Spłacić KSIĘDZA

Wielebny się zadłuża, wierni spłacają.

Bardzo serdecznie i pokornie proszę o pomoc! Mamy ponad 100 tys. zł długu. To moja wina! Serdecznie Was pozdrawiam! Ks. Edward Baniak – takie ogłoszenie zamieścił proboszcz parafii Arka Pana w Krakowie.
Zamówił piękne witraże, zatem wierni postanowili się zrzucić. Ale coraz rzadziej bywają wspaniałomyślni.

35 milionów

Gdy się słyszy, że ksiądz narobił długów, przychodzi na myśl dyrektor ekonomiczny elbląskiej kurii ks. Jerzy Halberda. Pożyczał, od kogo się dało, nie oddał, bo nie miał z czego i z ludzkiej krzywdy wywianował diecezję elbląską w ziemskie dobra. To było kilkanaście lat temu, wkrótce potem, jak diecezję utworzył J.P.2, nie oglądając się na finanse.
Choć Halberda działał z umocowania biskupa Andrzeja Śliwińskiego, diecezja odmówiła płacenia rachunków. Sprawy ciągnęły się w sądach przez wiele lat. Komornikowi udało się sprzedać plebanię parafii św. Jerzego w Elblągu. Wyciągnął 202 tys. zł. Dwie inne nieruchomości przekazano wierzycielom, bo nie było amatora na zakup. Długi są szacowane na ok. 35 mln zł.

2 miliony

Proboszcz Czerwonki potajemnie sprzedał przedsiębiorcy z Warszawy 1,5 ha ziemi, na której stała plebania. Wierni pojechali protestować do biskupa łomżyńskiego. Nie zostali przyjęci, wygonili więc proboszcza.
To incydent sprzed lat. Zakończył się happy endem. Akt notarialny unieważniono. Bepe Stefanek stanął w rozkroku. Przy realizacji planów budowy wieży przykościelnej ksiądz proboszcz pominął niektóre procedury, słusznie więc wniesiono protest przeciwko tej decyzji – napisał do wiernych. Jednak przyzwolenie, żeby owieczki podskakiwały księdzu w jakiejkolwiek sprawie, mogłoby ich zachęcić do wyciągnięcia ręki na biskupa. Zajścia na terenie kościoła mają znamiona napadu na osobę duszpasterza – ocenił zatem Stefanek i zamiast pochwalić parafian za przytomność umysłu, obiecał, że nie wezwie prokuratora i nie zastosuje wobec buntowników kar kościelnych.
Proboszcz z Zemborzyc pod Lublinem skutecznie sprzedał kościelne hektary za 60 tys. zł. Parafianie dowiedzieli się o transakcji przypadkowo, rok później. Wiadomo było, że grunt był wart znacznie więcej. Po odrolnieniu – nawet 2 mln zł.
– Może akt notarialny jest dla picu? Może ziemię w karty przegrał? – spekulowali ludzie.
Nieważne, czy proboszcz jest karciarzem i cwaniakiem, czy frajerem. Szczęśliwym nabywcą okazał się brat jego przyjaciela, również księdza. Gdy wybuchła afera, proboszcz odszedł na emeryturę.

500 tysięcy

Rok temu zmarł ks. Andrzej, proboszcz parafii w Szadku, kapelan miejscowej policji i ulubieniec łódzkiej kurii. Powszechnie lubiany miłośnik piękna użytkowego, od samochodów po kobiety.
– Mamy problemy finansowe,bardzo wysokie zobowiązania – obwieścił jego następca podczas porannej mszy.
Pieniądze, pół dużej bańki, miały zostać wydane na remont zabytkowego kościoła.
– Trudno dostrzec, co wyremontowano – dziwili się parafianie.
– Kupował luksusowe samochody. Może z pożyczek – gdybali.
Potem któryś z wiernych zauważył, że kościelne obrazy są jakieś dziwne. Nie przypominają tych, do których przywykli.
Do kościoła przyjechali wysłannicy kurii. Stwierdzono m.in. brak barokowego kielicha, obrazu Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z XVII w., rokokowej rzeźby św. Wawrzyńca i jedenastu innych cacek. Ustalono, że oryginały zamieniły się w kopie, gdy rząd nad miejscowymi duszami sprawował ks. Andrzej.
Prokuratura przeszukała chałupy osób mogących mieć związek ze sprawą. Ujawniono zabytki pochodzące z innych obiektów sakralnych w województwie. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Zduńskiej Woli. Jest rozwojowe.

150 tysięcy

W Nurze wszystko jest malutkie, nawet dług, który zostawił ostatni proboszcz ks. Mirosław Sebunia.
– Nikt po proboszczu Mirosławie nie płakał, kiedy przeniesiono go do innej parafii – mówią ludzie. – Nie zżył się z ludźmi, nawet z radą parafialną spotykał się rzadko.
Z radością powitali nowego duszpasterza. Było miło jedynie na pierwszej mszy. Na kolejnej ks. Zbigniew Idzikowski ogłosił, że odziedziczył parafię z długiem: 80 tys. zł.
– Rany boskie! – zdumieli się ludzie.
Sebunia remontował wieżę, nawet dwukrotnie, bo pierwszy tynk spadł, ale przecież dawali na ofiarę i po kolędzie – jak zwykle.
Kilka dni temu okazało się, że długi sięgają 150 tys. zł. Sprawa wyszła na jaw podczas sporządzania protokołu zdawczo-odbiorczego parafii. Stan posiadania weryfikowali zainteresowani księża, organista, radny. I dopatrzyli się, że proboszcz nie rozliczył się z firmą remontującą świątynię.
– Wcześniej parafia zalegała mniejsze kwoty za gazety, śmieci – pamiętają ludzie.
Skruszony Sebunia zobowiązał się w rok spłacić połowę należności.
– 10 tys. zł dałem na odejściu. Zostało 70 tys. Będę ciułał i spłacał w ratach co miesiąc – obiecał.
Deklaracja daje wyobrażenie o dochodach księdza z biednej parafii, bo przecież rzadko który Polak nie ksiądz jest w stanie odłożyć rocznie 70 tys. zł.
Nowy proboszcz z Nura zobowiązał się w imieniu własnym i mieszkańców, że z tego, co zostało, parafia rozliczy się do 1 stycznia 2015 r.

17 tysięcy

Protokół zdawczo-odbiorczy przekazania świątyni Kościoła kat. kolejnemu proboszczowi tego samego wyznania?… Rzecz tak egzotyczna jak trawnik na Saharze. Przecież do tej pory Kościół jak ognia unikał nawet rozmowy o wydatkach i dochodach, a co dopiero publicznego ich spisywania.
Jednak rzadko który sukienkowy nie ma dziś problemów finansowych. Niedawno media informowały, że

proboszcz jednej z parafii pod

Ostrowem próbował sprzedać w internecie zabytkowe figurki aniołków, które zginęły z klasztoru ojców Paulinów w Wieruszowie w czasach, gdy był przeorem.
Głośno o wielebnym spod Kalisza, który kupił auto na kredyt. Potem je rozbił. Naprawa kosztowała 17 tys. zł, bo uparł się, żeby auto remontował autoryzowany serwis.
– Zapłaci ubezpieczyciel – obiecał. Gdyby klient nie nosił sutanny, firma nie wydałaby wozu bez uregulowania należności. Ale w Polsce czarni są traktowani jak osoby zaufania społecznego, tak samo jak parlamentarzyści czy samorządowcy.
Mimo zapewnień księdza, ubezpieczyciel nie oddał szmalu mechanikom. Przelał pieniądze na konto prawdziwego właściciela samochodu, czyli banku. Bo okazało się, że ksiądz nieregularnie spłacał raty. Auto zniknęło. Komornik nie wyegzekwował od księdza pieniędzy, choć próbował. Okazało się, że klecha nie ma nieruchomości ani konta, ani stałego wynagrodzenia. Utrzymuje się z nieregularnych składek wiernych.

[2013] NIE.pl Nr 48/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: