FiM – Krzyk owiec

Parafianie, szczególnie ci bardzo wierni i oddani, to dla księdza największy skarb. Coraz częściej okazuje się jednak, że ów skarb stawia wymagania. I potrafi walczyć o swoje.

Stefan Rychert przez ponad dwadzieścia lat pasał stado w parafii Przemienienia Pańskiego i NMP Królowej Polski w Somoninie (woj. pomorskie). Posługa wśród bogobojnych Kaszubów do trudnych na pewno nie należała, toteż ks. Stefan uznał, że jest alter ego samego Boga i zaczął do swej nowej roli przekonywać parafian.

Sześć lat ludzie tolerowali bufonadę oraz całkowitą i jawną niegospodarność proboszcza, dojenie kasy tudzież permanentny brak czasu na duszpasterską posługę. Zrzucili się nawet na kosztowny remont przeciekającego dachu świątyni, który do dziś nie jest naprawiony. Ksiądz ma za to plebanię niczym pałac, a na temat forsy ze zbiórki milczy jak zaklęty. Przekładanie godziny mszy świętej i różnicowanie jej ze względu na wysokość ofiary to też norma. Podobnie jak wypraszanie z nabożeństw i wieczne urąganie na skąpstwo owieczek. „Na tacę złotówkę? To babci klozetowej więcej dajecie!” – tak ksiądz Rychert rugował parafian.

W końcu nie wytrzymali. – Ksiądz długo traktował nas jak swołocz i swoich wyrobników. 10 czy 20 zł to dla niego żadna ofiara. Na mszy oświadczył, że za kolędę chce co najmniej 100 zł, a jeśli kogoś nie stać, to niech przez cały rok zbiera po dychu – mówią wkurzeni już nie na żarty ludzie. Zaczęli też somonińskiego proboszcza podliczać. „A co dzieje się z finansami parafialnymi? Biorąc pod uwagę fakt, iż najniższa opłata, narzucona przez proboszcza za codzienną intencję mszalną, wynosi 50 zł, roczny budżet musi wyglądać imponująco”– napisali w liście do pelplińskiego biskupa Jana Bernarda Szlagi, wierząc, że pod tym adresem znajdą zrozumienie. Na wszelki wypadek dodali, że jeśli nie, to polecą
do mediów.

Postawili na swoim. 62-letni Stefan Rychert, który nie pokalał się nawet najcichszym „przepraszam”, od 1 grudnia br. ma zasilić krąg księży emerytów.

###

Lekkiej starości nie ma również proboszcz Zbigniew Klamann z Potęgowa. W wieku 74 lat ks. Zbigniew z powodzeniem mógłby na emeryturze zażywać rozkoszy liczenia forsy wydojonej od wiernych przez lata pasterzowania. Ale on nigdzie się nie wybiera. W każdym razie nigdzie tam, gdzie nie miałby stałego dopływu gotówki. Zdesperowani parafianie – jak dotąd zbyt nieśmiali, aby zapakować księdza na taczkę – walczą z jego chorobliwą wręcz pazernością za pomocą ulotek rozrzucanych w miasteczku. Na drzewach i przystankach autobusowych rozwieszają też plakaty obnażające pazerność klechy. – Jemu zawsze jest mało – mówią wkurzone owieczki Klamanna.

###

Zajrzyjmy na koniec do Krysiaków niedaleko Ostrołęki, gdzie na początku bieżącego roku parafianie od Matki Bożej Królowej Korony Polskiej odnieśli spektakularne zwycięstwo nad swoim pazernym i nie do końca zrównoważonym proboszczem Stanisławem Dudkiem („Gnidy i świnie” – „FiM” 8/2007). Ich niezwykła determinacja zaowocowała odwołaniem księdza. Dziś parafią zarządza ks. Mirosław Teofilak. Nie oznacza to bynajmniej, że ludzie mają Dudka z głowy. Bo były proboszcz, mimo wyraźnego nakazu biskupa Stanisława Stefanka, plebanii w Krysiakach nie opuścił, za co zresztą został ukarany suspensą. I zapowiada, że będzie swojego miejsca na ziemi bronił do ostatniej kropli krwi.

###

Parafianie od zawsze przymykali oko na poczynania swoich duszpasterzy – strach przed tym, że nie pochowa, nie ochrzci, nie da bierzmowania, ślubu, komunii lub zaświadczenia, zazwyczaj był silniejszy. Nadchodzą jednak czasy, gdy nad poszanowanie sutanny ludzie przedkładają szacunek dla… samych siebie. I o to właśnie chodzi!

[2007] FaktyiMity.pl Nr 45(404)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: