Ksiądz WDOWIEC

Stary Testament, Nowy Testament, zwykły testament.

Niektórzy utrzymują, że Jezus Chrystus mógł prowadzić cygańskie życie gwiazdora – bez pracy i innych upierdliwych obowiązków, bo miał bogatą żonę, która go utrzymywała. Była jego opiekunem, partnerem i sponsorem. Żona nazywała się Maria Magdalena: była niewiastą światłą, należała do kręgu uczniów Jezusa i na dodatek była urodziwa. Psuła więc legendę Chrystusa – najmędrszego supermacho. W wiekach tzw. średnich ojcowie Kościoła ogłosili, że Maria Magdalena jest zaledwie grzesznicą, która dostąpiła zaszczytu obmycia nóg Chrystusa.

Mamy podobną historię. Współczesną, z okolic Łomży.

Florian i Barbara

Love story zaczęło się na początku lat 70. ubiegłego wieku w miejscowości Nur.
Nie wiadomo, czy pannę Barbarę Tkaczyk bardzo bolało, gdy spadła z nieba. W każdym razie z urody najbliżej jej było do aniołów Victoria’s Secret. Niebiańskiej fizjonomii panna Tkaczykówna nie zwracała uwagi na zakochanych w niej nurowian. Matura to nie bzdura, rozumowała Tkaczyk i fantazjowała o studiach w jakimś dużym mieście. Mądra i ładna, w dodatku kochająca dzieci i zwierzęta – idealna kandydatka na żonę. Niestety! Co niedzielę praktykowała także rzymski katolicyzm.
Chcąc nie chcąc, najpiękniejszą parafiankę musiał dostrzec świeży nabytek parafii: ks. Florian Jakubik. Jakubik pełnił funkcję wikariusza parafialnego, znaczy wespół z proboszczem trząsł parafią. Był też przyjemnie dojrzały, co nie było bez znaczenia dla nad wiek dorosłej panny Tkaczyk.
Bliscy Tkaczykówny i jej znajomi z tamtego okresu mówią: omotał licealistkę. Kusił, wabił, zapraszał na katechezy do siebie. Dziewczyna więc w kółko tylko: szkoła i kościół. Ani koleżanek, ani tańców z kolegami! Lękiem napełniała nawet pobożnych państwa Tkaczyków.

A jeśli to opętanie? – dumali. Wówczas córka wyznała, że ks. Jakubik to miłość zesłana przez Boga i że go nie opuści aż do śmierci.

Wkrótce panna Barbara dostała się na studia prawnicze w stolicy. Rodzice odetchnęli: Wyjedzie, zapomni, wyrośnie z Jakubika.

Wieczne zmartwienia

Wyrosła na kobietę operatywną i samodzielną. Gdy znalazła pracę, odwiedzającemu ją w stolicy Jakubikowi wynajmowała w hotelu pokój.
Jakubik tymczasem zmieniał parafie – często przez złe języki. Z parafii w Zambrowie przeniesiono go do Różana, gdy prałat w Zambrowie zaczął rozpowiadać, że Jakubik przyjechał na plebanię z kochanką… W Różanie plebania była zrujnowana, na tacę rzucano mało. Wspólnymi siłami plebanię odnowiono: Tkaczyk była sponsorem głównym remontu, wyasygnowała na ten cel 80 tys. zł.
Zmartwieniem pani Barbary był brak potomstwa. Tak się złożyło, że jedyny mężczyzna w życiu pani Tkaczyk jakoś nie umiał jej zrobić dzieci.
Dzieci nie było, za to w 2007 r. u pani Barbary wykryto nowotwór macicy. Po operacji poszła na wcześniejszą emeryturę.
Nabyła wtedy 260-metrowy dom pod Łomżą i działkę z iglakami wokół. Pani Barbara miała pasje kolekcjonerskie i środki po temu, dom zagracała więc Kossakami i antykami art déco.
Jakubik także przeszedł na emeryturę, zatem w końcu mogli zamieszkać jak mąż z żoną. Jako ksiądz-senior odprawiał msze w miejscowym kościele. Ponieważ miał własne mieszkanie w Wysokiem Mazowieckiem, zameldowany był u Tkaczyk tymczasowo. Po operacji pani Barbarze puchły nogi, co uniemożliwiało jej poruszanie się. Dała więc Jakubikowi upoważnienie do załatwiania wszelkich spraw urzędowych oraz tych związanych z jej kontem w banku.
Plan był taki, że Jakubik, dwa razy starszy od Tkaczyk, dożyje swych dni u boku ukochanej. Ukochana pochowa go tak, jak przystało na małżonków.

Czas miłości i czas śmierci

Ale to pani Tkaczyk ubiegła Jakubika – zmarła w 2011 r. W ostatnich tygodniach jej życia zmartwieniem Jakubika był brak testamentu. Co on teraz zrobi?!… Szczęście, że gdy pani Tkaczyk była już w stanie agonalnym, Jakubik zdążył jeszcze odebrać jej ostatnią emeryturę w kwocie 3 tys. zł.
Na pogrzeb pani Barbary przyjechało kilkunastu księży. Każdy z gospodynią. Brat Tkaczyk odnotował fakt, że o ile księża mieli sukienki długie do kostek, o tyle ich gosposie wszystkie umundurowane były w mini.
Niedługo po pogrzebie, gdy brat przyjechał do domu siostry zapytać Jakubika, co teraz zamierza, pokazano mu testament. Testament spisany 12 lutego 2011 r., 3 dni przed śmiercią pani Tkaczyk. Stało w nim, że ostatnią wolą urodzonej 1952 r. Barbary Tkaczyk jest, aby cała nieruchomość – działka budowlana, budynek mieszkalny wraz z wyposażeniem oraz samochód marki Toyota Corolla – zostały przekazane ks. Florianowi Jakubikowi zamieszkałemu w Wysokiem Mazowieckiem. Wszystko to w podzięce za kilkuletnią opiekę i pomoc w mojej ciężkiej i nieuleczalnej chorobie. W testamencie odnotowano, że nieruchomość jest faktycznym miejscem zamieszkania od chwili jej nabycia.
Brat pani Barbary zgłupiał, gdyż 4 dni przed śmiercią siostry był u niej. Siostra nie rozpoznawała ani mamy, ani brata, była za to zamroczona bólem i morfiną.

U schyłku dnia

Rodzina dostała wezwanie na sprawę o stwierdzenie spadku i ogłoszenie testamentu – z wniosku Floriana Jakubika, w tym czasie do Matki pani Barbary często dzwonił kolega księdza. Radził, aby zrezygnowała z domu, bo Jakubik ma pieniądze i dom wykupi, a rodzina pani Barbary i tak nie ma szans.
W trakcie rozprawy okazało się, że dwaj świadkowie, którzy jakoby byli obecni przy spisywaniu testamentu w domu pani Tkaczyk, nie potrafili określić, czy łóżko chorej stało pod oknem, czy pod ścianą ani czy w pokoju było jedno okno, czy 2. Pielęgniarki, które przychodziły do pani Tkaczyk z hospicjum, zeznały, że 5 dni przed śmiercią nie było z nią żadnego kontaktu.
Jednym ze świadków był także senator ZChN, potem lokalny działacz PiS, odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2009 r. srebrnym krzyżem za zasługi w działalności społecznej. Mimo wielu zasług nie dopomógł ks. Jakubikowi w jego zawikłanych sprawach uczuciowo-majątkowych.
6 lutego tego roku Sąd Rejonowy w Łomży postanowił, że spadek po pani Barbarze dziedziczą po połowie jej rodzice. Sąd okręgowy oddalił apelację Jakubika.
Z postanowieniem sądu brat pani Barbary ponownie odwiedził więc Jakubika. Ten nie wpuścił go do przedpokoju, lecz poinformował, że w domu ukochanej będzie mieszkał do śmierci, że mogą mu więc naskoczyć. Zanim go wyprosił, bratu pani Tkaczyk zdało się, że w środku było jakby przestronniej: brakowało obrazów i mebli.
Do domu siostry nie udało mu się wejść nawet w towarzystwie policjanta. Jakubik zmienił wersję: jeśli dostanie 100 tys. zł „odszkodowania”,to pomyśli o przeprowadzce…
Na tym negocjacje brata pani Barbary ze szwagrem się urwały.
Nie powinien się jednak lękać: przecież kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie…

[2013] NIE.pl Nr 33/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: