FiM – Zaginiony w akcji

Ponad dwa lata temu ksiądz z archidiecezji gnieźnieńskiej przepadł bez wieści wraz z pieniędzmi licznych swoich wierzycieli. Mamy dzisiaj dla nich bardzo dobrą wiadomość…

Na oficjalnej stronie internetowej archidiecezji gnieźnieńskiej znajduje się wykaz wszystkich jej parafii wraz z aktualną obsadą personalną. Z owego almanachu dowiadujemy się, że placówką pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła w Zagórowie (prawie 3-tysięczne miasteczko w powiecie słupeckim) dowodzi ksiądz proboszcz Ryszard Maciejowski, a ponieważ sprawuje on również funkcję dziekana dekanatu zagórowskiego, pomaga mu w pracy duszpasterskiej trzech wikariuszy.

Jednym z pomocników proboszcza z Zagórowa jest 41-letni ks. Tadeusz Fijałkowski (w zawodzie od 15 lat), przy którego nazwisku widnieje lakoniczna wzmianka: „Nieobecny w parafii”.

Innymi słowy: „ksiądz Tadeusz żyje, nic złego się nie dzieje, traktujemy jego nieobecność jako usprawiedliwioną i ani nam w głowie wyrzucać go dyscyplinarnie z pracy” – przyznaje kuria metropolitalna.

Rzecz to dla nas o tyle intrygująca, że magister teologii ksiądz Tadeusz Fijałkowski, który w nader tajemniczych okolicznościach zniknął z Zagórowa na początku 2006 r., figuruje też w kartotekach „FiM”. Ba, mamy go na czołowym miejscu top listy najbardziej poszukiwanych oszustów w sutannach…

###

Gdy na początku 2006 r. ksiądz Fijałkowski opuszczał nocą swoje mieszkanie na plebanii, miał długów więcej niż włosów:
# Siedziało mu na karku dwóch komorników usiłujących ściągnąć ponad 100 tys. zł wyłudzone w 2003 roku od pewnego banku w Krakowie;
# Ścigali go wierzyciele z Koła i Włocławka – naiwni biznesmeni, którzy wspomagali duszpasterza „chwilówkami” w kwotach dochodzących nawet do 30 tys. zł;
# Tylko w Zagórowie i okolicy pożyczył w sumie od tubylców kilkanaście tysięcy złotych, których ani myślał oddawać.
– Od chłopaków pożyczał nawet po pięć złotych. Mnie przekręcił na dychę. Niepotrzebnie się połaszczyłem, kiedy obiecał, że odda piętnaście – przyznał nam jeden z uczniów ks. Tadeusza (nauczyciela religii w zagórowskim gimnazjum), gdy zbieraliśmy materiały do artykułu „Ucieczka z k(l)asą” („FiM” 9/2006), którą wikary wpisał się na top listę świątobliwych oszustów.
– Ode mnie wziął najpierw sto złotych i – nie powiem – zwrócił w terminie. Później potrzebował pilnie pięćset, ale na szczęście miałam pod ręką tylko trzysta – cieszyła się pracownica Domu Pomocy Społecznej.

Nawet zdesperowany proboszcz nie wytrzymał.
– Gdzieś w Krakowskiem naciągnął banki, a że podmienił w papierach imię, przez półtora roku nie mogli go znaleźć i dopiero przy kontroli drogowej policja namierzyła księdza Ryszarda po numerze PESEL. No i zaczęli przyjeżdżać do parafii komornicy. Tyle szkody narobił Kościołowi i kapłanom… – żalił się naszemu dziennikarzowi ks. Maciejowski.

Dlaczego więc ów Kościół nie usunął łotra z grona swoich funkcjonariuszy?
– Musi mieć w najbliższym otoczeniu księdza arcybiskupa Henryka Muszyńskiego jakiegoś możnego protektora. Nie znajduję innego wytłumaczenia na to, że pasterz toleruje dwuznaczną moralnie sytuację i uporczywie trzyma księdza Tadeusza „na stanie”, mimo jego 2,5-letniej nieobecności. No, chyba że sam ksiądz arcybiskup dobrze wie, co się dzieje i gdzie „zguba” przebywa. Być może czeka na całkowite wygaśnięcie emocji, żeby dyskretnie skierować księdza Tadeusza do jakiejś małej parafii lub wysłać na misję – spekulował przed miesiącem w rozmowie z „FiM” gnieźnieński proboszcz.

###

A teraz najważniejsze! Trzymamy w zanadrzu bardzo dobrą wiadomość. Dedykujemy ją wszystkim ludziom i instytucjom (wyłączając kurię metropolitalną, która cieszyć się z pewnością nie będzie) żywo zainteresowanym losem księdza Fijałkowskiego. Radujcie się uczniowie i gospodynie domowe z Zagórza, drobni przedsiębiorcy, banki oraz komornicy: mamy go!

Księdza Fijałkowskiego znaleźliśmy w Kinsale – uroczym nadmorskim miasteczku na południu Irlandii (hrabstwo Cork). Kupił tam sobie widoczny na zdjęciu jednopiętrowy domek stanowiący fragment segmentu (dokładny adres znany redakcji, osobom zainteresowanym, które udokumentują swoje roszczenia finansowe wobec ks. Tadeusza, ułatwimy bezpośredni z nim kontakt). Ładniutki domek, choć – powiedzmy to sobie otwarcie – daleko mu do standardowej polskiej plebanii. Cztery sypialnie, jedna duża kuchnia z living roomem, hol, dwie łazienki… Ciężko się pomieścić, ale dwóm zaprzyjaźnionym panom jakoś wystarcza.

Duchowny zamieszkuje pod jednym dachem ze swoim wieloletnim partnerem życiowym Dariuszem B. Przyjechali tu z Polski razem, a pogłoski rozpuszczane w archidiecezji o rzekomej kobiecie, która opętała ks. Tadeusza, sprowadzając go na drogę grzechu, okazały się tylko plotkami.

Swoim irlandzkim sąsiadom ks. Tadeusz zwierza się czasem, że w Polsce był nędznie opłacanym nauczycielem i żeby kupić skromny dom w Kinsale, musiał zaciągnąć kredyt…

Z czego dzisiaj żyje?

Raczej nie są to procenty z lokat bankowych, bowiem jeszcze niedawno pracował na etacie nadzorcy pokojówek w miejscowym, bardzo eleganckim (od 160 do 230 euro za
dobę) hotelu „The Old Bank House” (fot. powyżej), a dopiero od kilku miesięcy wypoczywa na zasiłku dla bezrobotnych. Dodatkowej gotówki dostarczają mu trzy wolne sypialnie wynajmowane od czasu do czasu Polakom przyjeżdżającym do pracy w Irlandii.

Ks. Tadeusz nie odważył się jeszcze wybrać do kraju, ale też nie ma specjalnie po co, bo rodzina często odwiedza go w Kinsale (ostatnio wizytę złożyła siostrzenica). Co ciekawe: widziany też był z jakimś specjalnym emisariuszem w osobie polskojęzycznego faceta w koloratce.

A na koniec specjalna wiadomość dla kościelnych szefów czasowo „nieobecnego w parafii” wikarego: choć powinności kapłańskich ks. Fijałkowski oczywiście nie spełnia, to w pobliskim kościele zdarza mu się bywać nawet dwa razy dziennie, modli się gorliwie i jeszcze żadnej niedzielnej mszy nie opuścił. Jeśli zaś chodzi o zwyczajowe 10 proc.
„znaleźnego”, prosimy je przekazać (tylko bez pośrednictwa Caritasu!) na jakiś dom dziecka…

Ksiądz Tadeusz Fijałkowski specjalnie dla „Faktów i Mitów”:
– Proszę się mną nie zajmować, bo sobie tego nie życzę – odparł po kilku sekundach bezdechu.
– Mamy z tym pewien kłopot, bowiem bardzo sobie tego życzą ludzie, którym ksiądz jest winien masę pieniędzy.
– To są wyssane z palca bzdury.
– Możemy podać księdzu ich nazwiska i adresy…
– Nie ma takiej potrzeby.
– A moglibyśmy choćby telefonicznie skonfrontować ich z księdzem?
– Kończmy tę rozmowę!
– Jesteśmy nawet gotowi przyjechać do Irlandii, żeby wyjaśnić sprawę. Czy możemy liczyć na spotkanie z księdzem?
– Absolutnie nie! Żegnam…

[2008] FaktyiMity.pl Nr 37(445)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: