MACANIE na śniadanie

Ksiądz ma prawo dotykać dzieci w miejsca intymne – ustaliła Prokuratura Rejonowa w Kętrzynie.

Bażyny to dziura pod granicą z obwodem kaliningradzkim. Dla starszych mieszkańców ksiądz jest namiestnikiem Boga. 10-letnia Krysia chciała do chóru kościelnego.
– Kto wie? – zagadał ks. Jarosław. – Napisz test na odwagę…
Pytanie pierwsze. Jest upał, idziesz bezludnym brzegiem jeziora, masz ochotę na kąpiel. Możesz: zrezygnować z kąpieli i wrócić do domu po kostium; wykąpać się w ubraniu; wykąpać się bez ubrania.
Krysia nie wie, którą odpowiedź wybrała, bo od tego czasu minęło 13 lat. Jest zażywną Krystyną, matką gromadki dzieci. Pamięta, że proboszcz zaprosił ją na plebanię, żeby omówić wyniki. Bała się iść sama. Dlaczego? Nie wie. Zabrała koleżankę.
– Tylko ciebie prosiłem – zdziwił się ksiądz i zatrzasnął drzwi przed nosem kumpeli. Przekręcił klucz.
– Usiądź – zaprosił, wskazując łóżko. Przycupnął obok. Objął Krysię. Kazał zdjąć łańcuszek z serduszkiem, które migotało na dekolcie. Wziął zdobycz w palce, lekko się odsunął.
– No jak, odbierzesz swoją własność? – zapytał.
Zdezorientowana milczała. Wreszcie wydukała: – Nie odbiorę.
– A jakbym chciał buziaka? – wypytywał duszpasterz.
Nie pamięta, jak wyszła z plebanii. Wie, że koleżanki były przesłuchiwane w podobny sposób.

Nazywało się to: „Ksiądz bada przepony chórzystek”.

Jola nie miała słuchu, nie potrafiła wyśpiewać gamy.
– Nie nadaje się do chóru – orzekła nauczycielka.
– Musi być! – wkurzył się ksiądz.
Któraś matka napisała do dziekana do Ornety. Czy to są normalne metody pedagogiczne zaglądać jedenastolatce w dekolt i macać ją? – pytała. Nie dostała odpowiedzi. Jedna dziewczynka poszła na skargę do dyrektorki szkoły. Współpraca z księdzem to była tragedia – uważa dzisiaj dyrektorka. Zmówiły się i katechetka wysłała list do arcybiskupa. W olsztyńskiej kurii pamiętają, że takie pismo przyszło w 2000 r., ale potraktowano je jako wyraz prywatnej wojny katechetki z proboszczem.
– Małe kusicielki – oceniła wioskowa starszyzna molestowane dziewczynki.
W wyniku pomówień w marcu 2009 r. ks. Jarosław awansował. Został dziekanem i gospodarzem lepszej parafii w pobliskim Garbnie. Dostał kościół, który wygląda na gotycki, a jest jeszcze na gwarancji. Został odbudowany od fundamentów po 1981 r.
Ku zdziwieniu miejscowych ks. Jarosław nie uczył w Garbnie religii.
– Miał szlaban od kurii – nieoficjalnie dowiaduję się w prokuraturze.
Myśleli, że powód jest prozaiczny: nadmiar obowiązków.

Bo duszpasterz dzieci lubił, zwłaszcza dziewczynki.

Zbliżało się trzecie wspólne lato, gdy 9-letnia Monika poskarżyła się rodzicom.
– Zabiera nas po trzy nad jezioro albo nad morze. Każe zdejmować majtki. Uczy pływać, dotyka po pupie i tam… – wskazała części intymne. – Zakopuje w piasku. Każe się przebierać w spódniczki, które wozi w bagażniku. Robi zdjęcia.
– Jakie morze? – wściekli się. – Bez naszej zgody?!
Wszczęli dochodzenie.

– Jak kąpałyśmy się w majtkach, kazał je zdejmować po wyjściu z wody. Brał po jednej do samochodu, na kolana. Siedział taki rozkraczony… Tłumaczył, że inaczej zamoczyłybyśmy mu tapicerkę – mówiły dziewczynki.

Ks. Jarosław wyjaśniał, że chciał dobrze. Weźmy ostatni przypadek. Przyszła do niego babcia z wnuczką. Dziewczynka chciała jechać na kolonie Caritas, ale nie była pewna, czy wytrwa do końca. A kolonie są bezpłatne tylko w takim przypadku.
– Zdejmij szmatki, idź do łazienki. Tam jest prysznic, zobacz, czy potrafisz korzystać – poradził ksiądz.
Co w tym złego? Chciał pomóc, jak zawsze.
24 kwietnia 2012 r. dyrektorka szkoły zawiadomiła Komendę Rejonową Policji w Kętrzynie, że mogło dojść do przestępstwa.
– Gdyby podejrzenie dotyczyło normalnego faceta, natychmiast trafiłby na dołek, a jego aparat fotograficzny i komputer do biegłych – nie mają wątpliwości ludzie z Garbna.
26 kwietnia 2012 r. – znacznie później ustalono, że tego dnia ksiądz skasował zdjęcia z aparatu, zostawiając tylko rodzinne, i zmienił system operacyjny w komputerze. Biegły nie mógł odtworzyć wcześniejszych treści.
– Może gdybyśmy wysłali sprzęt do Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna… – zastanawia się Mieczysław Orzechowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Ale przecież ksiądz nie był podejrzewany o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej.

9 maja 2012 r. policja wysłała papiery do prokuratury. Pocztą, choć obydwa budynki są oddalone o 500 m.
11 maja 2012 r. biskup Jacek Jezierski oświadczył: Ponieważ chodzi o dobro dzieci, sprawa będzie zbadana starannie. 23 maja 2012 r. reporterzy TVN pogadali z dziećmi. Nie pokazano twarzy, sfilmowano Gosię od pasa w dół. Zaciskające się piąstki, rozsuwające się kolana. Szczegóły molestowania, którym się nie sprzeciwiła. Głos nie został zmieniony, wieś śmiała się więc z dziewczynki i zalotnika, który mógłby być jej dziadkiem. Nie wbiła mu palców w oczy, nie krzyczała, nawet opowiada spokojnie, bez nienawiści, może więc jej się podobało?
Z powodu programu Gosia spędziła wakacje w swoim pokoju, ale śledztwo nabrało tempa.
– Obciąć księdzu żenidło. Zostawić zawór upustowy – planowali ojcowie dziewczynek.
W końcu stycznia 2013 r. Jolanta Rzepko z Prokuratury Rejonowej w Kętrzynie uznała, że ksiądz macał, przebierał, plażował – bo biegli stwierdzili, że uczennice klas czwartych, piątych i szóstych nie kłamią. Woził krótkie spódniczki i bluzki niezakrywające niczego, ale ciuchy są poza podejrzeniem, stanowiły własność Caritas. Zainteresowany przyznał się do tych praktyk.

Jednak nie sposób go oskarżyć, bo nie było w tym kontekstu erotycznego. Tak twierdzą zainteresowany oraz seksuolog.

Ksiądz ma właściwie ukształtowane poczucie tożsamości w roli męskiej, prawidłową identyfikację z płcią, orientację heteroseksualną oraz prawidłową kontrolę impulsów i popędów – ustaliła Ewa Maciocha. – Analiza materiału nie wskazuje na jakąkolwiek skłonność ani fantazje pedofilskie. Ksiądz jest pogodnie nastawiony do życia. Cechuje go duża empatia i wrażliwość na potrzeby innych.
Na pewno pani Rzepko, która jest w Kętrzynie zastępcą prokuratora rejonowego, wie, że obowiązkiem śledczych jest ocenienie wartości dowodów. Ale może nie łazi po internecie i przeoczyła, że Ewa Maciocha, na którą powołuje się w umorzeniu śledztwa, od lat bawi się w łapki z Kościołem kat. Przez lata diagnozowała nowicjuszy i prowadzi zajęcia w seminarium duchownym.
Jednak nawet najbardziej roztargniona pani prokurator powinna zauważyć, że nie zamawiała opinii. Mniejsza, że za nią nie płaciła. Istotniejsze jest, że Ewa Maciocha wydała werdykt, nie znając akt sprawy.
Po zadręczeniu rzecznika Orzechowskiego, który do końca dzielnie bronił opinii, że prokuratura nie dała ciała, przekopałam Warmię w poszukiwaniu ks. Jarosława. Ślad po nim zaginął. To może być powód, dla którego kuria zadowoliła się decyzją prokuratury i nie zbadała sprawy samodzielnie, choć biskup Jezierski solennie to parafianom z Garbna obiecał.

[2013] NIE.pl Nr 08/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: