Kościół wmówił wiernym, że jest „święty”

Franciszkanin pracujący dziś w Poznaniu – 17 lat temu skrzywdził w Gdańsku młodą, chorą na padaczkę dziewczynę – ujawniła wczoraj „Gazeta”. – W żadnym wypadku nie można uznać tej konkretnej sprawy za zamkniętą. Ten zakonnik powinien być dawno odsunięty od kontaktów z ludźmi, zwłaszcza z dziećmi, i udać się na „zasłużoną” pokutę za grzech, jaki popełnił wobec bliźniego. Czas nie gra tu roli – mówi prof. Józef Baniak, socjolog religii z UAM

Przypomnijmy: M.C. – związany z Odnową w Duchu Świętym zakonnik – pod pretekstem modlitwy o uzdrowienie zamknął się z dziewczyną w swoim pokoju, siłą ją rozebrał, a potem masował jej piersi zjełczałym olejem i onanizował się. Historię tę ujawniła wczoraj „Gazeta” w reportażu Marcina Kowalskiego „Wybaczam ojcu w imieniu swoim i Jezusa Chrystusa”. Przed laty matka dziewczyny nie zgłosiła sprawy na policję ani do prokuratury, bo nie chciała szkodzić Kościołowi. Teraz zdecydowała się mówić. Napisała list do zakonnika. Ten najpierw się wypierał, ale gdy sprawą zainteresowała „Gazeta”, przyjechał z przełożonymi do pokrzywdzonej. Ta mu wybaczyła.

Rozmowa z prof. Józefem Baniakiem

Tomasz Cylka: To kolejna przykra sprawa dotycząca molestowania seksualnego, która ujrzała światło dzienne. Wielu duchownych przekonuje, że w ostatnim czasie mamy zmasowany atak mediów na Kościół. Takie myślenie ma jakiekolwiek uzasadnienie?

Prof. Józef Baniak, socjolog religii z UAM: Ta sprawa nie jest żadnym wyjątkiem. Molestowanie dzieci przez duchownych – księży i zakonników – ma bardzo odległą historię i nadal jest zdarzeniem ponawianym w ich środowisku. Trudno wskazać dokładne statystyki takich molestowań, gdyż hierarchowie skrzętnie je ukrywają przed opinią publiczną, by chronić tzw. „dobre imię” Kościoła. Jednak ta droga „pozbywania się problemu” tylko szkodzi Kościołowi, ponieważ podważa jego moralny autorytet oraz powoduje odchodzenie wielu z jego struktur, wywołuje kłopoty z wiarą, a przede wszystkim wyrządza trwałe krzywdy takim młodym osobom.

Media nie popełniają żadnego błędu, informując ludzi o przypadkach pedofilii w Kościele. Bo Kościół jest instytucją społeczną i podlega takiej samej ocenie jak każda inna instytucja. Dotyczy to też księży i zakonników, jeśli popełniają karygodne przestępstwa seksualne, a takim jest pedofilia. Niestety, biskupi popełniają grzech uczestniczenia w takim przestępstwie swoich podwładnych, zakazując ujawniania tych zdarzeń. Dziennikarz piszący o nich obiektywnie, w oparciu o materiały faktograficzne, w żaden sposób nie szkodzi Kościołowi, wręcz przeciwnie – pomaga mu i jego władzom w oczyszczeniu się, a zarazem uczula ludzi na skalę zła wynikającego z molestowania dzieci przez księży. Dziennikarze nie „idą w żadnej antykościelnej fali”, ujawniając te zdarzenia. Postępowaliby niemoralnie i sami braliby udział w czynionym złu, jeśli utajnialiby je, mając o nim wiedzę.

Matka pokrzywdzonej, tak jak wielu rodziców dzieci molestowanych przez duchownych, nie chciała tego ujawniać, bo – jak mówiła – nie chciała szkodzić Kościołowi. Jak takich ludzi przekonać, że szkodzą własnym dzieciom?

– Kościół wmówił wiernym, że jest „święty”, i na tej podstawie nakazał im chronić swoje dobre imię poprzez zakaz ujawniania zła dziejącego się wśród księży i zakonników. Może i Kościół jest święty jako globalna wspólnota religijna, natomiast wielu duchownym daleko do świętości, także zdefiniowanej przez ten Kościół. W konsekwencji rodzice wolą często skrzywdzić własne dziecko molestowane przez duchownego pod wpływem źle pojętej świętości Kościoła. Ponadto robią to też ze strachu przed takim księdzem, który wiele może zdziałać w parafii czy w innych okolicznościach i wyrządzić im inne zło. Boją się też opinii lokalnej, zapatrzonej w uczciwość „każdego” księdza. To ważne przeszkody, które utrudniają rodzicom mówienie prawdy i wzięcie w obronę własnych dzieci, przyznanie im, a nie molestantowi w sutannie racji.

A co zrobić, by przełożeni takich duchownych nie ukrywali ich moralnie odrażających czynów?

– To naprawdę jest trudne pytanie. Niełatwo o udzielenie na nie syntetycznej odpowiedzi. Może należałoby rozpocząć od zmiany w wychowywaniu kandydatów na księży i na zakonników, na starannym badaniu ich skłonności pedofilskich i poddaniu ich leczeniu, a przede wszystkim na zmianie ich świadomości moralnej, zmianie postaw i priorytetów, czyli na tym, żeby przełożeni autentycznie troszczyli się o los dzieci skrzywdzonych przez księży molestantów i pedofilów, a nie o źle pojęty autorytet i imię instytucji Kościoła czy dobro swojego zakonu. Franciszkanie przyznali się do tego zła, ale czy właściwie odczytali jego skutki w życiu tej kobiety? Mam co do tego wątpliwości. Ich bardziej cieszy jej przebaczenie religijne aniżeli los molestowanej kiedyś dziewczyny.

Czy pana zdaniem jako socjologa religii, a nie psychologa, można tę sprawę uznać za zamkniętą? Czy jednak władze zakonne powinny wyznaczyć bardziej surową pokutę, np. odsunięcie od jakiegokolwiek duszpasterstwa, w którym jest bliski kontakt z ludźmi?

– W żadnym wypadku nie można uznać tej konkretnej sprawy za zamkniętą, choć z moralnego punktu widzenia osobie skrzywdzonej należy się zadośćuczynienie, czyli okazanie jej dobra w różnej postaci przez Kościół i ten zakon. Ten zakonnik – jeśli i on i jego zakon, wierzą naprawdę w sprawiedliwość nieziemską – powinien być dawno odsunięty od kontaktów z ludźmi, zwłaszcza z dziećmi, i udać się na „zasłużoną” pokutę za ten grzech, jaki popełnił wobec bliźniego. Czas nie gra tu roli!

Prowadził pan badania na temat celibatu wśród księży. Nie ma pan wrażenia, że wielu – oczywiście nie wszystkich – przypadków dałoby się uniknąć, gdyby reguły celibatu się zmieniły?

– Bez wątpienia, celibat przymusowy księży i zakonników nie pozostaje w obojętności z takimi czynami przestępczymi. W licznych przypadkach księża parafialni, jak i zakonni, szukają rozładowania potrzeby seksualnej w „nielegalny” sposób, gdyż jej legalność utrudnia im celibat i tzw. ślub czystości seksualnej. Dotyczy to zarówno duchownych heteroseksualnych, jak i gejów. Stan duchowny jest takim środowiskiem, do którego lgną mężczyźni o skłonnościach seksualnych budzących sprzeciw prawny i moralny, w tym o skłonnościach pedofilskich. Być może celibat dobrowolny zmniejszyłby skalę tego zjawiska? Z drugiej strony zaś nie można posądzać wszystkich celibatariuszy, w tym świeckich, o zaburzenia w sferze seksualnej i erotycznej. Wbrew doniesieniom mediów kościelnych zjawisko pedofilii i molestowania seksualnego dzieci przez księży, jak i liczne ich związki z kobietami czy potomstwo księży, są zjawiskami o wiele częstszymi, niż mówią doniesienia statystyczne. Oni wszyscy są celibatariuszami, czyli muszą żyć w bezżeństwie, ale to nie oznacza, że rezygnują ze swojej seksualności, nieraz realizowanej w przestępczy sposób z dziećmi obojga płci.

Patrząc na zdecydowaną postawę papieża Franciszka z jednej strony i niejednoznaczną polskich biskupów z drugiej, ma pan nadzieję, że Kościół poradzi sobie wreszcie z tym smutnym problemem?

– Problem pedofilii i innych nadużyć seksualnych księży jest dla Kościoła w ogóle, a tym bardziej w Polsce, problemem bardzo trudnym z wielu powodów i względów. Niestety, nie widać dobrej woli jego władz lokalnych w skutecznym jego rozwiązywaniu, a nawet w jego zauważeniu. Raczej jeszcze długi czas upłynie, zanim polscy hierarchowie zechcą pogodzić się z tym trudnym problemem i rozwiązywać go dla dobra skrzywdzonych dzieci, a nie dla ratowania źle pojętego autorytetu Kościoła czy jego dobrego imienia. Być może papież Franciszek kiedyś poprosi ich na szczególną rozmowę do Watykanu i udzieli im wskazówek, które pomogą w zmianie świadomości moralnej i w przyspieszeniu działań regulujących wyjaśnianie tego problemu. Nadzieja jest zawsze. Myślę, że już sam ten papież został dany jako taka Nadzieja, z której już wychodzi dobra wola rozwiązania tego, jak i wielu innych problemów, z którymi Kościół sobie nie radzi, chociaż nie chce się do tego przyznać. Wielu ludzi właśnie w tym papieżu widzi taką nadzieję na „gruntowny remont” Kościoła, także w Polsce.

[2013.10.19] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: