Ksiądz przy nadziei

Niech klechy ratują ojczyznę przed wyludnieniem.

Pan Edward spaceruje sobie po Bardzie. Z dumą. Bo właśnie w tej wielkopolskiej wiosce w 1848 r. kosynierzy podpisali kapitulację i dobiegła końca Wiosna Ludów. To tam w 1944 r. pijany nazista skrócił Zbawiciela o głowę. Normalnie odrąbał łeb figurze Jezusa Zmartwychwstałego, żeby swą odmienną orientację religijną podkreślić. I dzięki temu Jezus stał się zabytkiem znanym w całym powiecie, a nawet w województwie. I potem do Barda przywieziono Całun Turyński, żeby zakomunikować: Jezusie, nic się nie stało, Jezusie, nic się nie stało!
I teraz te wszystkie piękne tradycje kuria zepsuła jednym pociągnięciem pióra. Bo proboszcza odwołała. I nawet nie pozwoliła mu się pożegnać z owieczkami. Pan Edward dobrze wie, dlaczego tak podle postąpiono z pasterzem, ale nie powie, dość już tej sromoty, pismakom nawet słowa nie piśnie, gdyż srać we własne gniazdo nie zamierza, bo to bardzo niepatriotyczne.
Ale nie wszyscy są tak wrogo do żurnalistów nastrojeni.
– Proboszcz babę miał. I z nią dzieci. Sprawa wyszła, bo go miejscowe kwoki podkablowały. Szkoda chłopa… – wyjawia inny mieszkaniec wioski.

•••

Kuria nie podała powodów odwołania proboszcza i poprzestała na opublikowaniu lapidarnego komunikatu. Ta niejasna sytuacja skłoniła parafian do snucia rozmaitych hipotez związanych z przyczynami odwołania księdza. Wśród pogłosek pojawiły się takie, z których wynikało, że wywalono go z fuchy zawiadowcy parafii ze względu na malwersacje finansowe. Kuria i niektórzy wierni chętnie tę wersję podtrzymywali, bo przewał na szmalu uważany jest za grzech mniejszego kalibru niż płodzenie nieślubnych dzieci. Zwłaszcza gdy sprawcą jest samiec w sutannie. Ale mętną wodę wyklarował sam bohater, który publicznie przyznał, że jednocześnie pełnił funkcję proboszcza i głowy rodziny, niekoniecznie świętej – i dlatego wywalono go na pysk.

•••

Jak udało nam się ustalić, ks. Stanisław od lat utrzymywał bliskie kontakty z niewiastą mieszkającą w pobliżu Środy Wielkopolskiej. Owocem ich uczucia jest troje dzieci. Kapłan łożył na tę gromadkę, a pieniądze na ten cel, rzecz jasna, pochodziły z kieszeni wiernych. Sprawa była powszechnie znana nie tylko w Bardzie (wierni zauważyli, że ich pasterz często przepadał bez wieści i zostawiał trzódkę samopas), ale i w gnieźnieńskiej kurii metropolitalnej. I pewnie na wieki wieków tkwiłaby pod dywanem, gdyby nie życzliwy donos.
Nie do końca wiadomo, kto odegrał rolę Judasza – oprócz miejscowych dewot w grę wchodzi także konkubina księdza. Albowiem wieść gminna niesie, że kapłan wielokrotnie zapewniał ją, że skończy z hipokryzją, zrzuci sutannę i poświęci się swej jedynej prawdziwej familii. Lecz czas mijał, słowo nie stawało się ciałem, więc doprowadzona do desperacji dama udała się do kurii, by opowiedzieć o reprodukcyjnych dokonaniach wielebnego Stanisława. Kuriewni natychmiast pozbawili go stolca oraz zakazali wykonywania czynności służbowych.

•••

Mimo graniczących z pewnością podejrzeń, że posiada flamę, proboszcz był przez większość parafian lubiany. Grywał w piłkę kopaną, udzielał się na niwie kulturalnej (za co został odznaczony przez władze samorządowe), a nawet sprawił, że w Bardzie odbywały się zawody jeździeckie. Owszem, są tacy, którzy narzekają, że po końskich podskokach pozostał tylko nawóz, a ksiądz powinien zapewniać wiernym spuściznę wyższego gatunku, ale stanowią oni mniejszość. Generalnie odwołanie proboszcza wiernym nie przypadło do gustu. Zwłaszcza nie spodobała im się forma, bo kuria potraktowała ich jak pozbawione głosu końskie odchody.
Wszystko to wskazuje, że zmienia się świadomość społeczności lokalnych. Jeszcze niedawno Polak katolik, zwłaszcza mieszkający w dziurze zabitej dechą, przenigdy nie wybaczyłby swemu kapłanowi, że rozmnaża się na boku i utrzymuje rodzinę. Dziś wyroki nie są tak jednoznaczne. Co świadczy o tym, że lud ma na względzie polską rację stanu i leży mu na sercu odbudowa tkanki narodowej. A ta jest poważnie zagrożona.
Współczynnik dzietności spada bowiem na łeb na szyję i według ostatnich pomiarów wynosi zaledwie 1,3 bachora na parę, co daje Polsce 209. miejsce na 222 klasyfikowane kraje. Tymczasem przyjmuje się, że zastępowalność pokoleń zapewnia współczynnik między 2,10 a 2,15. Polsce grozi klapa demograficzna, rozpierducha opartego na solidarności pokoleń systemu ubezpieczeń społecznych i kataklizm gospodarczy. Cała nadzieja w księżach, którzy w seminarium i podczas posługi kapłańskiej nie mają zbyt wielu okazji, by przekonać się, że baby mają liczne wady i używanie ich do prokreacji jest przedsięwzięciem ryzykownym i niezbyt dla rodzaju męskiego korzystnym. Jurność kapłana z Barda dowodzi, że nie jest to nadzieja płonna. Trzeba jednak księżom zapewnić warunki, by rozmnażali się w pokoju, a nie chyłkiem na zakrystii. W tym celu apelujemy do władz kościelnych, by nie piętnowały herosów w sutannach gotowych spełniać biblijny postulat płodności. W dłuższej perspektywie poskutkuje to odrodzeniem potęgi narodu polskiego, a co za tym idzie taca przybierze na wadze.
Jeszcze Polska nie zginęła!

[2012] NIE.pl Nr 33/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: