FiM – Pralnia samoobsługowa

Biskupi definitywnie oczyścili się z zarzutów, jakoby niektórzy z nich kolaborowali z peerelowskimi specsłużbami. Sami się oczyścili.

Hierarchia polskiego kat. Kościoła ogłosiła, że „zakończone zostały badania udostępnionych przez Instytut Pamięci Narodowej materiałów archiwalnych, które dotyczą kapłanów, będących obecnie biskupami”. Okazało się, że w szeregach Episkopatu nie ma ani jednego byłego agenta i wszyscy dostojnicy kościelni (nawet arcybiskup Stanisław Wielgus!) są czyści, aczkolwiek „niekiedy ich kontakty ze służbami PRL można by uznać – z perspektywy historycznej – za nieroztropne, przy czym – w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej – były one często nieuniknione, a odbywały się za wiedzą władz kościelnych.

Summa summarum, „biskupi uznają za zamkniętą sprawę odnoszących się do nich materiałów organów bezpieczeństwa PRL”. Czytamy o tym w komunikacie opublikowanym 22 listopada 2007 r., po zakończeniu obrad Konferencji Episkopatu Polski (KEP) deliberującej m.in. nad sprawozdaniami:
* Kościelnej Komisji Historycznej, badającej w IPN-ie akta współpracowników nieboszczki bezpieki;
* Zespołu ds. Oceny Etyczno-Prawnej, weryfikującego oświadczenia hierarchów, których owa dokumentacja dotyczy.

###

Biskupi szczycą się też w rzeczonym komunikacie, że są… „jedynym środowiskiem, które w sposób uporządkowany zdecydowało się na zbadanie historycznej wartości archiwaliów IPN oraz etyczno-prawną ocenę postaw osób, których te materiały dotyczą”.

Popatrzmy zatem, jak załatwili kwestię swojej samoobsługowej lustracji…
# 19 października 2006 r. Episkopat powołał Kościelną Komisję Historyczną mającą sprawdzić, czy w IPN-ie zachowały się, nie daj Boże, jakieś kwity na żyjących biskupów, co oficjalnie nazwano „naukowym zbadaniem – na użytek wewnętrzny Kościoła – dokumentów
zawartych w zasobach archiwalnych IPN, dotyczących inwigilacji i represjonowania duchowieństwa katolickiego przez organa bezpieczeństwa PRL”.
# Po blisko miesiącu zakulisowych pertraktacji i typowaniu właściwych ludzi, 14 listopada 2006 r., ówczesny sekretarz generalny KEP, bp Piotr Libera, uroczyście wręczył nominacje na członków Komisji:
* dwóm zaproszonym „cywilom” cieszącym się najwyższym zaufaniem władz kościelnych (prof. Wojciech Łączkowski – były prorektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, członek Stowarzyszenia Polskich Prawników Katolickich, oraz prof. Zbigniew Cieślak z Uniwersytetu Kardynała S. Wyszyńskiego w Warszawie);
* trzem oddelegowanym przez biskupów duchownym (ks. prof. Jerzy Myszor – kierownik Zakładu Teologii Patrystycznej i Historii Kościoła na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego, ks. prof. Jacek Urban z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz ks. dr Bogdan Stanaszek – wykładowca Instytutu Teologicznego w Sandomierzu, adiunkt KUL-u).
# „Członkowie Konferencji Episkopatu Polski wysłuchali relacji dotyczących wyników prac Kościelnej Komisji Historycznej. W tym kontekście biskupi stwierdzili, że oceny [ich] postaw z okresu zmagań z totalitarnym systemem komunistycznym dokonywać winna jedynie komisja powołana przez Konferencję Episkopatu” – czytamy w komunikacie KEP z 14 marca 2007 r.

Jaką zawoalowaną treść ukrywa?
– Z Komisji zaczęły napływać niepokojące sygnały, że w teczkach niektórych biskupów są brudy. Żeby je jakoś zgrabnie przełożyć na formułę „inwigilacji i represjonowania”, na owym marcowym posiedzeniu Episkopat postanowił powołać jeszcze jedną ekipę, której zadaniem miała być weryfikacja zawartości teczek – wyjaśnił nam profesor KUL-u zaprzyjaźniony z jednym z członków Komisji.
# Do owej ekipy nazwanej Zespołem ds. Oceny Etyczno-Prawnej zakwalifikowano: ks. prof. Andrzeja Szostka (etyk, wieloletni rektor KUL), ks. Krzysztofa Warchałowskiego (specjalista z zakresu prawa kanonicznego, sędzia Sądu Metropolitalnego archidiecezji warszawskiej), ks. Tomasza Rozkruta (wiceprezes sądu kościelnego i „cenzor ksiąg o treści religijnej” w diecezji tarnowskiej) oraz „cywila” Macieja Bednarkiewicza (znany warszawski adwokat, członek Zakonu Kawalerów Maltańskich).
# 18 września 2007 r. Zespół ukonstytuował się, wybierając na swojego przewodniczącego ks. prof. Szostka. W tym samym dniu odbyło się wspólne posiedzenie Komisji i Zespołu, pod nadzorem sekretarza generalnego Episkopatu – bp. Stanisława Budzika – oraz abp. Sławoja Leszka Głódzia, któremu biskupi powierzyli funkcję „łącznika” z gremiami zajmującymi się ich lustracją.

Uzgodniono, że Komisja przekaże Zespołowi zebraną dokumentację do oceny etyczno-prawnej.
# Ocena wypadła świetnie: „Zespół przestudiował wyniki prac Komisji i orzekł, że nie ma podstaw, aby kwestionować oświadczenia biskupów, którzy wyjaśnili swój sposób kontaktów, utrzymywanych za wiedzą przełożonych, ze Służbą Bezpieczeństwa. Wykazano, że siła dokumentów IPN nie jest wystarczająca, aby formułować zarzut świadomej współpracy wobec któregokolwiek z obecnych biskupów” – oznajmił bp Budzik.
# Bardzo chciałbym zobaczyć, jak Bednarkiewicz studiuje te kwity w wolnych chwilach między obowiązkami wynikającymi z aktywnej praktyki adwokackiej, działalności w przykościelnym Stowarzyszeniu Przymierze Rodzin oraz sprawowanych odpowiedzialnych funkcji w potężnych instytucjach finansowych – skomentował wypowiedź biskupa nasz informator z IPN-u, sugerujący powierzchowność ocen Zespołu.

Ujawnijmy więc dla porządku, że oprócz członkostwa w Radzie Nadzorczej PZU SA, mecenas Bednarkiewicz jest też przewodniczącym Rad Nadzorczych: Banku Millennium, spółki informatycznej Techmex, czy wreszcie gazowo-naftowej spółki PBG.
# Pomijając trudną do rozstrzygnięcia kwestię, kto ile miał czasu na wnikliwe studiowanie dokumentów, pozostaje faktem, że wszyscy członkowie Zespołu ds. Oceny Etyczno-Prawnej podpisali się pod „wyrazami solidarności z głosem biskupów, którzy z bólem lub oburzeniem reagują na zgłaszane pod ich adresem insynuacje”, albowiem „oskarżanie wymienianych w aktach SB biskupów o świadomą i dobrowolną współpracę ze służbą bezpieczeństwa PRL jest merytorycznie bezpodstawne, gdyż pozbawione dowodów”;
# Polskie społeczeństwo jest chyba zbyt mało rozgarnięte, żeby dowiedzieć się, którzy z biskupów utrzymywali z bezpieką konszachty określone w sprawozdaniu Zespołu mianem „nieroztropnych”, i aby każda zainteresowana owieczka mogła samodzielnie wyrobić sobie pogląd, czy do kategorii „często nieuniknionych” da się zaliczyć:
* wspólne biesiady, a nawet polowania pasterzy z wysokimi rangą „wilkami” wywodzącymi się z tzw. kościelnego Departamentu IV MSW;
* prezenty w postaci najlepszych alkoholi i wykwintnych artykułów spożywczych, jakimi wspaniałomyślna bezpieka obdarowywała hierarchów w czasach najostrzejszego kryzysu gospodarczego, kiedy na sklepowych półkach królował ocet;
* i szereg innych postaw, które z detalami zdemaskowaliśmy już przed pięcioma laty (por. „Autorytety (a)moralne” – „FiM” 31/2002).

„Konferencja Episkopatu zadecydowała, że zostaną opublikowane tylko istotne wyniki prac Kościelnej Komisji Historycznej. Występujące w jej sprawozdaniu nazwiska biskupów nie będą ujawnione, ale za to pokażemy cały mechanizm działań Służby Bezpieczeństwa wobec Kościoła w czasach PRL” – ucina spekulacje personalne bp Budzik.

###

„Moi Bracia i Moje Siostry! Od poniedziałku, 12 listopada, pojawiły się w prasie lokalnej Wielkopolski, a także dziennikach naszego regionu informacje o mojej rzekomej współpracy ze służbą bezpieczeństwa PRL – rozpoczyna swój list pasterski (opatrzony datą 16 listopada 2007 r.) ordynariusz diecezji łomżyńskiej bp Stanisław Stefanek, wywodzący się z zakonu Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej.

Biskup – znany też jako entuzjasta o. Tadeusza Rydzyka – dalej skarży się:

„Udzieliłem[dziennikarzowi] informacji na temat przesłuchań, jakim byłem poddawany jako zastępca przełożonego generalnego, a także innych form nękania naszego zakonu, między innymi przez szantażowanie alumnów Seminarium Chrystusowców. Odpowiednio zinterpretowane niektóre fragmenty mojej relacji o treści przesłuchań ubeckich i odniesienia do faktów mnie nieznanych opatrzono jednoznacznie brzmiącym nagłówkiem doniesienia: »Biskup Stanisław Stefanek przyznaje się do korzystania z pomocy SB«.

Po zapewnieniu: „Nigdy, w żadnej formie, nie współpracowałem ze służbą bezpieczeństwa” – bp Stefanek kończy swój list w stylu klasycznym dla ojca dyrektora: „Byłem ostrzegany przez znajomych o możliwości ataku na mnie za moje wypowiedzi. W ostatnim czasie pojawiły się także z innej strony próby szantażu”.

Nożyce się odezwały, bo – jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem przez KPE komunikatu o zakończeniu lustracji – uderzył w stół „Głos Wielkopolski”. Dziennikarz tej gazety mocno się natrudził, zanim doszedł do konkluzji, że figurujący w rejestrach bezpieki tajny współpracownik o pseudonimie „Staszek” to prawdopodobnie bp Stefanek.

„Czy bp Stefanek był agentem, czy też z powodu swoich częstych, niewymuszonych kontaktów był przez SB traktowany jako jej człowiek? Trudno to rozstrzygać, bo zasoby archiwalne IPN są wciąż w znacznym stopniu niezbadane. Wiele wskazuje jednak na to, że kontakty duchownego wykraczały poza granice zalecane przez władze Kościoła– zauważa wielkopolski dziennik.

Na szczęście Episkopat wszystko parafianom wyjaśnił i dzisiaj już wiemy, że w przypadku łomżyńskiego biskupa Stefanka korzystanie – co sam przyznaje – z drobnych uprzejmości bezpieki było co najwyżej drobną „nieroztropnością”…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 48(404)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: