Kto podtruł stare drzewa na cmentarzu?

Wielkie oburzenie w Biadolinach Radłowskich (gm. Wojnicz). Wieś jest zbulwersowana tym, że ktoś podtruł stare drzewa na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Usychającymi lipami zajmuje się m.in. tarnowska prokuratura. – W tej chwili postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko osobie. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów – mówi Arkadiusz Bara, zastępca prokuratora rejonowego w Tarnowie.

Z „Gazetą Krakowską” skontaktowała się osoba, która była świadkiem zdarzenia z 8 maja tego roku.

– W godzinach porannych trzy osoby, w tym grabarz i kościelny, dokonały umyślnego oraz celowego zniszczenia jedenastu kilkudziesięcioletnich lip na cmentarzu parafialnym – mówi nasz informator, prosząc o zachowanie swoich danych osobowych tylko do wiadomości redakcji.

Według niego, mężczyźni wywiercili otwory w dolnych partiach drzew i korzeniach. Głębokość otworów, w zależności od lipy, wynosiła od 27 do 50 centymetrów. – Otwory zostały nasączone substancją o właściwościach żrących. Dodatkowo drzewa okopano i podlano tym samym płynem – kontynuuje nasz informator.

O zdarzeniu powiadomiona została policja i urząd gminy. – Rzeczywiście, w jedenastu drzewach, których wiek szacujemy na 60-80 lat, wywiercono otwory. Sprawę badają policja i prokuratura. Nam nie pozostaje nic innego, jak czekać na wyniki śledztwa – mówi Marek Trela, inspektor ds. ochrony środowiska i inwestycji w wojnickim magistracie. Jak wyjaśnia – gmina może sprawcę ukarać jedynie grzywną w wysokości 500 złotych. O wiele większe konsekwencje grożą przed sądem. Za spowodowanie zniszczenia w świecie zwierzęcym lub roślinnym grozi bowiem kara od trzech miesięcy nawet do pięciu lat więzienia.

– Trzeba jednak udowodnić zniszczenia w znacznych rozmiarach, dlatego zwróciliśmy się do policji o powołanie biegłego, który zrobi to fachowo – dodaje Arkadiusz Bara. Na rozstrzygnięcie tej bulwersującej sprawy przyjdzie więc poczekać, a pierwsze efekty podtrucia drzew są już widoczne.

– Na kilku lipach widać, że liście stają się szare i pomarszczone. Opadają jak na jesień – stwierdza nasz Czytelnik. W Biadolinach Radłowskich wrze. Ludzie są oburzeni, że lipy uszkodzić mogły osoby, które powinny dbać o cmentarz. – Żadne instytucje, włącznie z policją, dotąd nie kontaktowały się ze mną w tej sprawie. Dotarły do mnie tylko jakieś prywatne oskarżenia. Nie ma o czym rozmawiać – ucina ks. Antoni Gieroń, proboszcz w Biadolinach Radłowskich.

Kapłan nie chce wskazywać winnych. – Te drzewa mógł przecież zniszczyć każdy. Cmentarz nie jest ogrodzony. Dodatkowo gmina wyłącza nocą oświetlenie i we wsi panują egipskie ciemności – stwierdza proboszcz.

Nasz informator przekonuje jednak, że widział, jak wskazani przez niego sprawcy niszczyli lipy nie nocą, ale o poranku.

[2012.07.10] GazetaKrakowska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: