FiM – Zwyczajne rozmowy

Kościelna Komisja Historyczna znalazła w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej grubą teczkę na metropolitę gnieźnieńskiego…

Arcybiskup Henryk Muszyński z dniem 19 grudnia 2009 r. przejmie od kardynała Józefa Glempa posadę prymasa Polski. Starzy esbecy zapewne wyprawią z tej okazji wielki bal…

# # #

Tajne związki abpa Muszyńskiego z SB nie są dla nas żadnym newsem, bo pisaliśmy już o nich dwukrotnie, ujawniając m.in. fakt „regularnych »konsultacji« odbywanych przez księdza profesora Henryka Muszyńskiego ze swoim imiennikiem, pułkownikiem Henrykiem K.”, starszym inspektorem Departamentu IV („Autorytety (a)moralne” i „Lista Zaleskiego” – „FiM” 24/2006).

Dla arcybiskupa kontakty te okazały się jednak… szaloną niespodzianką.

„Dowiedziałem się o tym fakcie z dokumentów dostarczonych mi przez Kościelną Komisję Historyczną. Poinformowano mnie, że od 1975 r. byłem zarejestrowany jako »kandydat«, a potem w roku 1984 zostałem zarejestrowany jako »TW«. W 1989 r. zostałem wykreślony z listy współpracowników. O wszystkim dowiedziałem się dopiero teraz z najwyższym zdumieniem” – przekonuje w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną.

Tłumaczy, że owszem, odbywał spotkania z funkcjonariuszem SB, ale „zawsze miały one charakter konieczny lub nawet wymuszony” i nigdy nie zgodził się na nie dobrowolnie. „Kilka razy esbecy nachodzili mnie również w domu” – żali się abp Muszyński.

Czyżby aż taki panował wówczas terror, że w żaden sposób nie dało się nieproszonych gości wyrzucić za drzwi?

Arcybiskup zdaje sobie sprawę, że takim twierdzeniem przekroczyłby granicę śmieszności, więc wyjaśnia dość obłudnie: „Nie pozwalała na to postawa kapłańska”. Dodaje, że z SB komunikował się początkowo tylko w kwestii wyjazdów za żelazną kurtynę. Aczkolwiek przyznaje: „Ilekroć starałem się o paszport, czy to w Gdańsku, czy w Warszawie, zawsze rozmowę ze mną prowadził ten sam urzędnik”.

A gdy już został dziekanem wydziału teologicznego Akademii Teologii Katolickiej, bagatelizuje, że były to „zwyczajne rozmowy, dotyczące najczęściej spraw bieżących”.

„W okresie PRL-u byłem inwigilowany, wielokrotnie spotykałem się z różnymi formami represji” – plecie głupstwa hierarcha.

Najwyraźniej zapomniał, że korzystał z niedostępnego dla innych dobrodziejstwa trzymania w szufladzie biurka stałego paszportu „na wszystkie kraje świata”. W PRL-u był to bardzo rzadki przywilej, nadawany wyłącznie pewnym, swoim ludziom. I to w zamian za nieliche zasługi! Ponadto w 1986 roku komunistyczna Rada Państwa nadała Henrykowi Muszyńskiemu tytuł profesora nadzwyczajnego, co było już ewidentnym podziękowaniem za długoletnią służbę… nauce.

# # #

Arcybiskup od kilku miesięcy usiłował nawiązać kontakt ze swoim oficerem prowadzącym. Gdy go wreszcie znalazł, okazało się, że potrzebował certyfikatu moralności.
– Heniek chętnie wystawił mu takie świadectwo, bo przecież niejedną flaszkę razem z Muszyńskim obalili – ironizuje były przełożony płka Henryka K.

„Oświadczam niniejszym, że wpis dokonany w karcie ewidencyjnej ks. prof., dziś arcybiskupa Henryka Muszyńskiego (tw. = tajny współpracownik) został dokonany bez jego zgody i wiedzy oraz wbrew jego woli” – tej treści zaświadczeniem bezpieki złożonym do akt Kościelnej Komisji Historycznej arcybiskup całkiem oczyścił się z podejrzeń…

[2008] FaktyiMity.pl Nr 42(450)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: