do czołowego zderzenia z pojazdem kierowanym przez Dariusza P., mieszkańca Kutna. W wypadku zginął kutnianin, jego dwóch synów, w tym półtoramiesięczny Mateusz, a także narzeczona Dariusza – Beata. Tragedii nie przeżyła również pasażerka jadąca z księdzem. Po długotrwałym procesie sprawca wypadku skazany został na 5 lat pozbawienia wolności, jednakże wszelkimi sposobami unikał odsiadki. Do celi trafił dopiero po doprowadzeniu go przez policjantów. Wyrok miał odsiadywać do połowy 2008 roku, jednakże już w listopadzie 2005 roku, na krótko przed upływem kadencji, ułaskawił go prezydent Aleksander Kwaśniewski. Sobański wyszedł na wolność.
– Darek był narzeczonym naszej córki i za miesiąc mieli się pobrać – mówi łamiącym się głosem matka Beaty. – Z wnusiem Mateuszkiem jechali do nas, córka miała wkrótce obronić pracę dyplomową w wyższej uczelni w Słupsku, gdzie studiowała od kilku lat. Gdy dotarła do mnie wiadomość o wypadku, myślałam, że zwariuję.

Choć od tamtej tragedii minęło już prawie sześć lat, pani Danuta, podobnie jak jej mąż, wciąż nie może mówić spokojnie o swojej córce i wnuku. Ułaskawienie księdza jeszcze bardziej ją przygnębiło.
– Ksiądz przez kilka lat unikał sprawiedliwości, a przecież sąd i tak potraktował go łagodnie: rok więzienia za każdego zabitego. A do tego jeszcze ta łaskawość Kwaśniewskiego! Ciekawe, jak by zareagował, gdyby w wypadku zginęło jego dziecko! To niesprawiedliwe. Nie jestem mściwa, ale nie mogę się pogodzić z tym, co nas spotkało.

Pani Danuta ma żal do księży jeszcze z jednego powodu. Jej proboszcz – Ryszard Szczygieł – okazał się bezdusznym urzędnikiem.
– Gdy chcieliśmy pochować Beatkę i Mateuszka na naszym cmentarzu, poszłam do proboszcza i opowiedziałam o wszystkim. Nie ukrywałam faktu, że córka założyła rodzinę przed ślubem, który miał się dopiero odbyć. Ale ksiądz właśnie z tego powodu nie zgodził się wpuścić trumny do kościoła i nie uległ nawet prośbie księdza prałata. Czy moja Beatka była większym przestępcą niż ksiądz, który spowodował jej śmierć?

Dopóki ks. Szczygieł był proboszczem, matka Beaty nie pojawiała się w miejscowej świątyni. Teraz chodzi do kościoła – jak to określa – tylko dla Boga, a nie księży.
– Trzeba żyć dalej – mówi ze łzami w oczach.

A ks. Sobański? Nie odezwał się do dziś, nie przeprosił, nie współczuł ani nie wyraził żalu z powodu tego, co się stało. Chyba dwa lata po wypadku przyszedł jedynie list z przeprosinami… od jego przełożonych. Teraz ksiądz znów cieszy się wolnością.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 13(317)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: