Ksiądz i lolitka

Porzucony ksiądz kochanek zamienił jej życie w koszmar. Z błogosławieństwem matki i biskupa mogła żyć jak pączek w maśle.

Ktoś wali w drzwi i znika. Na wycieraczce zostawia czuły liścik, majteczki, biustonosz, lalkę z wyrwaną rączką. W listach pojawiają się aluzje do tego, o czym rozmawiają w domu. Przestali mówić. Piszą do siebie na wyrwanych z zeszytu kartkach. Mieszkają na drugim piętrze, ale któregoś ranka na balkonowym oknie pojawiło się wyznanie, nagryzmolone czerwoną szminką: „Kocham Cię”. – To tatuś napisał. Taki żart – tłumaczyła Magda swemu 9-letniemu synowi Karolowi. Dzieciak wymazał litery. Wkrótce ktoś nabazgrał zielonym lakierem do paznokci: „Tęsknię za Tobą”. – Nie zdrapuj to dowód – powiedziała chłopcu. Napis czeka na policję. Karol zaczął moczyć się w nocy.
Magda, matka dwojga dzieci, uważa, że prześladowcą jest jej pierwszy kochanek, proboszcz parafii z powiatu Ryki (województwo lubelskie).

Oaza
Cofamy się w czasie. Ojciec Magdy odszedł, matka zaabsorbowana pracą i kolejnym partnerem nie miała dla dziewczyny czasu. Lgnęła więc do kościoła. Miała niespełna 16 lat, gdy w parafii pojawił się 33-letni wikary, nazwijmy go Piotrem A. Kiedyś została dłużej porządkować świątynię. Odwiózł ją do domu, rozmawiali. Odwiedzała go na plebanii, czasem zostawała na obiad. Przyjeżdżał do domu. Koleżanki chichotały, ale co tam. Był powiernikiem, kumplem, zastępował ojca. Któregoś dnia umówili się, że jak zwykle po mszy zostanie pogadać. Do świątyni przyszła z babcią. Po nabożeństwie Magda poszła na plebanię, a Piotr odwiózł starszą panią do domu. Był 21 stycznia 1990 r. Datę pamięta dokładnie, prowadziła pamiętnik.
Zasłonił okna, zrobił jeść, jedliśmy pyzy z mięsem, była sałatka i popijaliśmy herbatą, na ławie stały też słodycze. Byłam ubrana w czarną rozpinaną bluzkę, kozaki czarne skórzane i spódnicę grubą w kwiatowe wzory. On rozebrał się z sutanny, był w granatowych sztruksach, niebieskiej koszuli i siwym swetrze. Był zamyślony, włączył wieżę i poprosił, abym usiadła obok niego. Przysunęłam swój fotel, ale wziął mnie wtedy za rękę i posadził na swoich kolanach, czułam się dziwnie, trochę spięta i speszona. Przytulił się do mnie i powoli zaczął całować mi szyję. Prosił, abym się nie bała i go objęła. Zgasił światło, przyniósł mi sok do picia i włączył lampkę. Zrobiło się gorąco, siedziałam okrakiem na jego kolanach, rozpiął mi bluzkę i całował moje piersi. Gdy mnie rozebrał, zaniósł na wersalkę, cała się trzęsłam. Pościel była różowa, z takiego śliskiego materiału. Położył się koło mnie, pocałował, strasznie się bałam. (…) Było po wszystkim, bardzo mi się chciało spać i tak jakoś dziwnie kręciło mi się w głowie. Dał mi pić, przykrył kołdrą, powiedział: teraz należysz już tylko do mnie, pamiętaj. Była dwudziesta druga, kiedy się obudziłam, chciałam iść do domu, ale zapewnił, że informował mamę i babcię, że przyjedzie ze mną. Pocałował mnie i kochaliśmy się jeszcze raz. Do domu dotarliśmy około trzeciej, matka nie miała nic przeciwko temu, babcia była zła.
Nazajutrz dostała złotą bransoletkę.

Złota klatka
Jej klasowym katechetą został właśnie ks. Piotr. Wszystkie jesteście śliczne, ale jedna jest cudowna – oświadczył. Mieścina mała, koleżanki śmiały się coraz głośniej, sąsiedzi też. Jeszcze była zadurzona, ale z radością witała dni, kiedy wyjeżdżał. Mogła robić to co koleżanki. Kiedy wracał, starannie oglądał jej ciało: czy nie ma siniaków świadczących, że próbowała seksu z rówieśnikami. Odpytywał matkę, czy godnie spędzała czas. Rodzicielka trzymała z księdzem. Dawał jej pieniądze. Magda sądziła, że pożyczał.
Żyliśmy jak mąż z żoną, bez żadnych zabezpieczeń – pisze w pamiętniku. Gdy przez półtora miesiąca nie miała okresu, poszedł z nią do znajomego doktora (w pamiętniku nazwisko i adres). To ciąża – zawyrokował medyk. Ksiądz Piotr uzgodnił z matką: Aborcja – Jesteś za młoda, ludzie cię zjedzą – tłumaczyli.
Mówił, że to dla jej dobra, obiecał że się z nią ożeni, jak tylko nazbiera trochę pieniędzy, że już mości dla nich gniazdko. Pozbycie się kłopotu kosztowało 2 tys. zł. – Nienawidziłam go, zaczęłam się bać – opowiada.
Matka mówiła, że miała w życiu szczęście spotykając Piotra.
Z powodu skarg wiernych przenieśli go z miasteczka na wieś. Pojechała na plebanię i zamieszkała tam jako kuzynka. Wkrótce wyprowadzili się do wielkiego domu położonego w lesie, 4 km za wsią. – Wybudowałem go dla ciebie. Możesz już mieć dziecko – powiedział.
– Relaksuj się i kochaj mnie – mawiał. – Czytaj, słuchaj muzyki. Wynajął gospodynię, która trzy razy w tygodniu sprzątała dom i przygotowywała posiłki. – Kuzynka jest po ciężkiej operacji kręgosłupa, z trudnością chodzi – objaśnił nieróbstwo Magdy. Kiedyś kobieta zastała ich w łóżku. Nie zapytała o nic.
Magda czuła się osaczona, bo wszędzie razem, po majtki, stanik, z wizytą do matki. Nie mogła samodzielnie kupić spinki do włosów czy spotkać koleżanki. Traktował ją jak dziecko. Kupował lalki, karmił. Kiedy uznał, że kocha go niewystarczająco, bił, a lalkom wyrywał ręce. – Tak kończą niegrzeczne dziewczynki – mawiał.
Czasem myślała, że jednak warto z nim zostać. Malucha zmienił na Golfa, potem Golfa na Audi. Obiecał małżeństwo i normalną rodzinę.
Z pamiętnika: W grudniu przed Świętami Bożego Narodzenia pojechaliśmy do Siedlec do Kurii Biskupiej, to taki duży budynek, przypomina pałac, wchodzi się i trzeba się meldować w specjalnej kancelarii, do kogo kto przyjechał, czy był umówiony. W środku jest pięknie, rzeźbione ściany, sufity, terakota, schody marmurowe, zdobione poręcze i mnóstwo drzwi. My weszliśmy do pokoju gościnnego, duży, pełno książek, skórzane meble, po chwili pojawił się ksiądz biskup, znałam go z widzenia, bo często był w parafii, na uroczystych odpustach, bierzmowaniach. Ubrany był po cywilnemu, tylko na koszuli duży krzyż, koloratka i pierścień na dłoni. Nie wiedziałam, jak się zachować, patrzyłam, co robi Piotr, a on najzwyczajniej w świecie powiedział: „szczęść Boże, ekscelencjo” i podali sobie ręce. Potem Piotr wskazał na mnie: – moja Magda. Myślałam, że spalę się ze wstydu, ale biskup podszedł do mnie, pogłaskał po głowie i powiedział: – piękny kwiat, dbaj o niego.

Ucieczka
W grudniu 1994 r. umarł dziadek Magdy. Miała za sobą dwa lata życia w złotej klatce i ugruntowaną już chęć i potrzebę, żeby coś zrobić ze swoim losem. Poprosiła księdza Piotra, żeby zawiózł ją do domu. Wzięła tylko torebkę. Miało być na chwilę. W kuchni, czując wsparcie babki, oświadczyła: – zostaję. Matka i Piotr przekonywali, że to bzdura. W końcu zgodzili się. Na tydzień. Potem miesiąc. Potem uciekła.
Nie wróciła do Piotra. Wyszła za mąż. Ale jeśli wierzyć jej i wskazywanym przez nią świadkom, ksiądz Piotr wracał do niej. Lubił film „Ptaki ciernistych krzewów”. Był Ralphem, a ona była Megan. Przysyłał różowe róże, przypominał, że ich miłość ma charakter mistyczny. Tego było odrobinę za dużo dla pierwszego męża. Zażądał rozwodu. Napisała do matki, że jeśli ona chce ją zobaczyć, czeka 7 października 2003 r. o dziesiątej w Lublinie na dworcu PKP, przed kasami biletowymi, bo o dwunastej ma w tym mieście rozprawę rozwodową. Pojawił się Piotr. – Nigdy cię nie zostawię – oświadczył.

Listy
Magda ma teraz kolejnego partnera, doczekała się z nim dwojga dzieci, syna i córki. Mieszka pod Tomaszowem Mazowieckim. Do Ryk, w których spędziła młodość, będzie jakieś 200 km.
Od jakiegoś czasu ktoś ich śledzi. Fotografuje. Podrzuca bieliznę i listy.
Do jej partnera: Co Ty możesz jej dać? Nic. Ciągle jesteś pijany i nieobecny, ona umie żyć w luksusie, ty jej tego nie zapewnisz. (…) Ona powinna być ze mną, gdyż to ja pierwszy ją poznałem, z dziewczynki przeistoczyłem w kobietę i dałem wszystko, czego tylko kobieta może chcieć. (…) Spróbuj zrobić z nią tak: masuj jej stopy, rozpal ją w łóżku, kąsaj jej sutki, kochaj się z nią przy muzyce, a wtedy zobaczysz chłopaku, że ona wypowie po cichu moje imię.
Do niej: Za każdą Twoją łzę i nerwy on zapłaci. Byłaś, jesteś i będziesz moja. (…) Jak byłaś w domu na wakacjach, on sprowadził dziwkę do domu. (…) Magdziu, czy pamiętasz swój duży portret, ten na którym się uśmiechasz, z przedpokoju – cały czas patrzy na mnie. Wiem, że Ty też tęsknisz, brakuje ci luksusu, dobrobytu, tylko ja mogę go zapewnić. Szukałem takiej dziewczyny, jak Ty. Posunąłem się nawet do tego, że zaprosiłem jedną na noc, ubrałem ją w Twoje rzeczy i myślałem, że coś z tego wyjdzie, ale wstyd się do tego przyznać, okazałem się impotentem.

Prokurator
– Ojciec moich dzieci przestaje mi wierzyć. Życie rozpada się na strzępy – mówi Magda. Pogodna twarz, wielkie, szare oczy, ujmujący uśmiech. Nie umalowana, skromnie ubrana. Nerwowo wierci się na restauracyjnym krześle, prosi, żeby kontynuować rozmowę w domu. Jej córka ma tylko półtora roku. Jesienią zeszłego roku Magda poprosiła o pomoc prokuratora. Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim uznała, że właściwą do rozpoznania sprawy jest Prokuratura Rejonowa w Rykach, gdyż Piotr jest dziś ważnym proboszczem w jednej z tutejszych parafii. Ryki nie miały więc ochoty na tę sprawę. Wszczęli spór kompetencyjny. Prokuratura Okręgowa w Lublinie uznała, że Magdą i listami winni zająć się ci z Tomaszowa.
Do prokuratury w Tomaszowie zapukałam w poniedziałek 24 stycznia. Decyzja rozstrzygająca spór kompetencyjny zapadła w piątek 21 stycznia. Trudno się dziwić, że akta cieniutkie. Właściwie tylko protokół przesłuchania Magdy. W nim o przymuszeniu do aborcji, przestępstwie nękania i groźbach.
– Może tych listów nie pisze proboszcz Piotr – sugeruję szefowi tomaszowskiej prokuratury.
– Jasne, ktoś może się podszywać – kiwa głową.
– Ale te listy przychodzą raz, a nawet kilka razy dziennie. Wystarczy na dwadzieścia cztery godziny postawić policjanta i po nitce do kłębka… – drążę.
– Niby tak, ale jednak nie – tak można streścić jego wywody. Policjantów mają w Tomaszowie niewielu ponad 200. A co roku wpływa ponad 5 tysięcy spraw. – Nie ma czasu – tłumaczy.
Sądzę, że śledztwo w ogóle nie zostanie wszczęte albo je umorzą. Powodów dostatek. Jeśli chodzi o uwiedzenie – panna miała 16 lat. Wolno z nią współżyć. Zmuszenie do aborcji – jeśli się potwierdzi – minęło 14 lat. Przedawnione. Groźby i nękanie – przypuszczalnie listy nie są pisane ręką księdza. On z pewnością z wielkim oddaniem wykonuje swoje duszpasterskie obowiązki w odległej o 200 km parafii. Pomysł, że z takim zacięciem mógłby się zajmować trzydziestoparoletnią, przechodzoną dupą nie tylko prokurator z Tomaszowa, ale każdy obywatel uznałby za absurdalny.

Proboszcz
Ksiądz Piotr nie cieszy się w rodzinnych stronach dobrą opinią. To, co Magda opisała w pamiętniku, może być prawdą. Zgadzają się daty, miejsca, nazwiska.
Kilkakrotnie dzwonię do księdza Piotra. Odbiera młodziutka kobieta.
– Proboszcza nie ma, będzie później – informuje. Jeździ z kolędą, odprawia msze, udziela ślubu, grzebie.
Księża mają cholernie pracowite życie. Nie ma w nim miejsca na tak stałe uczucia do mocno byłej lolitki. Byłoby to zbyt piękne, żeby prawdziwe.

[2005] NIE.pl Nr 05/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: