FiM – Kościelni buntownicy

Najpierw karami kościelnymi szantażował ich biskup, teraz ukarał ich sąd.

Mowa o księdzu i parafianach z Miasteczka Śląskiego, którzy przez pół roku okupowali plebanię, buntując się przeciwko kurialnemu panu.

O konflikcie między biskupem gliwickim Janem Wieczorkiem a ks. Grzegorzem Deworem i parafianami z Miasteczka Śląskiego media już zapomniały, a hierarsze przeszła czkawka na myśl o buncie owieczek. Zdziwiłby się jednak, gdyby posłuchał, jak żywe są ich żale wobec Kościoła. Przypomnijmy…

W zeszłym roku bp Wieczorek w trybie pilnym wydał dekret o przeniesieniu ks. Dewora – ówczesnego administratora parafii. Przyczyną miało być rzekome nadużywanie przez niego alkoholu, choć na temat tego zarzutu pielgrzymujące do biskupa delegacje nic nie mogły powiedzieć – nikt nie widział księdza w stanie nietrzeźwym. Poszły słuchy, że ks. Dewor miał wobec pracodawcy za mało pokory, a to w Kościele grzech największy. Ludzie zbuntowali się i powiedzieli, że księdza nie oddadzą, bo to dobry człowiek, uczciwy i ludzki, a nie wydrwigrosz. Próbowali pertraktować z ordynariuszem. Słali petycje z podpisami i wysyłali swoich przedstawicieli. Na próżno. Ksiądz ma opuścić parafię, inaczej będzie ukarany wraz z nieposłusznymi parafianami – słyszeli po przeciwnej stronie. Wówczas zbuntowali się: nie puścimy go! Bp Wieczorek wkurzył się, suspendował księdza (zakaz prowadzenia parafii, spowiadania, uczenia katechezy i odprawiania mszy) i nakazał opuścić parafię. Deworianie (zwolennicy ks. Dewora) wściekli się, skuli łańcuchami wejście na plebanię i zaczęła się okupacja, która trwała prawie pół roku. W rozwiązaniu konfliktu nie pomogli ani prymas, ani nuncjusz, ani kard. Dziwisz, do których mieszkańcy słali prośby i spotykali się osobiście. W końcu – przed zimą, w obawie o zdrowie pikietujących – ks. Dewor opuścił plebanię, ale zamieszkał u jednego z parafian.

Konflikt wcale się na tym nie skończył. Hierarchowie postanowili przykładnie ukarać krnąbrne owieczki i plebana. I wytoczyli najcięższe działa: donieśli na nich do prokuratury. Ta po kilku miesiącach przesłuchań oskarżyła i księdza, i 43 parafian.
O co? Księdzu Grzegorzowi Deworowi zarzuciła ukrywanie dokumentów kościelnych (art. 276 kk), a jego zwolennikom – złośliwe przeszkadzanie w publicznym wykonywaniu aktu religijnego (art. 195 kk). Za oba przestępstwa kodeks przewiduje nawet do dwóch lat więzienia. Prokuratura w Tarnowskich Górach wystąpiła jednak do sądu z aktem oskarżenia, żądając ukarania tylko księdza i Patryka S., którzy byli wcześniej karani. Wobec 43 pozostałych wystąpiła z wnioskiem o warunkowe umorzenie kary ze względu na ich dotychczasową niekaralność. Sąd zastosował uproszczony tryb postępowania i na posiedzeniu niejawnym 14 czerwca wydał wyrok nakazowy. Uznał księdza Grzegorza za winnego i skazał na grzywnę w wysokości 30 stawek dziennych po 50 zł, czyli 1500 zł plus koszty sądowe. Patryk S. ma zapłacić 1000 zł grzywny. Jak nam powiedziała sędzia Teresa Żyłka, prezes Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach, wyrok jest nieprawomocny i może się od niego odwołać zarówno prokuratura, jak i skazani.

Zdaniem ks. Dewora, wyrok został wydany na życzenie kurii i jest bezpodstawny, bo podczas trwającej prawie pół roku okupacji plebanii petenci bez przeszkód mogli korzystać z ksiąg parafialnych. I korzystali. Zdarzało się, że nawet kilka razy w tygodniu. Kancelarzysta wydawał potrzebne wypisy i opieczętowywał je. Ksiądz zapowiedział nam, że będzie się odwoływał od wyroku.

Z kolei 18 lipca ma się odbyć sądowa sprawa przeciwko 43 parafianom, którzy blokowali kościół. Prokuratura uznała ich za winnych, ale ze względu na ich niekaralność wnioskuje o warunkowe umorzenie kary na okres dwóch lat. Deworianie nie poczuwają się do winy, a całą sprawę uznają za zemstę Kościoła, który chce zastraszyć inne parafie przed podobnymi akcjami. – Nie poddamy się – zastrzegają. I przypominają, że choć już nie ma okupacji plebanii, to nieopodal jej murów – na znak protestu – wciąż modlą się wraz z ks. Deworem podczas wieczornego Apelu jasnogórskiego. Codziennie ponad setka ludzi przychodzi, aby posłuchać kazania z dala od kościelnej obłudy. Nie chcą jednak tworzyć nowego wyznania czy Kościoła. – Nie jesteśmy przeciwko wierze, tylko nie godzimy się z takim traktowaniem wiernych. Nie jesteśmy niewolnikami biskupa, mamy prawo zabierać głos w sprawach parafii. Nie godzimy się z koncepcją Kościoła, który ukrywa niegodziwców w sutannach, a księży z powołania traktuje jak zbędne śmieci.

Ksiądz Dewor wciąż wynajmuje mieszkanie na terenie parafii. Po kilku miesiącach poszukiwań podjął pracę w jednym z wydawnictw w Gliwicach. Deworianie nie wyobrażają sobie jednak, że kiedyś odejdzie. W tym czasie hierarchowie oferowali mu… możliwość odbycia pokuty. – Jeden z księży emisariuszy poinformował mnie, że bp Wieczorek zgodziłby się na moje ukorzenie. Czas pokuty miałby trwać pięć lat. Najpierw musiałbym udać się na rok do zamkniętego klasztoru, potem kilka lat rozdawałbym w szpitalu lub w więzieniu komunię. Nigdy jednak nie mógłbym sprawować funkcji samodzielnych, proboszcza czy wikarego, ponieważ – jak poinformowano – mam za duży wpływ na ludzi. Nie zgodziłem się na taką propozycję. To nie ja jestem winny konfliktowi w Miasteczku Śląskim, tylko biskupi, którzy w swojej pysze ogłuchli na głos ludzi – denerwuje się ksiądz.

W razie jego ekskomuniki deworianie zapowiadają rozszerzenie swojego protestu. Zamierzają utworzyć stronę internetową, na której odsłanialiby kulisy grzechów księży i biskupów lub powołać stowarzyszenie, które świadczyłoby o prawdziwym obliczu Kościoła. Trzymamy kciuki za powodzenie walki o nowe oblicze ziemi.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 26(330)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: