Ksiądz: Piję, ale chcę się leczyć. Przepraszam moich parafian

Ksiądz proboszcz z parafii Jana Kantego w Malcu (gmina Kęty) przyznaje się do alkoholizmu. Zdecydował się na leczenie. O jego losie zdecyduje biskup

– Podobno jechał autem pijany, potrącił kobietę i uciekł. Wyrzucili go z plebanii. Zresztą prawo jazdy to mu już policja wcześniej zabrała, bo jeździł na „podwójnym gazie” – z taką informacją zadzwonił do naszej redakcji wczoraj mieszkaniec Malca.

We wsi huczy od podobnych plotek po tym, jak niedawno z dnia na dzień zmieniono proboszcza w tutejszej parafii. Wszyscy wiedzą, że ks. Jan Gawlas miał problem z alkoholem. On sam uświadomił sobie to dopiero po ostatniej niedzielnej mszy.

Zdecydował, że na łamach „Gazety Krakowskiej” opowie o swojej chorobie i przeprosi wiernych.

Jestem tylko człowiekiem
– To prawda, mam problem z alkoholem, ale chcę to zmienić – zaczyna rozmowę z naszymi dziennikarzami ks. Jan Gawlas. – Powinienem był to zrobić już dawno, ale jestem tylko człowiekiem. Wstyd wziął górę i kryłem się z tym aż do tej pory – mówi.

W niedzielę ks. Gawlas odprawiał mszę świętą. Przed ołtarz wszedł chwiejnym krokiem. Zgromadzeni wierni patrzyli na to z niedowierzaniem. Ksiądz jakby nigdy nic przystąpił do nabożeństwa. Wielu ze zgromadzonych twierdzi, że nie zrozumiało ani słowa z całej mszy.

– Zanim poszedłem do kościoła, wypiłem trochę za dużo, ale nie byłem całkiem pijany – zaznacza ksiądz. Chce się leczyć. – Wiem, że to będzie trudna droga, ale wierzę w to, że mi się uda i pokonam tę słabość.

To wyjątkowy ksiądz
Większość mieszkańców Malca stoi murem za swoim księdzem. Uważają, że jest wyjątkowym kapłanem i zawsze znajduje czas dla swoich parafian.

– Nie ma problemu z przełożeniem mszy, zorganizowaniem nabożeństwa w innym terminie, w plenerze, z chrztem nieślubnego dziecka – mówi Andrzej Ostafin, sołtys Malca. W Malcu jest od czterech lat, a proboszczem był od roku. – Myślę, że zasługuje na kolejną szansę – dodaje sołtys.

Jak pije, to niech się leczy
Są i tacy mieszkańcy, dla których ksiądź alkoholik to problem. – Przenieśli go do nas z Kęt, bo tam pewnie też pił i za karę go tu dali – mówi rozgoryczona Maria z Malca. – Na początku był na okresie próbnym i dobrze się sprawował albo dobrze się krył z wódką. Jak górnik przyjdzie pijany na kopalnię to go od razu zwolnią, a jak ksiądz pije to ludzie udają, że niczego nie widzą – mówi zdenerwowana.

Ksiądz Gawlas przyznaje, że problem ma od kilku lat. Leczenie podejmuje, aby nie stracić tego, co jest dla niego najważniejsze: wiernych, którzy przychodzą do kościoła słuchać słowa Bożego.

– Przepraszam wszystkich za to, że musieli patrzeć na moją ułomność – mówi ks. Gawlas. – Jeszcze w tym tygodniu jadę na odwyk. Oficjalnie nazwane to jest zwolnieniem lekarskim. Ale to zwykły odwyk dla alkoholików – wyznaje szczerze ksiądz.

Leczenie ma trwać od sześciu tygodni do dwóch miesięcy. Co potem? – O moim losie zdecyduje biskup, czekam na rozmowę z nim – przyznaje i dodaje, że po odwyku chciałby wrócić do Malca. Czuje się związany z mieszkańcami.

We wsi krąży wiele plotek
Ludzie w Malcu żyją historią księdza od feralnej mszy. Dziś już każdy zna inną wersję wydarzeń. Jedni mówią, że ksiądz zemdlał przy ołtarzu i trzeba było go wynosić z kościoła, inni, że nie powiedział ani słowa, bo nie był w stanie. Głośno też o samochodowych wyprawach księdza, o jego wypadkach. Kilku mieszkańców twierdzi nawet, że widziało rozbitego nissana qashqai należącego do Jana Gawlasa.

– Nikogo nigdy nie potrąciłem i nigdy nie miałem odebranego prawa do jazdy autem – zaprzecza ks. Gawlas. – Mogę każdemu pokazać dokumenty, bo noszę je przy sobie. Jeślibym kogoś potrącił jadąc pod wpływem, nie byłoby mnie teraz na plebanii, a siedziałbym w areszcie. Jestem człowiekiem jak każdy inny. Musiałbym odpowiedzieć za przestępstwo, jeślibym się go dopuścił.

Oświęcimska policja potwierdza słowa księdza: nie był nigdy notowany.

Wyczyść swoje sumienie
Ksiądz Gawlas złożył przed świętami życzenia swoim parafianom: „Starajmy się ten czas dobrze wykorzystać, bo poza zakupami, przygotowaniem potraw, powinno się zrobić porządki we własnym sumieniu. Myślę, że najważniejsze jest posprzątanie duszy na te wspaniałe święta”.

Widocznie on sam postanowił wziąć sobie te słowa do serca i odważył się zdradzić największą i najbardziej wstydliwą tajemnicę. Mieszkańcy modlą się, aby wytrwał.

***
W Małopolsce zachodniej zdarzały się spektakularne zatrzymania pijanych duchownych.

Księdza, który prowadził pod wpływem alkoholu po pościgu zatrzymała w 2011 roku policja z Olkusza. Duchowny podróżował przez Zawadę. 57-letni ksiądz jechał na spotkanie z dziećmi, które właśnie przystąpiły do Pierwszej Komuni Świętej.

Ksiądz Jerzy Siwek z Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Trzeźwości w Kowalewie twierdzi, że alkoholizm dotyka tak samo duchownych jak innych ludzi. Podważa teorię, jakoby księża pili, bo w ten sposób wypełniają pustkę w swoim życiu i rekompensują sobie brak rodziny.

Stanisław Zasada, autor książki „Wyznania księży alkoholików”, opisuje problem alkoholizmu wśród duchownych. W jego książce pojawiają się dane, że co dziesiąty kapłan ma problem z alkoholem. Jak tłumaczy autor, to nie oznacza, że 10 proc. duchownych to alkoholicy. To ci, którzy piją zdecydowanie za dużo. Tylko część z tych 10 proc. to osoby z chorobą alkoholową.

[2014.01.07] GazetaKrakowska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: