FiM – Austriackie gadanie

Od kilku dni austriackie media żyją sprawą polskiego księdza, który jako proboszcz parafii św. Walentego w Langenhort (diecezja Sankt Pölten) okazał się – zdaniem tamtejszej ludności – zgniłym aferzystą niezasługującym na funkcję duszpasterza.

Specjalne komunikaty kurii biskupiej relacjonują przebieg postępowania dyscyplinarnego, prowadzonego pod nadzorem Klausa Künga, wysłannika biskupa ordynariusza, telefon rzecznika prasowego diecezji Markusa Riccabonygrzeje się do czerwoności, a wierni Czytelnicy „FiM” żyjący nad „pięknym modrym Dunajem” przysyłają do redakcji wycinki gazet, prosząc o ujawnienie „wyczynu kolejnego »batmana« z Polski” (tak ich niektórzy określają). Sprawdziliśmy, w czym rzecz. Okazało się, że Austriaków dzieli od nas głęboka przepaść cywilizacyjna…

„Afera” dotyczy 35-letniego ks. Krzysztofa Sobczyszyna, rodem z Lubaczowa (woj. podkarpackie). Rządził katolickimi duszami w Langenhort prawie od trzech lat, a zbrodnia, której się rzekomo dopuścił, polegała na zagospodarowaniu wedle własnego uznania kasy parafialnej (ok. 70 tys. euro) i prawdziwie pasterskim podejściu do wiernych. Czyli jak do stada owiec.

Przedstawiciele Rady Parafialnej gardłują, że nie przestrzegał regulaminu zobowiązującego go do konsultowania każdego wydatku w kwocie powyżej 500 euro, pozwalał sobie na nieobecność w wyznaczonych godzinach urzędowania i napiętnował z ambony „intrygantów pragnących skłócić wspólnotę”. Szczególnie zaś tych, którzy „opowiadają dziennikarzom, że to już koniec i nie wyobrażają sobie dalszej współpracy z księdzem”. Innymi słowy: banał, który w Polsce zasługiwałby co najwyżej na krótką wzmiankę.

Kontrola z kurii wykazała, że ks. Sobczyszyn faktycznie naruszył dyscyplinę budżetową, ale nie ukradł pieniędzy, bowiem wydał je… na poprawienie standardu swojego życia! W konsekwencji został jednak zawieszony w czynnościach i oczekuje na wyrok biskupa. – To są normalnie jakieś kosmiczne jaja! – potwierdził nasze przypuszczenia znajomy proboszcz z Łodzi po lekturze tłumaczeń austriackich gazet.

Lustrując ks. Krzysztofa, odkryliśmy, że jego przeszłość jest o wiele ciekawsza od wyciąganych mu dzisiaj przez media głupstw. Duchowny rozpoczął swoją kościelną edukację w lubelskim seminarium duchownym, skąd musiał po kilku latach nauki odejść z powodów – nazwijmy to oględnie – obyczajowych. Kontynuował studia na KUL-u, a po ich pomyślnym zakończeniu (2003 r.) otrzymał glejt moralności wystawiony przez ówczesnego metropolitę lubelskiego abp. Józefa Życińskiego i udał się z tym zaświadczeniem do biskupa St. Pölten. W tamtejszym seminarium zaliczono mu niemal wszystkie zdane w Polsce egzaminy, więc już po roku otrzymał święcenia kapłańskie (2004 r.).

Miał niebywałe szczęście, bo zaledwie miesiąc później wybuchł głośny skandal związany z wykryciem przez policję w seminaryjnych komputerach około 40 tysięcy zdjęć rejestrujących orgie z udziałem kleryków i księży, ściągane z internetu sceny pedofilskie (m.in. gwałt na 5-letnim dziecku) oraz seks ze zwierzętami. Przypomnijmy, że najbardziej spektakularnym efektem tej afery było złożenie urzędu ordynariusza przez bp. Kurta Krenna.

„Zaczęto przyjmować przede wszystkim takich kandydatów, których w innych diecezjach nie dopuszczono do święceń kapłańskich. Wśród nich młodych ludzi z Polski, którym najwyraźniej brakowało dojrzałości, albo tych, którzy borykali się z problemami psychicznymi” – ubolewał ks. Franz Schrittwieser, były rektor seminarium w St. Pölten.

Ksiądz Sobczyszyn był jednym z trzech Polaków (obok Piotra Sz. i Mariana L.) studiujących tam wówczas. – W jego komputerze policja również znalazła pornografię, ale zdołał się z tego jakoś wyślizgać. Przeczekał nawałnicę w Lubaczowie i wrócił. Trzeba otwarcie powiedzieć, że polscy biskupi umożliwiają wyjazdy za granicę wielu księżom, o których doskonale wiedzą, że nigdy nie powinni otrzymać święceń – zauważa Łukasz C., pracujący w Wiedniu były duchowny z zakonu bonifratrów.

W 2012 roku na czołówki austriackich gazet wybili się:
# ks. Seweryn  Klimek z diecezji  bielsko-żywieckiej, były proboszcz z Sankt Stefan  an  der  Gail – zaginął  wraz  z 50  tys. euro przechowywanymi na koncie parafii;
# ks. Andrzej Skoblicki z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej – zdjęty z posady proboszcza w opfing za poniżanie rozwiedzionych katolików, określanie nieślubnych dzieci mianem „dzieci grzechu”, a nazbyt światłych nauczycieli jako „opętanych przez diabła”.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 05(674)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: