FiM – Proboszcz non gratis

Biją księdza! Gdzie? W Aleksandrowie Łódzkim. Ksiądz Norbert Rucki został spoliczkowany w kościele, przy ołtarzu, w obecności wiernych. Parafianin, który uderzył proboszcza, stał się bohaterem miesiąca, bowiem wielu mieszkańców Aleksandrowa uważa, że ksiądz Rucki zasłużył na lanie nie tylko jako proboszcz, ale i jako radny.

Ten chyba jedyny w Polsce radny w sutannie od dawna wykazuje niezwykłą nawet jak na stan duchowny aktywność polityczną. Z całego serca i duszy, myślą, słowem i uczynkiem popiera Aleksandrowskie Porozumienie Samorządowe. Postanowił, że burmistrzem miasta powinien zostać Piotr Zentera, a w dniu wyborów burmistrza ksiądz-polityk przeszedł samego siebie: zrywał plakaty konkurentów swego pupila, dowoził popleczników Zentery do urn wyborczych, dwoił się i troił. I kiedy chciał trochę odsapnąć przy ołtarzu… dostał po buzi od parafianina.
– Gdyby proboszcz nie dowoził swoim samochodem do urny wielu popleczników i dewotek, a także nie zrywał osobiście plakatów konkurentów, na czym go złapano – mówi jeden z mieszkańców Aleksandrowa – nie uzyskałby nawet tych 249 głosów, dzięki którym po raz trzeci udało mu się zdobyć mandat radnego. Jak na 7-tysięczny okręg wyborczy – nie uzyskał zbyt wiele głosów. Nie wyciągnął jednak z tego ani jednego sensownego wniosku. Jego pazerność na władzę i pieniądze jest porażająca.

Niedawne wybory, zamiast sukcesu, przyniosły jednak Ruckiemu klęskę. Zaangażował się w kampanię wyborczą Aleksandrowskiego Porozumienia Samorządowego, w skład którego wchodzi kilka partii, i robił wszystko, by burmistrzem został jego pupil Piotr Zentera, były wiceburmistrz. Mimo agresywnej propagandy gazety samorządowej i nachalnego wykorzystywania ambony, aleksandrowianie powiedzieli wreszcie: dość! Dość mamy rządzenia nieudaczników i proboszcza!

Przed wyborami prałat szalał, szkalował ludzi, oczerniał Jacka Lipińskiego, który wkrótce został nowym burmistrzem. Ksiądz trafił na ławę sądową i ostatecznie Temida nakazała mu przeprosić Lipińskiego za nieprawdziwe oskarżenia. Rucki, oczywiście, nie przeprosił, czym jeszcze bardziej rozjuszył trzeźwo myślących parafian. Podczas inauguracyjnej sesji rady miasta proboszcz-radny usiłował jeszcze walczyć, ale okazało się, że jest w mniejszości i nie ma szans na realizowanie swojego widzimisię w mieście.

Wkrótce po przejęciu władzy przez ludzi Lipińskiego do ratusza wkroczył komornik, zajmując część majątku gminy. Dopiero teraz na światło dzienne wyszły skandaliczne błędy i zaniedbania poprzedniej władzy, którą tak gorliwie wspierał ksiądz-polityk. Jak wyliczono wstępnie, na koniec ubiegłego roku długi miasta wyniosły prawie… 11 mln zł! W trybie awaryjnym samorząd musiał zaciągnąć kilka kredytów, by nie doszło do bankructwa.

Kapłan czy biznesmen?

Kim naprawdę jest ks. Norbert Rucki? Kapłanem nominalnie, a realnie biznesmenem, który dla zrealizowania swoich ambicji nie liczy
się z niczym i z nikim?

Pochodzi z Rzeszowszczyzny, z niewielkiej wsi Kliszów, gdzie do dziś mieszka jego rodzina. Do Aleksandrowa trafił w 1976 r.
– Od samego początku parafię traktował jak swój własny folwark – mówi Anna Maklak, jedna z mieszkanek Aleksandrowa. – Odzyskał cały pradawny majątek kościelny. Liczne przejęte budynki w samym centrum miasta wydzierżawia od lat, czerpiąc z tego olbrzymie dochody. Rozbudował kościół, wzniósł potężną plebanię, w której oprócz księżowskich mieszkań znajdują się dochodowe gabinety lekarskie.
– Wykorzystując swoją pozycję w mieście i uległość władzy – mówi Tadeusz Korbel – kupił przy ul. Zgierskiej sporo hektarów atrakcyjnej ziemi, a następnie ją podzielił na działki budowlane i sprzedał za olbrzymie pieniądze. Dlaczego tej ziemi nie sprzedało miasto borykające się z kłopotami finansowymi?

Sporo światła na interesy Ruckiego rzucił przed laty Jonasz w swoim głośnym bestsellerze „Byłem księdzem”. Obecny naczelny „FiM” w połowie lat dziewięćdziesiątych trafił jako wikary właśnie do Aleksandrowa. Według ocen Jonasza, Rucki miesięcznie wyciągał wówczas grubo ponad 400 mln starych złotych, do tego dochodziło około 50 mln z tacy i drugie tyle z wszelkich podatków cmentarnych, tj. od placów, pomników, ekshumacji.

Ten geniusz finansjery – jak go nazywa Jonasz – przebywał przed laty w Anglii i Holandii, gdzie zdołał pozyskać wielu darczyńców i sponsorów. Do biednego Aleksandrowa płynęły więc kontenery wypełnione po brzegi żywnością, odzieżą, a nawet rozmaitym sprzętem i meblami. Rucki niczego nie zmarnował. Za jego sprawą żywność lądowała w sklepikach i na straganach, by zamienić się w cudowne banknoty zasilające kasę pazernego proboszcza. Obszerne salony godne księcia wyposażył w antyczne meble, skórzane sofy, luksusową elektronikę i obrazy, które mogłyby zawisnąć w niejednym muzeum. Korzystając z głupoty państwa, które pozwoliło księżom bez cła sprowadzać m.in. kosztowne pojazdy, kupę szmalu zarobił na ich obrocie. Do dziś jeździ sprowadzonym w ten sposób luksusowym jeepem. Rucki nie miał także żadnych skrupułów, udzielając pomocy swojemu bratu z Rzeszowskiego, usiłującemu wyłudzić od PZU odszkodowanie w wysokości około 50 mln. („FiM” nr 16/2001). Proces w tej sprawie toczy się od kilku lat.

W Aleksandrowie – oprócz pazerności Ruckiego – znane są także jego skłonności do kobiecych wdzięków. Ale wobec tego, co wyprawiają księża z dziećmi, to przecież raczej zaleta niż wada.

Prałat lubi pomiatać ludźmi. Sporo na ten temat mogą powiedzieć m.in. pracownicy cmentarza. W listopadzie niewiele brakowało, by właśnie z powodu skąpstwa i pazerności znów doszło do pobicia proboszcza.
– Nie dość, że bezkarnie zatrudnia ludzi na czarno, to jeszcze ich okrada – mówi jeden ze zwolnionych grabarzy. – Jeśli ktoś się upomni o należne pieniądze lub zacznie domagać się ludzkich warunków pracy, natychmiast wylatuje z roboty. Dlatego mało kto zdoła tu popracować dłużej.

Ja – władca dusz!

– Już w poprzedniej kadencji odzywały się głosy, że ks. Rucki nie powinien być radnym – mówi aleksandrowianin Jerzy Pokorski. – Proboszcz wsparł się wtedy pozytywną opinią naukowca z KUL-u, choć sprawa była wielce dyskusyjna.
– W województwie łódzkim jest to obecnie jedyny radny w sutannie – usłyszeliśmy w delegaturze Krajowego Biura Wyborczego. W Warszawie także nie słyszeli o podobnym przypadku.

Burmistrz Jacek Lipiński nie chce dziś wypowiadać się na temat ks. Ruckiego.
– Mam poważniejsze problemy na głowie – mówi spokojnym głosem. – Miasto jest zadłużone, mamy prawie 30-procentowe bezrobocie, w ostatnich latach z Aleksandrowa wyniosło się wiele firm.

W ludziach jednak coś pękło. Gdy niedawno za sprawą wszechwładnego proboszcza usunięto z drugiej w mieście parafii ks. Jerzego Majdę, a na jego miejsce przyszedł ks. Piotr Bratek, rzekomo siostrzeniec Ruckiego, zresztą dziwnie do niego podobny – ludzie zaczęli się buntować.
– Dawaliśmy proboszczowi do zrozumienia, by wycofał się z polityki i zajął się tym, czym jako kapłan powinien się zajmować. Na próżno – mówi pani Anna. – Dlatego podjęliśmy działania zmierzające do zmiany proboszcza.
– Ksiądz, nawet najbardziej zaangażowany w sprawy swojego środowiska – mówi Edward Pawlak, prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Aleksandrów 2000 i jednocześnie radny – nie powinien mieszać się do polityki i być stroną w wyborach. W sprawie naszego proboszcza wysłaliśmy list do nuncjusza, ale skierowano nas do kurii w Łodzi.

Przedsiębiorcy celowo pominęli arcybiskupa w Łodzi, bo ten jest kolegą Ruckiego. Mówią sobie po imieniu i wygląda na to, że kruk krukowi oka nie wykole. Zarówno arcybiskup Władysław Ziółek, jak i pochodzący z tej parafii kanclerz kurii Andrzej Dąbrowski zapewne już dawno słyszeli o machlojkach Ruckiego, ale nigdy dotąd nie zareagowali. Czy teraz wreszcie zdecydują się wysłuchać głosu mieszkańców Aleksandrowa? Raczej nie!
– Jeśli Rucki nie opuści Aleksandrowa, dojdzie do najgorszego rozwiązania – zapowiada Korbel. – Któregoś dnia po prostu nie wpuścimy go do świątyni, bo wbrew temu, co mówi przy każdej okazji – kościół jest nasz, a nie jego!

[2003] FaktyiMity.pl Nr 1(148)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: