Co wolno organiście?

Hieronim Sznycer przez długie lata był organistą w rydzyńskim kościele. Ma żal do proboszcza, że ten zabronił mu grania w miejscowej parafii. Duchowny tłumaczy, że podjął taką decyzję w związku z wydarzeniami, które zaszły w prywatnym życiu organisty.

– Już kilka tygodni po objęciu parafii otrzymałem list z zapytaniem, dlaczego nowy proboszcz wprowadzający wiele zmian, nie uporządkował sprawy organisty, który swoim życiem nie daje właściwego świadectwa – tłumaczy ks. Wojciech Pieprzyca, proboszcz parafii św. Stanisława Biskupa w Rydzynie. – Nie może być tak, że piękne pieśni o miłości i wierności podczas ślubu śpiewa ktoś, kto odszedł od żony.

Dlaczego nie walczy o każdą owieczkę?

– Gdy sytuacja zmusiła mnie do odejścia z domu, nowy proboszcz po prostu zwolnił mnie z funkcji organisty. Nie podał mi ręki, nie próbował pomóc. Czy rolą dobrego pasterza, a takim powinien być przecież proboszcz, nie jest walka o każdą owcę ze swojego stada? – pyta retorycznie pan Hieronim.

Organista nie ukrywa, że ma pretensje do księdza również o to, w jaki sposób się z nim rozstał.

– W ogłoszeniach odczytał jedynie, że parafia zwalnia mnie z pełnienia funkcji organisty. Tylko tyle usłyszałem po kilkudziesięciu latach pracy. Słowa „dziękuję” zabrało – zaznacza H. Sznycer.

To nie wszystkie restrykcje wobec Hieronima Sznycera. Proboszcz podjął decyzję, że nie może on grać w rydzyńskim kościele nie tylko na niedzielnych i świątecznych mszach, ale też na ślubach, pogrzebach i innych uroczystościach, gdzie organistę zamawiają i opłacają sami wierni.

– Podobno powiedział ludziom, że może to być każdy inny, tylko nie ja. Miał stwierdzić, że dla mnie nie ma już miejsca w rydzyńskim kościele – dodaje organista. – Za kogo ten człowiek się uważa, że tak łatwo przychodzi mu ocenianie innych? Przecież nawet papież Franciszek pytał: „Kim jestem, aby ich osądzać? ”.

Trzydzieści lat przy organach

Hieronim Sznycer był organistą w rydzyńskim kościele, z małymi przerwami, przez niemal 30 lat. Pełnienie tej funkcji rozpoczął jednak dużo wcześniej, bo swoich sił próbował już jako nastolatek.

– Z domu rodzinnego wyniosłem przekonanie, że życie człowieka toczy się wokół kościoła – mówi. – W Dąbczu, z którego pochodzę, mój dziadek był kościelnym, natomiast ojca siostra, a moja ciotka, sprzątała w naszej świątyni i ubierała ołtarz. Mój ojciec zaś był organistą, a zastępował go mój starszy kuzyn, też Sznycer.

W połowie lat sześćdziesiątych pan Hieronim został ministrantem. Ówczesny proboszcz ksiądz Alfred Mąka szybko zauważył, że jest bardzo umuzykalnionym dzieckiem. Nie bacząc na jego młody wiek powierzył mu funkcję kantora, czyli osoby, która kieruje śpiewem wiernych w kościele, intonuje pieśni, śpiewa psalmy.

– Miałem 12 lat, gdy proboszcz stwierdził, że czas, abym zaczął uczyć się gry na organach. Wysłał mnie na chór do ojca, żebym się przypatrywał. Rodzice, chcąc rozwijać mój talent, zapisali mnie do ogniska muzycznego, ale żadnych szkół w tym kierunku nigdy nie ukończyłem – przyznaje H. Sznycer.

Pan Hieronim szybko połknął bakcyla. Dlatego, gdy po podstawówce zaczął naukę w szkole rolniczej w Bojanowie, sam zgłosił się do tamtejszego kościoła z propozycją pomocy, która została przyjęta z otwartymi rękami. W wojsku grał w orkiestrze dętej.

[2014.01.27] Media.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: